MPK czeka na propozycje nowych tras autobusów

nie znam dokładnie struktury kadrowej MPK, ale wydaje mi się, że każde
przedsiębiorstwo komunikacyjne ma taki dział zajmujący się badaniem natężenia
przewozów i obłożenia danej trasy, przecież wiedzą, że ta linia jest bardziej
dochodowa od innej. To dobrze, że mieszkańcy miasta mogą się wypowiedzień w
sprawie tras, ale dlaczego mają to zrobić za pracowników MPK, w końcu
opłacanych z naszych kieszeni?
Uważam, że MPK najpierw powinno przedstawić gotowy taki projekt i zrobić
normalne badanie marketingowe czy taki wariant odpowiada mieszkańcom czy nie i
wtedy dopiero poddać go korekcie przed ostatecznym wprowadzeniem w życie.
Wygląda mi na to, że MPK i tak zrobi po swojemu a jak nie będzie pasowało to
powie, że to był pomysł mieszkańców.
Całe to zamieszanie sprowadzi się do tego, że z Hetmańskiej zniknie 13 i 10, co
mnie osobiście bardzo zmartwi.
Jeżeli mogę się wypowiedzieć, to wolę mieć 30 linii kursujących w mieście z
jako taką frekwencją niż 50 kursujących co 45 minut i jadących stadem w jednym
kierunku, jak to jest obecnie w tych rejonach obsługiwanych przez linie
podmiejskie głównie.
Jestem za mądrą przebudową całej siatki komunikacyjnej w mieście i wolę aby z
mojego przystanku odjeżdżała jedna lub dwie linie kursujące co 5-7 minut i mieć
możliwość przesiadki na inną linię korzystając z tego samego biletu.

 

Córka WISANU

Nie ulega wątpliwości, że ZK Firanka jest w Polsce liderem w produkcji
konfekcji do okna. Produkuje ciekawe, nowatorskie wzory. A zarazem jest to jej
kamień u szyi. Nikt nie kupi gotowej firanki za 400 zł. Jest to bardzo
ryzykowne bo wysokość mieszkań jest różna 250cm,253cm,255cm karnisze są też
różne itp. Obecnie ktoś kto się decyduje na kupno "bogatej" firanki zleca jej
uszycie na wymiar często z montażem w domu. Jest sens produkcji tanich,
prostych firanek odpasowanych. Ceny takich wyrobów to 20-50zł. I tu już klient
może zaryzykować. Dlatego nie wróżę świetlanej przyszłości Firance, jeśli nie
zmieni filozofii marketingowej i nie poskromi "artystycznych" zapędów
projektantów. Zróbcie państwo proste badania marketingowe a przekonacie się, że
mam racje. Mam doświadczenie bo sprzedaję firanki od 8 lat. Pozdrowienia

Polskie piwo bije eksportowe rekordy

To chyba nie jest tak, mojej byłej ulubionej marce "Z" w 1994 roku w ramach
standaryzacji i obniżenia kosztów zmieniono recepturę (dodano przeciw
utleniacza Witaminy C, w 90% obniżono zawartość chmielu, zamiast niego zaczęto
dodawac prawie syntetyczny ekstrakt chmielowy (nie jestem chemikiem i może coś
przekręce ale coś jakby kwas alfaproteinowy)) no i oczywiście zwiększono
procenty z 4,3 na 5,6 ale to juz na skutek badań marketingowych, które wykazały
że po 3 butelkach ma szumieć w głowie produkt miał konkurować z alpagami. W
związku z zchemizowaniem uprościł się proces technologiczny, obrazowo wygląda
to tak że dwóch facetów wsypuje gotową mieszane - proszek a resztą steruję
komputer, każde ważenie jest udane. Ongiś bywało tak że na naturalnych
produktach co 8-10 wazenie trzeba było wylać do ścieku a jak chłopaki zaspały
to i częściej stąd w PRL można było trafić słynną lurę, jak sekretarze uznali
że firma nie zrealizuje planu dziesięcioletniego. Reasumując tego typ proceder
uprawiają -podobno- prawie wszystkie "polskie" browary i dla tego nie warzy się
u nas piwa klasy high - premium, ale oczywiście napojem pewnego segmentu możemy
podbić wszystkie sklepy ala "Biedlonka" i "Walmalt" na całym świecie.
pozdrawiam
PS. Do 1994 roku piwo ważono według receptury z XIX wieku.

LOT wybierze do czerwca

Ja mowie tylko i wylacznie o Dreamlinerze i o LOTcie a nie innych modelach B.
czy A.

Zreszta z tego powodu Airbus proponuje teraz model A350. Model ten jest
odpowiedzia na Dream. i bedzie realistycznie gotowy do lotu dopiero w 2012
roku.

Ciekawe zreszta, skad Airbus wezmie nastepne 15 mld euro na rozwiniecie
calkowicie nowego samolotu. Przeciez dopiero co wydal wlasnie 15 mld na budowe
olbrzyma A380. Decyzja o budowie nowego modelu zapadla w grudniu.

Boeing byl zdania, ze taki olbrzym nie znajdzie wystarczajacego zapotrzebowania
na rynku; wedlug badan marketingu Boeinga przyszlosc nalezy do srednich
samalotow z malymi wyjatkami. Dlatego rozwienlie wlasnie Dreamlinera, wchodzi
do sluzby 2007, a wiec niebawem.

 

badania do pracy MGR - Warszawa

badania do pracy MGR - Warszawa
Szanowni Państwo,
Jestem studentką Polityki Społecznej oraz Zarządzania i marketingu na
Uniwersytecie Warszawskim i obecnie piszę pracę magisterską na temat:
„Instytucje rynkowe i organizacje pozarządowe na rynku usług edukacyjnych”.

Serdecznie zapraszam wszystkie podmioty prowadzące działalność szkoleniową lub
edukacyjną do badania stanowiącego ważną część mojej pracy magisterskiej.
Szczególnie interesują mnie szkoły językowe. Badanie ma charakter wywiadu
kwestionariuszowego oraz ankiety. Czas przeprowadzenia badania to ok. 30
minut. Pytania dotyczą zarządzania i komunikacji w Państwa organizacji, dane
zostaną zakodowane oraz wykorzystane jedynie dla potrzeb pracy magisterskiej.

Byłabym niezwykle zobowiązana, gdyby zgodzili się Państwo wziąć udział w
badaniu. Jestem gotowa dostosować się do zaproponowanego terminu, godziny czy
innych warunków, które umożliwią Państwu udział w badaniu.

Z góry dziękuję za pozytywną odpowiedź na adres e-mail: szkolenia_mgr@tlen.pl

PŁATNE PRAKTYKI W MARSIE

PŁATNE PRAKTYKI W MARSIE
Mars Polska to część Mars Incorporated – jednej z największych
prywatnych firm na świecie, z tradycją, ponad 200 biurami i 100
fabrykami w 65 krajach, produkującej m.in. takie produkty, jak:
Mars®, Snickers®, Twix®, Bounty®, kolorowe M&M’s®, gotowe dania
UncleBen’s® czy Dolmio®, pokarm dla zwierząt Pedigree®, Whiskas®,
Chappi® czy KiteKat®. To, że udało się nam odnieść sukces na polskim
rynku, to zasługa tego, że zatrudniamy i szkolimy najlepszych ludzi.
Chcemy, żebyś dołączył do nas i Ty!

Jeśli…
jesteś na III, IV lub V roku studiów
chcesz zrealizować własny, ambitny projekt pracując w MARS Polska w
dziale:
Marketingu
Sprzedaży
Finansów
Personalnym
IT
Produkcji
Badań i Rozwoju
Zakupów
chcesz spędzić niezapomniane dwa miesiące w gronie innych młodych
ludzi z całej Polski i zarobić pierwsze pwoażne pieniądze…

Aplikuj już dziś na www.marskariera.pl
Czekamy na Twoje zgłoszenie do 30 kwietnia!

BADANIA DO PRACY MGR - Warszawa

BADANIA DO PRACY MGR - Warszawa
Szanowni Państwo,
Jestem studentką Polityki Społecznej oraz Zarządzania i marketingu na
Uniwersytecie Warszawskim i obecnie piszę pracę magisterską na temat:
„Instytucje rynkowe i organizacje pozarządowe na rynku usług edukacyjnych”.

Serdecznie zapraszam wszystkie podmioty prowadzące działalność szkoleniową lub
edukacyjną do badania stanowiącego ważną część mojej pracy mgr. Badanie ma
charakter wywiadu kwestionariuszowego oraz ankiety. Czas przeprowadzenia
badania to ok. 30 minut. Pytania dotyczą zarządzania i komunikacji w Państwa
organizacji, dane zostaną zakodowane oraz wykorzystane jedynie dla potrzeb
pracy magisterskiej.

Byłabym niezwykle zobowiązana, gdyby zgodzili się Państwo wziąć udział w
badaniu. Jestem gotowa dostosować się do zaproponowanego terminu, godziny czy
innych warunków, które umożliwią Państwu udział w badaniu.

Z góry dziękuję za pozytywną odpowiedź na adres e-mail: szkolenia_mgr@tlen.pl

Profesor bez namaszczenia

To nie ja cokolwiek "przypisuje":to wyroki sadowe
wobec "naukowcow" ktore potwierdzily ich odpowiedzialnosc: Garreta siedzial w
wiezieniu za swiadome rozprowadzanie zakazonej krwi. Liczni przedstawiciele
nauki chyba nawet kilkakrotnie upominali sie o Jego zwolnienie pomimo
skandalicznego bydlecego sposobu w jaki chcial potraktowac swoje ofiary.
"Zywienie" krow krowami odbywalo sie latami za zgoda rzadowych instytucji
nadzorczych w wielu krajach, ktore swoje decyzje wydaja w oparciu a "naukowe"
analizy.
Wprowadzenie do "obiegu" sztucznie hodowanego, w skandalicznych warunkach
sanitarnych, hormonu wzrostu rowniez poprzedzone bylo rowniez "naukowymi" badaniami.
Moze slyszales o falszowanych przez naszych "lekarskich badaczy" badaniach
klinicznych .....

Nie wystarczy napisac, ze cos jest nieprawdziwe by "stalo sie" nieprawdziwe.

Idealizowanie "naukowcow" poddanych przestepczej marketingowej presji i
gotowych, dla wlasnych korzysci, na kazda podlosc jest rownie niebezpieczne jak
ich pretensjonalna i lekkomyslna nieodpowiedzialnosc.

Re: Jakie sa skutki wprowadzania do lancucha

Doktoranckie - warto, nie warto? skąd pieniądze?

bernwald napisał:
> 1. Koszt alternatywny. Mam drugi fakultet, i troszkę doświadczenia w badaniach
> społęcznych i marketingowych. Mógłbym zarabiać jako badacz rynku/badacz
> społęczny/ewaluator, z tym, że musiałbym zmienić miejsce zamieszkania
> (studiuję w relatywnie małym mieście), równa się zrezygnować z doktoranckich.

A to są tylko potencjalne możliwości, czy realne? Nie wiem, z czego masz ten drugi fakultet ani jakie masz doświadczenie, ale takich jak ty absolwentów jest pewnie wielu i niekoniecznie to ciebie wybierze pracodawca spośród 1000 cv od ludzi gotowych pracować na początek za 1500 netto. Zwłaszcza takich, co ukończyli kierunki okołomarketingowe (marketing i zarządzanie, socjologia, reklama) jest od groma. Powtarzam: co innego potencjalna wizja zatrudnienia, a co innego realna. Żeby się nie okazało, że niewysokie, choć regularne stypendium, a tym bardziej etat na uczelni,jest rajem w porównaniu do sporadycznych umów zlecenia na przeprowadzenie badań rynku za kilka stów.

to jak z ta strategi lizbonska - mamy 2,5 roku ;)

> Pan Zenek z pewnoscia wtedy moze pomoc:
> a) dostac fundusze na rozwoj
> b) wiedze marketingowa jak ropropagowac iwedze na temet rozwiazania p. Kazia

Pan Zenek ma wiedziec DUZO wiecej:
- ma wiedziec, gdzie na swiecie powstaja konkurencyjne technologie, ktore
zmiota racje bytu pana Kazia (barometr)
- ma wiedziec, kto ma gotowe rozwiazania technologiczne, ktore pan Kazio moze
kupic i zaimplementowac do swoich produktow (doradca i posrednik)
- ma wiedziec ze jest rozwiazanie innowacyjne A, ktore po 1 roku dalszych badan
moze zaimplmentowac pan Kazio
Sumujac: Pan Zenek ma byc wlascicielem takiego TESCO, gdzie pan Kazio i inne
Franki, Krzychy i Zdzichy wchodza i w chwile wiedza jak wyglada ich innowacyjna
konkurencyjnosc w perspektywie kilku lat, gdzie na polkach ma gotowe
rozwiazania i gdzie moze u pana w stoisku zamowic update istniejacgo
rozwiazania. A to wszystko skatalogowane, wycenione, ladnie zapakowane, jak to
w TESCO, polaczone w innowacyjny supply chain. Z czasem subwencje powinnny byc
zastapione przez venture capital, ktory wreszcie pojmie, ze to lepsza
inwestycja, niz kupowanie ziemii i nieruchomosci.

Pomine zwiazek tematu z prawem patentowym, IPR, systemami edukacyjnymi, WTO, z
lobbingiem, wynkiem wyborow w MS, losem EU konstytucji, itd...;)

> Nie chce byc zlosliwy ale dazymy droga Hiszapnii - male iwnestycje w sektor
> HiTech ale za to autostrady, stadiony oraz ludzie do pracy przy borokwach
> (Szwwecja0 barmani (UK), budowlancy i sprzataczki (Be), zbieracze szparagow
> (RFN).

Wiecej swiatla, wiecej swiatla!!! No coz. To juz inna historia.

nt/

Wojna sieci GSM: Plus obniża ceny połączeń

Wojna sieci GSM: Plus obniża ceny połączeń
Przy tworzeniu oferty przeprowadziliśmy wiele badań, spędziliśmy
wiele godzin na rozmowach z ludźmi, którzy prowadzą własną bądź też
pracują w niewielkich firmach.

Ten powyższy cytat nijak się ma do prawdy.
W firmie Polkomtel nikt nigdy nie rozmawia z klientami.
Aby nie być posądzony o kryptoreklamę konkurencyjnej sieci od razu
dodam - nie wiem jak jest u innych. W Polkomtelu wszystko załatwia
się faxem. Mi na przykład od jakichś dwóch lat naliczają
niezrozumiałe saldo. W tym czasie ze 3 razy wyłączali
mi telefon, włączając po jakimś czasie ponownie.
Wszelkie próby pogadania z kimś o tym problemie
spełzły na niczym. Za każdym razem słyszę w BOKu -
masz problem lub pomysł - musisz wysłać fax. Po czym przychodzi
listownie odpowiedź w postaci gotowego schematu z komputera,
gdzie zmieniony jest tylko numer abonenta. Ja do tej pory
płacę stawki sprzed mniej więcej dwóch lat i nic nie można
wskórać. Na szczęście teraz mogę już zachować swój numer
telefonu (a bardzo mi na tym zależało, mam go 9 lat,
dziwne, że spece od marketingu nie potrafili wykorzystać
takiego przywiązania gościa do numeru - większość ludzi
ma to przecież gdzieś i bez konsekwencji zmieniają
numery i operatorów zależnie od promocji) i tuż po
zakończeniu umowy odchodzę. Nie wiem, może robię błąd,
ale chcę sprawdzić, bo nie chcę mi się wierzyć, że
gdzieś jeszcze doświadczę takiego traktowania jak
w mej dotychczasowej firmie.

Awarie w dwóch elektrowniach sprawiły, że w sto...

Awaria STOEN
Kilku cwaniaczków przekonywało, że wejście do UE i sprzedaż polskiej energetyki
niemcom uchroni nas od takich niespodzianek. Transgraniczne przepływy energii i
tp. pierdy marketingowe. Te banialuki dyżurnych specjalistów od Instytutów
Badania Trendów i Rozpędów można spokojnie o d... potłuc. Teraz warto
przypomnieć ich "analizy" i zamieścić zdjęcia by stworzyć talię "zawsze
gotowych" do bredzenia debili.

Rekrutacja w tp sa

tak mam doswiadczenie w takich tekstach
czesto sa poddzielone na czesci-w jednej wystepuje np szybkie czytanie ze
zrozumieniem- jest kilka krotkich testow a do nich sa pytania
potem czesto czesc matematyczna-dostajesz jakies gotowe wyniki a trzeba w
zadaniach zrobic prosta analize.czesto jest przeliczenie waluty;-)
tu chodzi o umiejetnosci myslenia analitycznego
np w danej firmie pracowalo tyle i tyle osob w dziale marketingu w roku 2005 i 2007
jak zmienil sie procentowo udzial pracownikow w 2007
albo jaki procent calej firmy stanowi dzial marketingu?
tego tupu dane liczbowe pracownikow w latach np sa podane

i analiza osobowosci to inne typy-
maszpytania o osobowosc- zwykle wtedy kiedy szukaja konkretnej osoby na
konkretne stanowisko.
uwaga- czesto sa tam p0ytania krzyzowe czyli zadawane sa te same pytania wiele
razy ale w inny sposob- podstawowa zasada- odpowiada sie szczerze- tu bada sie
wlasnie spojnosc osoby , uczciwosc wypowiedzi i charakter
spoko dasz rade

Kamienie milowe rosyjskich klamstw historycznych:

kyle_broflovski napisał:
> zabierze cie sporo czasu zeby zrozumiec ze david Icke ma racje.

Ależ ja i dziś mogę mu przyznać w wielu sprawach rację!
Nawet tam, gdzie przerysowywuje, nadmiernie spraszcza, czy stosuje tanie chwyty
marketingowe - jestem gotów bić mu brawo!
A to dlatego, że niezwykle sobie cenię wszystkich tych, którzy prowokują do
myślenia. Wysadzają z utartych myślowych kolein. I niekoniecznie by ich cenić
muszę się z nimi we wszystkim zgadzać.

W ogóle, tym, co w "zachodniej" kulturze jest dla mnie najcenniejsze, to ta
cudowna zdolność stawiania sobie pytań, do kontestacji swych fundamentów
włącznie.
I właśnie dlatego tak mierzi mnie ów "azjatycki" model bałwo/caro/samo-
chwalstwa.

Dlatego uważam, że jestem bardziej konsekwentny niż ty, którego "kontestacja"
Zachodu [nie na tyle co prawda silna, by nie korzystać z jego
błagosłowieństw ;)) ] prowadzi do obrony podobnej polityki Rosji.

> co do indian i podobne środkow przeznaczanych na podtrzymywanie ich
> tożsamości, muzea, ośrodki badające ich kulturę mimo ze mieszkam w poblizu 5
> rezerwatow nic takiego nie widze , widze za to sporo syfu.

Chyba nie muszę cię przekonywać, że wielkość środków i efektywność ich
wykorzystywania to dwie różne rzeczy?

Przeciw morderstwom ! ! !

Testy na zwierzętach? Dziekujemy.
Już za niespełna trzy lata firmy kosmetyczne nie będą mogły używać do produkcji
kosmetyków składników testowanych na zwierzętach. Unijne przepisy nakazują im
korzystanie z metod alternatywnych.
Jak w codziennych zakupach odróżnić produkty testowane - bądź zawierające takie
składniki - od nietestowanych na zwierzętach? Powszechnie wydaje się, że
pomocny jest tu królik, a raczej jego logo. Gdy jest umieszczone na produkcie,
ma informować, że w fazie badań nie był on testowany na zwierzętach, podobnie
jak jego składniki.
Teraz, umieszczanie takiego znaczka na kosmetykach to czysty chwyt
marketingowy. W całej Unii Europejskiej gotowych kosmetyków nie można testować
na zwierzętach. Nadal są jednak badane w ten sposób ich składniki.
Za trzy lata wejdzie w życie również zakaz testowania na zwierzetach składników
produktów kosmetycznych.
Może nastapi to wcześniej?
Oby.

Senator Bachalski chce tworzyć Uniwersytet Lubuski

Fakty kontra niechec i opinie???
> Sie nie myle..
> Sprawdzilem forum falubazu...
Tez mi wiarygodne zrodlo informacji. Swietne miejsce do badan marketingowych,
ale nie do wyciagania faktow o kadrze ksztalcacej.
Bernard, stawiasz czyjas odwieczna niechec i subiektywne opinie przeciw faktom?
To, ze ludzie nie chca czegos lub chca, to jedno. Ale to nie zmieni faktu,
uczelnie sa do czegos gotowe lub nie.

> Zadaniem Politykow jest sluzba wyborcom.. Zaspakajanie ich potrzeb i
> aspiracji...
Nie, zadaniem politykow nie jest wlazidupstwo. Zadaniem politykow powinien byc
dlugoterminowy rozwoj Polski (lub miast). Niestety, krotkoterminowa polityka
wlazidupstwa wyborcom jest skuteczniejsza, i dlatego ciagle zmiany rzadow,
ktore prowadza do slabej poprawy dlugoterminowej.

Nadchodzi wiek głupoty?

Nadchodzi wiek głupoty?
Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Szczególnie duże w medycynie, ale
przecież inne gałęzie nie od macochy- a sponsorzy naciskają na wyniki. No i
prawda gotowa- po trzydziestu latach badań zakończonych klęską przychodzi
specjalista od marketingu i mówi że szklanka jest do połowy pełna bo to wielkie
odkrycie o czym świadczą publikacje prasowe (sponsorzy przecież są
ustosunkowani). No bo jeżeli czegoś nie udowodniono to można powiedzieć że
właśnie na tum polegał dowód. Jeżeli za kilka lat zaczniemy znowu upuszczać
krew dla zdrowia chorych, leczyć okadzaniem i wierzyć w Marsjan to nie bedzie
to nic dziwnego, tylko powtót do korzeni. Ludzkość zeszła z drzewa na tyle
blisko aby w razie czego móc na nie bardzo szybko wrócić.

Badania społeczne i konsumenckie. Jak to wygląda?

Zarobki zależą głównie od stażu i pozycji w firmie. To oczywiste. Przeżyć się
da, oczywiście... Ale trudno liczyć na zarobki sporo powyżej średniej krajowej
(chyba że się awansuje na stanowiska kierownicze).

Firma, w której pracuję (jedna z tych większych) lubi korzystać z darmowej (lub
półdarmowej) siły roboczej. A jako że osoba na etacie znacznie podraża każdy
projekt, to przyznawanie etatów idzie bardzo opornie. Stąd trzeba się
przygotować na pracę na podstawie umowy o dzieło lub zlecenia.

Absolwentów psychologii, socjologii, marketingu, statystyki trochę jest na
rynku. Ale rzecz jasna nie wszyscy się nadają i nie wszyscy czuja badania.
Agencje badawcze mają w kim wybierać. Ale też w firmach tych (przynajmniej w
mojej) panuje duża fluktuacja kadr. Odchodzą doświadczeni badacze. Robią miejsce
dla młodego narybku.

Pojawia się jeszcze jeden problem. Coraz więcej firm badawczych w Polsce to
części międzynarodowych korporacji. Trzeba być gotowym na korporacyjne warunki
pracy, wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Viterra Baupartner Wawer


Zgadzam się z klientem nr.2 w 100% wydziały marketingu i sprzedaży są tu ciągle
i pilnują, aby firma była dobrze postrzegana i widoczna.
Wkurwia mnie to, ale niestety mamy wolny dostęp do tego miejsca.
Co do tej firmy to znam jej inwestycje i wydział sprzedaży (1pani i 2 panów).
Irytujące jest to jak tzw. "klient" w pierwszym zdaniu już zachwala firmę i
daną inwestycję a dopiero zaczyna zadawać pytanie, na które nie potrzebuje
odpowiedzi, bo pytanie dotyczy mało istotnego szczegółu -pierdoły albo jest tak
ogólne,że nikt tego nie wie nawet prezes danej firmy. Można jeszcze badać
zainteresowanie daną inwestycją co tu chyba ma miejsce.
Pozdrawiam wszystkich zdrowo myślących klientów deweloperów.(tzn umowa=gotowe
mieszkania)

DGA

Praca

Cześć Jeśli znasz język obcy, możesz spróbować zająć się tłumaczeniami. Może w Twoim mieście jest jakaś agencja, która zajmuje się badaniami marketingowymi. Może potrzebują kogoś do wklepywania do komputera gotowych ankiet (np. jeśli są nagrane na kasetę - ktoś musi potem przelać to na papier). Jak będę miała jeszcze jakiś pomysł, dam Ci znać. Pozdrawiam Zosiczek

PR osobisty w robocie

Z moich obserwacji wynika, że najlpszy PR tego typu robią sobie osoby
zatrudnione w tzw. "marketingu". Z racji wykonywanego zawodu wiedzą jak
wypromować markę lub produkt - to wiedzą też jak wypromować siebie.
Wiecznie "zajęte", "zapracowane", nie mają na nic czasu, "terminy ich gonią",
na biurkach wieczny bałągan i stosy papierów, na pulpicie komputera masakra ;-
) - nic nie można znaleść. Zapytania od innych pracowników traktują niemal jako
atak na własną nietykalność cielesną :-) i odpowiadają standardowo: " my się
tym nie zajmujemy", "teraz nie damy rady bo mamy taki nawał pracy", " jak
skończymy ten projekt to potem będzie następny a potem może się tym zajmiemy"
(czy to świadczy o braku podzielności u wagi?;-)). Ale niech tylko szefostwo
się o coś zapyta ... to są przemiłe, kompetentne, gotowe do natychmiastowej
pomocy i pracy, uśmiechem rozświetlają przestrzeń dużo większą niż biuro... No
bo przecież:
1. Poranne pogaduchy w kawiarni przy kawie to są negocjacje z wydawnictwem
2. Wyjście w ciągu dnia do butiku po ciuchy to służbowy wyjazd na spotkanie z
klientem,
3. 2 - godzinne hihy-śmihy w sali konferencyjnej to jest ustalanie nowej
strategii marki,
4. 3 miesięczne ustalanie odcienia różowego koloru na opakowaniu - świadczy o
starannym badaniu rynku i reakcji konsumenta.

I dzięki temu jak ktoś się szefów pyta , który dział jest najbardziej zajęty,
zapracowany i najwięcej daje firmie Ci bez wachania wskazują dział marketingu.

Tylko pozazdrościć..
UWAGA DLA NAŚLADOWCÓW: nie każdy sie do takiego PR nadaje - trzeba mieć
odpowiedni charakter... ja np. tak nie potrafię.

A jakie są wasze obserwacje i zpostrzeżęnia na ten temat?
Pozdrawiam wszystkich ciężko pracujących.

A propo eMZeTek - zmiany na mapie

Witam.

#Czy nie uważacie, że piotrkowskie MZTki (oraz kopiujące ich trasy minibusy)
jeżdżą, jak 15 - 20 lat temu, tzn. po trasach, które wyznaczają takie punkty,
jak Pioma, Sigmatex, Huty, Lotnisko, Dworzec PKP.#
Jak myślicie, czy tak łatwo w Urzędzie Miasta zmienić rozkłady jazdy, albo
nawet chociaż częściowo nazwy przystanków !?
Tyle razy już było rozpisywane nawet w gazetach, że rozkład jest gotowy.
Brakowało jedynie podpisu Prezydenta. I fiasko. Jak rozkładu nowego nie ma, tak
dalej nie ma.

#Czy MZK mają swoje służby marketingowe / badania rynku, które wskazałyby nowe
lokalizacje związane z nowymi, dużymi miejscami pracy i innymi popularnymi
kierunkami? Moje typy: centra logistyczne zbudowane (Ikea, Ahold) i planowane
(Kaufland, Poland Central, Logistic City), inne wieksze firmy na obrzeżach
miasta (Browar, Amat, Urząd Celny / Emerson).#
Urząd Miasta wydał niebagatelną kwotę na badania marketingowe. Ich wdrażanie
zależy jednak od minibusów. A na "pojednanie" między MZK a minibusy nie ma
szans.

#Zakładam, że do/z tych lokalizacji autobusy woziłyby oprócz powietrza także i
pasażerów - ale czy to naprawdę jest naszym eMZeTkom potrzebne?#
W nowych rozkładach, nie wprowadzonych, pewnie było to już uwzględnione.

#MZT-ka, nigdy nie poczeka na Ciebie jak będzisz pił po pracy piwko z
chłopakami z "ekipy" pod sklepem.#
Wada MZK - kurs jest trochę za wcześnie, aby zabrać pracowników z magazynów z
Sikorskiego.

#Mają służby marketingowe ale te bazują na karcie miejskiej tylko :-)). Czyli
wiedzą gdzie ludzie wysiadają, ale gdzie ludzie chcieliby wysiąść to tego nie
wiedzą bo niby skąd.#
Badania marketingowe po to były robione. Gorzej jest z wdrażaniem tego.

#Z tego co mi wiadomo to nie do konca bazuja tylko na karcie miejskiej. Sa
ludzie odpowiedzialni za robienie statystyk tzn. spisuja ile ludzi, na jakiej
lini, ile wsiadlo wysialdo itp. a moje slowa moze potwierdzic bigos_kk ;)#
To gdzie jest bigos_kk ???

Inaczej być nie mogło, MjM !

Inaczej być nie mogło, MjM !
Na pytanie o ulubiony serial telewizyjny siedmiu na dziesięciu Polaków
odpowiada: "M jak miłość". Inne produkcje są daleko w tyle - informuje
"Rzeczpospolita".

To, że Polacy w pierwszej kolejności wskazują na hit Dwójki, nie dziwi. To
obecnie najchętniej oglądany program w TVP. Tej wiosny każdy odcinek "M jak
miłość" oglądało średnio prawie 10 mln osób. To największa widownia
cyklicznego programu od czasu wprowadzenia w Polsce badań telemetrycznych -
podkreśla gazeta.

Pierwszeństwo "M jak miłość" nie zależy od wieku, wykształcenia, dochodu,
miejsca zamieszkania, płci, choć - jak można się było spodziewać - na ten
serial jako ulubiony wskazuje więcej kobiet (prawie 79 proc.) niż mężczyzn (60
proc.).

Drugi w rankingu jest emitowany w TVN serial "Na Wspólnej". To niespodzianka,
bo pod względem oglądalności tasiemiec TVN przegrywa z "Na dobre i na złe"
(piąta lokata według sympatii) i "Złotopolskimi" w Dwójce (dopiero na ósmym
miejscu). Fakt, że serial TVN nadawany jest częściej niż wymienione pozycje
TVP 2, ale w wypracowaniu silnej marki z pewnością pomogły działania
marketingowe komercyjnej stacji. Aktorzy "Na Wspólnej" często występują w roli
bohaterów sesji zdjęciowych i rubryk towarzyskich w prasie kolorowej.

Tuż za pierwszą dziesiątką ulubieńców uplasowały się trzy inne seriale TVN:
"Kryminalni", "Detektywi" i "Magda M.". Najwyżej notowanymi pozycjami Polsatu
są w oczach badanych "Samo życie" i "Pierwsza miłość" (na szóstym i siódmym
miejscu). Ogółem w pierwszej dwudziestce znalazło się siedem pozycji Polsatu
(także m.in. "Fala zbrodni", "Pensjonat Pod Różą"), sześć TVN, cztery TVP 2 i
trzy TVP 1.

Polacy są serialowymi patriotami - w pierwszej dziesiątce ulubionych znalazł
się tylko jeden produkt zagraniczny: nadawany od lat amerykański tasiemiec
"Moda na sukces". Na pozycji dziewiętnastej uplasował się nowszy serial z USA
"Gotowe na wszystko", który pokazuje Polsat.

Badanie przeprowadziła od marca do maja 2006 firma Estymator w ramach projektu
EstyMedia na ogólnopolskiej, losowej próbie 3724 osób w wieku od 13 do 80 lat.

alternatywne źródła energii

Witaj t0g. Nie wiem dokładnie jak to jest z tajnymi laboratoriami. Przypuszczam
że takie w USA, badające np. broń bakteriologiczną, jednak istnieją. Czy badają
również rozbite latające spodki i ciała ich pasażerów kosmitów to już raczej
wątpię ;) Natomiast wydaje mi się na zdrowy rozsądek, że są prowadzone badania
na zlecenia Pentagonu. I ich wyniki są tajne tak długo jak długo Pentagon nie
zezwoli na ich publikację. Co zazwyczaj przeważnie następuje, o ile w tym
czasie "cywile" lub inne kraje nie wynajdą tego samego. Czy takie badania
prowadzone są w tajnych placówkach wojskowych, placówkach koncernów
zbrojeniowych czy w "zwykłych" placówkach nie mam pojęcia.
Jesteś uczonym, mieszkasz w Stanach, to wiesz lepiej.
Wracając do aircara, taki pojazd może jednak przejechać więcej niż 20 km nie
łamiąc praw fizyki ;) Jak napisałeś szczególnie obiecująca jest "prawdziwa"
hybryda silnika pneumatycznego ze spalinowym, w razie potrzeby napędzającym
sprężarkę. Zakładając cykl w którym połowa energii pochodziłaby ze spalania np.
LPG a połowa z ładowania kompresora elektrycznie, taki pojazd byłby
kilkakrotnie tańszy w eksploatacji (przynajmniej w Europie) i przyjaźniejszy
dla środowiska (wszędzie)w porównaniu do "zwykłego" małego auta miejskiego.
Taki prototyp w Moteur Development też chyba opracowali. Przewagi jakie bym
widział w napędzie pnęumatycznym w porównaniu z elektrycznym (czy to osobnym,
czy hybrydowym) to:
- Mniejszy koszt "magazynu energii", zbiornik sprężonego powietrza będzie
znacznie tańszy niż akumulatory
- Czas ładowania: powietrze w zbiorniku można sprężyć nie tylko wbudowanym w
pojazd kompresorem na 230v, co potrwa kilka godzin. Również specjalnym
kompresorem zewnętrznym na zwykłej stacji benzynowej, w 3 minuty, za 2 - 3
dolary. Takie urządzenie nie kosztowałoby wiele, ale już widzę jak sieci stacji
masowo je montują ;)
Z kolei pojazd pneumatyczny jest głośniejszy od elektrycznego, chociaż podobno
cichszy od spalinowego. Danych w decybelach nie znam.
Czy aircar jest w "wieku niemowlęcym"? MDI twierdzi że jest gotowy do
komercyjnego wdrożenia. Oczywiście może w tym być trochę marketingowej ściemy.
Natomiast ważne jest to co napisałeś do dalekiej drodze od prototypu do
dealera. Zastanawia mnie że w przypadku pojazdów z alternatywnymi napędami jest
tak daleka, że jeszcze żaden jej nie pokonał ;)

Radio Maryja to nasza wina!!!

Nie chodzi o ilość słuchaczy, to nie badania marketingowe, tylko o jakość i
zdyscyplinowanie elektoratu, a ten jest posłuszny i gotowy na wszystko. Wszak "w
imię boże" to robi

Propaganda Pro Life w serialach

Ponoć te debilne scenariusze są pisane na podstawie wyników badań
marketingowych. Robi się focus z kilkoma tipsiarami i treść scenariusza
gotowa.

Jak to jest?

Aha, kolezance chodzilo o dzialy medyczne firm farmaceutycznych - tych
produkujacych leki oryginalne, oczywiscie, bo nie robi sie badan klinicznych
generykow (lekow odtworczych). Poza tym sa jeszcze CRO (Clinical Research
Organizations, czyli firmy organizujace badania kliniczne na zlecenie) - ich
polskie biura. Przyklad: najwieksza firma Quintiles. Notabene wszystkie chyba
CRO, w tym nasza, na swoich stronach miedzynarodowych (.com) maja link dla
badaczy, gdzie osrodek moze sie zglosic (a strone www ma kazda firma CRO).
Niestety jednak, nie wiem, jak to dziala w innych CRO/w innych krajach, ale u
nas zupelnie nie korzystamy z informacji, ktore (byc moze) docieraja do firmy
ta droga. Na razie wszystko idzie na zywiol. Czasami zadanie jest rzeczywiscie
trudne, jezeli wskazanie jest jakies nietypowe, wtedy nieszczesny monitor,
ktory dostal to zadanie, glowkuje, jaka w ogole specjalizacja lekarska i jaki
profil instytucji (szpital? Przychodnia?) moze "miec" takich chorych. Sama
kiedys w Internecie szukalam namiarow na kliniki w roznych miastach i dzwonilam
do ich szefow. Uch...Aha, czasami sponsor, czyli firma farmaceutyczna, podsuwa
nam gotowa liste osrodkow lub sugeruje pewne osrodki. Albo dlatego, ze mieli z
nimi dobre doswiadczenia, albo (i wtedy gorzej) dlatego, ze chca dac zarobic
danemu profesorowi jako jednemu z czolowych autorytetow w kraju, czyli wzgledy
marketingowe. Zwykle w takich osrodkach zle sie pracuje, chociaz nie ma reguly
bez wyjatkow.
Badania we wskazaniach typowo ambulatoryjnych, w chorobach czesto
wystepujacych - wlasnie takich, jak astma, cukrzyca, nadcisnienie, szczepionki -
szczegolnie czesto robi sie w juz znanych, malych osrodkach, bo po co
ryzykowac podejmowanie wspolpracy z nieznanym, niedoswiadczonym osrodkiem w
odleglym Gorzowie Wielkopolskim, jezeli jest dobry i znany gdzies znacznie
blizej.
W Krakowie prowadzi sie bardzo duzo badan. Jest nawet firma CRO w Krakowie, co
najmniej jedna - Monipol.

Lekarze rankingowani na wrocławskim portalu

Kto się boi Internetu?
Nie zgadzam się z lekarzami krytykującymi takie rankingi. Sama prowadzę serwis
poświęcony chorobom, które w naszej polityce zdrowotnej nie istnieją i które
wielu lekarzy ignoruje (a są dość dramatyczne, również społecznie, w skutkach).
Dzięki rankingom i poradom:
- czas postawienia diagnozy skrócił się z 5-17 lat (sic!) do kilku-kilkunastu
miesięcy,
- pacjent jest poddawany znacznie mniejszej liczbie inwazyjnych i kosztownych
badań (np. o co najmniej jedną niepotrzebną cystoskopię mniej, każda cystoskopia
to jakieś 300 zł),
- odwiedza co najmniej kilku lekarzy mniej i nie wykupuje leków, które nie są
potrzebne w tej chorobie (nie ma to jak zapisywać pacjentowi antybiotyk z
furaginem przy IC), a te, które są celowe przy schorzeniu, i tak są pełnopłatne.
Dzięki tylko temu serwisowi NFZ oszczędza rocznie minimum kilkadziesiąt tysięcy
(a myślę, że to dość skromne rachunki, niestety, nie mogę podać miarodajnych
obliczeń).

Też miałam historię z pogróżkami ze strony lekarza, któremu nie podobało się, że
jest źle oceniony. Zagroził sądem. Odparłam, że jeśli czuje się pokrzywdzony,
jestem, rzecz jasna, gotowa na postępowanie sądowe, w końcu ponoszę
odpowiedzialność za serwis, ale żeby miał świadomość, że powołam na świadków
jego pacjentki, które mają do niego żal i ten żal jest skonkretyzowany w ich
okaleczeniach, historiach choroby, dokumentacji itd. I groźby się skończyły.

Rankingów internetowych boją się tylko ci lekarze, z którymi pacjenci nie mają
najlepszych wspomnień. Każdy rozsądny pacjent po przeczytaniu opinii będzie
umiał oddzielić te rzeczowe od pseudoerystycznych pomówień, ponadto rzadko
zdarza się, by pacjent sprawdził w jednym miejscu i poszedł w ciemno do lekarza.
Poza tym - maksymalna liczba wpisów to kilkadziesiąt, no może ponad sto. A
pacjentów jest więcej - bo każdy zadowolony pacjent poleci lekarza innym
pacjentom, nawet jeśli ten ma na stronie tylko kilka ocen.

Zapominacie bowiem o marketingu szeptanym, drodzy lekarze, a tu już nie ma mowy
o podszywce, chyba że żona lekarza uda ciotkę sąsiadki poszukującej lekarza
pacjentki. Zapominacie, że Wasza sława lub niesława idzie za Wami - i przed
Wami, i taki ranking niewielki ma na nią wpływ...

Nowy Dyrektor Prmocji

Szanowni Forumowicze!

Muszę przyznać, że byłem naiwny wierząc, że uda mi się tę dyskusję
sprowadzić na tematy merytoryczne, czyli poważną rozmowę o promocji
miasta Rzeszowa.
Wystarczyła kolejna publikacja w Gazecie na ten temat w formie
wywiadu ze mną i znowu posypały się osobiste wycieczki pod moim
adresem...
Już tłumaczyłem: nie jestem pierwszym i zapewne nie ostatnim
Dyrektorem Promocji, Kultury i Sportu. Nie ja tu jestem
najważniejszy. Przede wszystkim nie jestem sam.
W Wydziale pracuje ze mną wiele osób. Już ich poznałem. Okazało się,
że są kreatywni, mają wiele pomysłów, potrafią słuchać innych,
pracować w zespole, używac argumentów w dyskusjach i wypracowywać
wspólne zdanie. Spotykam się z wieloma osobami, nawet tymi którzy
wchodzą z ulicy do Urzędu i chcą się podzielić swoimi
spostrzeżeniami. Mam zamiar zaprosić do dyskusji o promocji Rzeszowa
młodzież, studentów, mieszkańców, przedsiębiorców i instytucje,
wszystkich, którzy wykażą się wolą rozmowy, pod warunkiem, że bedzie
na temat promocji.

Jeżeli ktoś oczekuje ode mnie gotowych pomysłów na promocję Rzeszowa
po dwóch tygodniach pracy, to oczekuje cudów. Marketing to nie
czarodziejska różdżka, a ja nie jestem wróżem. Marketing to poważna
dziedzina, która opiera się również na wywiadach, badaniach i
analizach. Dla kogoś to może być "marketingowy bełkot", ale tylko
dla kogoś, kto tego nie rozumie lub co gorsza nie stara się
zrozumieć. Dlatego właśnie ja staram się tłumaczyć zasady marketingu
terytorialnego w sposób niekiedy specjalnie przerysowany używając
prostych porównań do klienta, produktu itd. Wtedy tylko moge liczyć
na zrozumienie zagadnienia przez największe grono czytelników czyt.
społeczeństawa. Jeżeli nie uzyskamy społecznej akceptacji dla
planowanych i realizowanych celów marketingowych żadna promocja "nie
wypali". Przecież nie my, zza biurek, będziemy promować miasto. My
będziemy stymulować określone działania ludzi, które mają nas
doprowadzić do celu. I wlaśnie teraz pracujemy nad celami, określamy
działania, szukamy pomysłów, omawiamy je i decydujemy czy realizacja
pomoże nam w ich osiagnięciu.

Po artykule traktującym o wygranym przeze mnie konkursie, prosiłem o
merytoryczną rozmowę na temat promocji Rzeszowa i nawet w pewnym
stopniu to się udało. Dziękuję wszystkim, którzy wtedy przyjęli moje
zaproszenie do rozmowy i przedstawiali swoje pomysły. Traktujemy je
w Urzędzie jako poważne propozycje i oczekiwania do spełnienia.
Gorąco namawiam do dalszej rozmowy, ale na temat :)

Z poważaniem

Mariusz Sidor

Szef promocji UM: żeby klienci byli zadowoleni

Szef promocji UM: żeby klienci byli zadowoleni
Szanowni Forumowicze!

Muszę przyznać, że byłem naiwny wierząc, że uda mi się tę dyskusję
sprowadzić na tematy merytoryczne, czyli poważną rozmowę o promocji
miasta Rzeszowa.
Wystarczyła kolejna publikacja w Gazecie na ten temat w formie
wywiadu ze mną i znowu posypały się osobiste wycieczki pod moim
adresem...
Już tłumaczyłem: nie jestem pierwszym i zapewne nie ostatnim
Dyrektorem Promocji, Kultury i Sportu. Nie ja tu jestem
najważniejszy. Przede wszystkim nie jestem sam.
W Wydziale pracuje ze mną wiele osób. Już ich poznałem. Okazało się,
że są kreatywni, mają wiele pomysłów, potrafią słuchać innych,
pracować w zespole, używac argumentów w dyskusjach i wypracowywać
wspólne zdanie. Spotykam się z wieloma osobami, nawet tymi którzy
wchodzą z ulicy do Urzędu i chcą się podzielić swoimi
spostrzeżeniami. Mam zamiar zaprosić do dyskusji o promocji Rzeszowa
młodzież, studentów, mieszkańców, przedsiębiorców i instytucje,
wszystkich, którzy wykażą się wolą rozmowy, pod warunkiem, że bedzie
na temat promocji.

Jeżeli ktoś oczekuje ode mnie gotowych pomysłów na promocję Rzeszowa
po dwóch tygodniach pracy, to oczekuje cudów. Marketing to nie
czarodziejska różdżka, a ja nie jestem wróżem. Marketing to poważna
dziedzina, która opiera się również na wywiadach, badaniach i
analizach. Dla kogoś to może być "marketingowy bełkot", ale tylko
dla kogoś, kto tego nie rozumie lub co gorsza nie stara się
zrozumieć. Dlatego właśnie ja staram się tłumaczyć zasady marketingu
terytorialnego w sposób niekiedy specjalnie przerysowany używając
prostych porównań do klienta, produktu itd. Wtedy tylko moge liczyć
na zrozumienie zagadnienia przez największe grono czytelników czyt.
społeczeństawa. Jeżeli nie uzyskamy społecznej akceptacji dla
planowanych i realizowanych celów marketingowych żadna promocja "nie
wypali". Przecież nie my, zza biurek, będziemy promować miasto. My
będziemy stymulować określone działania ludzi, które mają nas
doprowadzić do celu. I wlaśnie teraz pracujemy nad celami, określamy
działania, szukamy pomysłów, omawiamy je i decydujemy czy realizacja
pomoże nam w ich osiagnięciu.

Po artykule traktującym o wygranym przeze mnie konkursie, prosiłem o
merytoryczną rozmowę na temat promocji Rzeszowa i nawet w pewnym
stopniu to się udało. Dziękuję wszystkim, którzy wtedy przyjęli moje
zaproszenie do rozmowy i przedstawiali swoje pomysły. Traktujemy je
w Urzędzie jako poważne propozycje i oczekiwania do spełnienia.
Gorąco namawiam do dalszej rozmowy, ale na temat :)

Z poważaniem

Mariusz Sidor

Szybowiec za 20 000 $

Gość portalu: axx napisał(a):

> Na rynku szybowcow w USA praktycznie szybowiec za 20.000 tys.$ nie istnieje.
Oc
> zywiscie mozna kupic
> uzywany za nizsza sume. USA importuja szybowce z Polski, Rosji (nieco powyzej
2
> 0.000$),Czech 55.000$
> Litwy , no i oczywiscie z Niemiec (do 100 tys.$). 90 % produkcji to
laminaty.
> Pozostale to glownie blacha.
> Koszty produkcji nigdy nie beda niskie.Wynika to z faktu potrzeby
przeprowadzan
> ia dlugotrwalych badan
> technicznych,prob w locie i na ziemii,certyfikatow itd.. Produkcja wymaga
bardz
> o duzej dokladnosci.

To wszystko prawda. Jednak raz wprowadzona konstrukcja nie wymaga ponownych
badan. Co wiecej konstruktorzy korzystaja z gotowych opracowan i doswiadczen.
'Odkrycia' zdarzaja sie raczej w wyczynowych konstrukcjach - malo tak naprawde
jest nowatorskich rozwiazan w szybowcach sluzacych do rekreacyjnego latania czy
szkolenia (powiem wiecej: nie mozna ich tam znalezc).

>Kosztowne jest rowniez wyposazenie.(komputeryzacja).

Mowisz o najwyzszej klasy sprzecie. Przecietny szybowiec nic nie ma wspolnego z
komputerem (oczywiscie na etapie projektowania jak i produkcji owszem
ale 'komputer' to w sumie tez maszyna i to dosc popularna).
Mozna co prawda wyposazyc nawet 40 letni szybowiec w zdobycze najnowszej
techniki ale ja mowie o zwyklym rekreacyjnym lataniu - nie ma tam komputerow.

> Obecnie trudno znalezc sponsora ktory zainwestuje w ta dziedzine kilka
milionow
> minimum.

Mysle ze kluczem takich cen jest niska popularnosc (niskie serie produkcyjne).
Oczywiscie trudno sie spodziewac ze wszyscy beda latac ale duzo w tym winy
nieumiejetnego marketingu producentow, brak wsparcia ze strony organizacji
rzadowych, glupawe przepisy (w Polsce szczegolnie)...
Niewielka produkcja czyni ten sprzet drogim.
Poza tym brak jest 'szybowcowego Forda' ktory by mial pomysl na tani sprzet.

> Ich produkcja wymaga posiadania rowniez zaplecza naukowo-technicznego.

Owszem ale z taka 'wiedza' moze sobie poradzic nawet Albania.

>Dlatego
> beda drogie,chociaz
> istnieje bardzo dobry ryek zbytu. W USA obecnie robi sie sporo laminatow jako
b
> ezzalogowe samoloty
> i jest sponsor (DoD). Ciekawostka .W USA nie obowiazuje posiadanie
spadochronu
> podczas lotu przez pilota.

Widzisz, nie narzucac, nie przeszkadzac a ludzie sami sobie poradza.
Jesli ktos chce bez to dlaczego nie, jego zycie.

Serdecznie pozdrawiam

ŁE to niewola nawet dla makaronu...

ŁE to niewola nawet dla makaronu...
Szybko doganiamy Włochów

Lubella i Malma, dwaj najwięksi gracze na bardzo perspektywicznym polskim
rynku makaronów, liczą na zdobycie kolejnych punktów i znaczący wzrost
eksportu. W gorszej sytuacji jest ponad 700 małych przetwórni, które
obsługują rynki lokalne i konkurują głównie ceną.

W branży młynarskiej i makaronów działa ponad 3 tys. firm, w tym ok. 100
dużych i średnich i 50 małych przemysłowych. Wielkość sprzedaży tych firm
Polska Federacja Producentów Żywności ocenia na 3 mld zł rocznie. Branża
osiąga ponad 4 proc. rentowność.

- To bardzo perspektywiczny rynek - uważa Dorota Liszka, rzeczniczka firmy
Maspex, do której od kilku miesięcy należy lubelska Lubella, lider
posiadający 26 proc. (wartościowo). Chociaż spożycie makaronu jest w Polsce
kilkakrotnie mniejsze niż np. Włoszech i Niemczech, to dystans szybko się
zmniejsza.

Dwóch liderów

Polskie firmy produkujące makarony rozwinęły się w ciągu ostatnich 10 - 12
lat. Dotyczy to także Lubelli, która ma fabryki w Gorzowie Wielkopolskim,
Lublinie i Kraśniku oraz dwa młyny, wytwórnię płatków śniadaniowych i
słonych paluszków. Jej wpływy ze sprzedaży za 2002 r. wyniosły 180 mln zł.
Nowy właściciel spółki, wadowicki Maspex, jedna z największych firm w
przemyśle spożywczym, o rocznych obrotach ponad 1 mld zł, myśli o umocnieniu
pozycji Lubelli na rynku.

Drugie miejsce zajmuje Malma, mająca 23 proc. rynku, licząc wartościowo.
Według oceny jej właściciela Michaela Marbota spółka jest w znakomitej
kondycji i od 3 lat dynamika przyrostu wpływów ze sprzedaży sięga 50 proc.
rocznie. Z szacunków "Rz" wynika, że Malma za 2002 r. miała ok. 150 mln zł
wpływów ze sprzedaży. Jej nakłady na linie produkcyjne wyniosły 50 mln USD,
coroczne zaś wydatki na promocję i marketing sięgają 35 mln zł.

Trzeci z kolei uczestnik rynku, mający w nim 7 proc., to firma Goliard. Po 3
proc. udziału przypada na marki własne sieci handlowych oraz Wytwórnię
Makaronów Czaniec. Z badań firmy monitorującej rynek Memrb za 2002 r.
wynika, że 1 - 2 proc. mają firmy Sulma Sulechów, Wie-Nox, Agro-Technika i
Jagodex. Pozostałe 33 proc. to ok. 700 małych wytwórców lokalnych.

W Unii tylko z durum

W Unii Europejskiej makarony można wytwarzać wyłącznie z pszenicy durum,
której największymi producentami są Włochy, Francja oraz USA i Kanada. Do
tego nakazu dostosowały się m.in. Niemcy, gdzie wcześniej, podobnie jak
teraz w Polsce, było kilkuset wytwórców makaronu i przeważało spożycie
wyrobów z miejscowej pszenicy, wymagającej barwienia. Według Andrzeja
Świderskiego, prezesa Polskiej Izby Makaronów i współwłaściciela firmy SAS,
w Niemczech działa obecnie kilku wytwórców. W Grecji ze 160 zostało 4 i
jeden nowo uruchomiony zakład makaronowego potentata rodem z Włoch, koncernu
Barilla. We Francji jest jeden wielki producent, firma Tanzani, która
niedawno wchłonęła swojego największego konkurenta.

- We Francji i w innych państwach Unii Europejskiej działają również mali i
średniej wielkości producenci makaronów. Wytwarzają makarony w niewielkich
ilościach i znakomitej jakości, skierowane do określonych grup odbiorców,
którzy za zaspokojenie wyszukanych potrzeb gotowi są zapłacić znacznie
drożej niż za produkt masowy. Podobnie będzie i w Polsce - jest przekonany
Michael Marbot.

Polski makaron nie zniknie

Czy Polsce grozi zalew zagranicznych makaronów po wejściu do UE, gdy od maja
przyszłego roku nie będzie można barwić mąki uzyskanej z polskiej pszenicy?
Zdania w tej kwestii są podzielone. Mali producenci i ich przedstawiciel z
Polskiej Izby Makaronów są przekonani, że grozi im upadłość. Niektórzy liczą
na to, że da się obejść przepisy i wytwarzać produkty o zwiększonym składzie
jajek i pod inną nazwą niż obecna. Wskazują, że mogą mieć problemy z zakupem
mąki z pszenicy durum i że będzie ona zbyt droga dla odbiorców lokalnych.

Wydaje się, że obawy są mocno przesadzone, gdyż silną pozycję mają w kraju
co najmniej 3 firmy zajmujące ponad 50 proc. makaronowego rynku. Malma jako
jedyna wytwarza w 100 proc. swoje produkty z mąki durum (20 tys. t rocznie)
Lubella i Goliard wykorzystują ją w ponad 50 proc. produktów. Malma na
wybudowanie młynów do mielenia pszenicy durum wydała 15 mln USD. Według
Grzegorza Nicponia, dyrektora marketingu firmy Goliard, import durum nie
wymaga specjalnych zabiegów, zaś cena makaronu z tego surowca nie musi
wzrosnąć więcej niż 10 - 15 proc.

Lidia Oktaba

Produkty NuTRCIA - badania do pracy magisterskiej

Produkty NuTRCIA - badania do pracy magisterskiej
Witam!
Bardzo proszę kupujących dla swoich dzieci produkty firmy NUTRCIA i
skopiowanie do Worda, wypełnienie ponizej ankiety i odesłanie na adres:
ankieta_kathi7@go2.pl.

ANKIETA

Ankieta jest skierowana do rodziców, którzy chociaż raz kupili dla swoich
dzieci produkty firmy NUTRICIA (Bebiko, Bebilon, BoboVita). Celem ankiety
jest zbadanie lojalności klientów względem produktów firmy oraz ocena
strategii marketingowej firmy. Niniejsza ankieta jest całkowicie anonimowa, a
jej wyniki zostaną wykorzystanie jedynie do celów naukowych oraz
przedstawione w sposób zagregowany w pracy magisterskiej. Po wypełnieniu
prosi się o odesłanie ankiety na adres: ankieta_kathi7@go2.pl

METRYCZKA:
Wiek: …………………………
Płeć: □ kobieta □ mężczyzna
Liczba dzieci:……………………
Wiek dzieci:……………………...
Wykształcenie: □ podstawowe □ zawodowe □ średnie □ wyższe

ANKIETA
Proszę zaznaczyć jedną odpowiedź.

1. Jak często kupuje Pani / Pan produkty z segmentu żywności dla dzieci i
niemowląt (mleka modyfikowane, kaszki, gotowe posiłki dla dzieci, musy
owocowe, deserki, soczki, herbatki, ciasteczka)?
□ tylko raz mi się to zdarzyło
□ bardzo rzadko
□ rzadko
□ od czasu do czasu
□ często
□ bardzo często
□ codziennie

2. Jak często kupuje Pani / Pan produkty firmy NUTRICIA dla swojego dziecka
(w porównaniu do produktów innych firm oferujących żywność dla dzieci i
niemowląt)?
□ tylko raz mi się to zdarzyło
□ bardzo rzadko
□ rzadko
□ od czasu do czasu
□ tak często jak innych firm produkujących żywność dla dzieci
□ częściej niż innych firm produkujących żywność dla dzieci
□ kupuję produkty tylko tej firmy, gdy kupuję żywność dla dzieci

3. Czy spotkał(a) się Pan / Pani z kampanią reklamową firmy NUTRICIA?
□ zdecydowanie nie
□ raczej nie
□ nie pamiętam
□ raczej tak
□ zdecydowanie tak

4. Jeśli tak lub raczej tak, jakiego rodzaju były to zdarzenia (można
zaznaczyć więcej niż jedną odpowiedź)?
□ reklama telewizyjna
□ patronat lub sponsoring
□ reklama w prasie / plakaty na ulicy
□ promocja w sklepie
□ reklama w Internecie
□ otrzymałam(em) e-mail z ofertą / reklamą firmy
□ porady w zakresie żywnie dzieci i niemowląt
□ inne –
jakie?........................................................................
.......................................................

5. Jeśli tak lub raczej tak (dotyczy pytania 3), to jak ocenia Pan / Pani
kampanię firmy NUTRICIA?
□ zdecydowanie negatywnie – zniechęciła mnie do zakupu produktów tej firmy
□ raczej negatywnie
□ trudno powiedzieć
□ raczej pozytywnie
□ zdecydowanie pozytywnie - zachęciła mnie do zakupu produktów tej firmy

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA CZAS POŚWIĘCONY NA WYPEŁNIENIE ANKIETY !!!

[pr] Nowe usługi Poczty Polskiej

[pr] Nowe usługi Poczty Polskiej
Nowe usługi Poczty Polskiej

Rozmawiała Joanna Blewąska 26-02-2003, ostatnia aktualizacja 26-02-2003 18:48

W urzędach pocztowych będzie można kupić bilet lotniczy, zarezerwować wczasy
a nawet odebrać paszport!

Łódzcy listonosze będą pracować także w soboty. A na poczcie wymienimy
złotówki na euro lub dolary.

Joanna Blewąska: Czy to prawda, że w urzędach pocztowych będzie można kupić
bilet lotniczy, zarezerwować wczasy, a nawet odebrać paszport?

Tadeusz Bartkowiak, dyrektor Okręgu Poczty w Łodzi: Tak. Po wejściu Polski
do UE będziemy musieli stawić czoło pocztom z Niemiec, Holandii, Francji,
Anglii czy Szwecji. Jeśli zaproponujemy wiele usług, będziemy bardziej
atrakcyjni dla klienta.

Jakie to usługi?

- Najwięcej zaoferuje Zintegrowane Centrum Pocztowo-Biznesowe. Klient będzie
mógł w nim m.in. zarezerwować bilety do kina czy teatru, a także lotnicze,
wykupić oferowane przez pocztę ubezpieczenia, wymienić dewizy, kupić
obligacje państwowe i samorządowe, wyrobić kartę wędkarską i opłacić
abonament telewizyjny. A nawet wykupić wczasy.

Ale czy łodzianie zechcą załatwiać takie sprawy na poczcie?

- Z badań przeprowadzonych przez dział marketingu wynika, że tak.

Kiedy te usługi będą wprowadzone?

- Realny termin to przyszły rok. Właśnie prowadzimy rozmowy z firmami i
instytucjami. Liczę, że zakończą się podpisaniem umów i będziemy mogli
poszerzyć działalność. Prowadzone są też rozmowy w sprawie paszportów.
Chcemy, by każdy mógł pocztą wysłać wniosek o paszport, a potem, gdy będzie
już gotowy, odebrać go również w urzędzie pocztowym.

Pierwsze zmiany czekają nas najprawdopodobniej jeszcze w marcu. Listonosze
pracować będą w soboty.

- To spowoduje szybsze dostarczanie przesyłek. Czynnych będzie też więcej
urzędów. Teraz w soboty pracuje ich w Łodzi 16, a będzie ok. 40.

A kiedy w łódzkich urzędach pocztowych będzie można płacić kartą?

- W Łodzi przeprowadzamy próby. Klienci, którzy nadają duże ilości
przesyłek, otrzymali karty płatnicze Banku Pocztowego.

A inne banki?

- To oczywiste, że skoro Bank Pocztowy wchodzi w skład grupy kapitałowej
Poczty Polskiej, to chcemy współpracować właśnie z nim. Dlatego na razie
wprowadzamy możliwość płacenia kartą dla klientów tego banku.

Ponad rok temu urzędy pocztowe zaczęły sprzedawać kawę, herbatę, nasiona
roślin... Czy ten pomysł się sprawdził?

- Tak. Przynosi zyski.

Źródło: Portal Gazeta.pl
www1.gazeta.pl/lodz/1,35153,1345672.html

Nowy rozkład Kolei Mazowieckich...

a dni wspólnego biletu mogą być policzone
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3044113.html
Niepewny los wspólnego biletu kolejowo-miejskiego

Krzysztof Śmietana 02-12-2005 , ostatnia aktualizacja 01-12-2005 23:23

W styczniu miał obowiązywać już w całej Warszawie, ale kolejarze nie mogą dojść
do porozumienia z władzami miasta. Spierają się o pieniądze.

Na podstawie karty miejskiej od ponad dwóch miesięcy można jeździć pociągiem na
trasie z Ursusa do Dworca Wschodniego. Okazało się, że z tej możliwości
skorzystało mnóstwo ludzi. Wybrali pociąg, bo jest szybszy niż autobusy stojące
w korkach w przebudowywanych Al. Jerozolimskich. - Wydaliśmy aż 20 tys.
darmowych biletów, które razem z kartą miejską upoważniają do przejazdów
pociągiem. O wiele więcej niż się spodziewaliśmy - mówi Grzegorz Kuciński,
wiceprezes spółki Koleje Mazowieckie.

Umowa na temat wspólnego biletu z Zarządem Transportu Miejskiego obowiązuje
tylko do końca grudnia. - Czy będzie i przedłużona i rozszerzona na całą
Warszawę tak, jak obiecywano? - coraz częściej pytają się nasi czytelnicy, ale
Zarząd Transportu Miejskiego wciąż nie porozumiał się z Kolejami Mazowieckimi.
Spór dotyczy głównie pieniędzy. - Jeśli zainteresowanie wspólnym biletem okazało
się większe niż przewidywaliśmy, to my mamy większe straty i miasto musi nam
więcej dopłacić - twierdzi Kuciński. Nie mówi jednak o konkretnych kwotach,
których mieliby zażądać kolejarze. Być może będą one znane po analizie badań
marketingowych, które są prowadzone od kilku dni na stacjach. Mają one m.in.
doprecyzować, ilu pasażerów jeździ koleją z kartą miejską na linii do Ursusa.

Igor Krajnow z Zarządu Transportu Miejskiego powiedział nam, że wspólny bilet w
całej Warszawie przyszłym roku będzie. - Ale nie wiem, czy pasażerowie zaczną z
niego korzystać od stycznia, lutego czy marca - zaznaczył.

Mieszkańcy Falenicy, Miedzeszyna czy Anina obawiają się, że bez wspólnego biletu
może panować zamieszanie na linii otwockiej. Od 11 grudnia kursującymi tam
pociągami Szybkiej Kolei Miejskiej nie będzie można jeździć za darmo. Gdyby
zaczął tam obowiązywać wspólny bilet, jego posiadaczowi byłoby obojętne, do
jakiego pociągu wsiadają - Kolei Mazowieckich czy SKM.

Zwłaszcza, że nowy rozkład jazdy SKM nie jest atrakcyjny dla pasażerów. Okazuje
się, że w dni powszednie pociągi będą jeździć regularnie tylko poza godzinami
szczytu. Rano lub po południu, gdy mieszkańcy jadą do pracy i z niej wracają,
składy mają się pojawiać na stacjach co półtorej, a nawet co dwie godziny. -
Wynika to z tego, że wnioski do rozkładu jazdy mogliśmy złożyć dopiero wtedy,
gdy mieliśmy już gotowy pociąg i odpowiednie świadectwa, czyli w sierpniu.
Koleje Mazowieckie zgłosiły swoje propozycje o wiele wcześniej. Dla nas już nie
zostało zbyt dużo miejsca na torach - przyznaje Tadeusz Płoński z Szybkiej Kolei
Miejskiej.

Liczy jednak, że uda się wprowadzić pewne zmiany do rozkładu w lutym. O wiele
bardziej atrakcyjny dla pasażerów SKM ma być dopiero rozkład, który wejdzie w
życie za rok.

KTO NIE LUBI MERCEDESA??????

czy S60R jest w sprzedazy?
Gość portalu: lukas napisał(a):

> Przecież merole to ckłam może kiedyś były dobre ale teraz to tylko lecą na
> tradycji ich cena to juz wogule jest z kosmosu 20% ceny to tylko za marke sie
> płaci. Od meroli wole Volvo np S60R to jest fura ma najbardziej zaawansowane
> zawieszenie na świecie nawet E-klasa moze sie schowac ze swymi poduszeczkami
> powietrznymi. Bada droge 500 razy na sekunde idealne prowadzenie.

Jezeli juz piszesz o topowym volvo notabene najnowszy model to porownaj go z
najnowszym modelem MB tez topowym a nie piszesz ogolniki. Prowadziles to volvo?
Jezdziles? Czy tylko czytales? Napewno jest to dobry wozek ale czy S60R jest
juz w sprzedazy?
Ja bardzo lubie volvo i wciaz z pewna zazdroscia ogladam sie jak widze ladne
V70 ale wiem, ze teraz wybralem cos co jest lepsze niz wymarzone V70. V70 to
bardzo dobry samochod a juz versja ocean race z zeszlego roku to bajka- ale to
sa topowe wersje. Moglem wybrac nowke V70 lub roczne E i wybralem roczne E gdyz
nie bylo w czym porownywac. Relacja cenowa byla bardzo podobna ale odczucia
diametrlnie rozne. Mysle ze tylko w ten sposob warto sie wypowiadac a nie
przescigac sie w tym co sie przeczytalo w materialach marketingowych.
Pamietaj tez, ze trzeba samochodem sie przejechac. Sa takie male niuanse, ktore
jednak przesadzaja na jedna lub druga strone.
Tak sie sklada, ze mialem mozliwosc prowadzic volvo V70 i jest bardzo dobro ale
nie dorownuje zadnemu MB z ta sama moca. Bardzo dobre jest V70 XC lub AWD i tu
zaden E-klasse dwunapedowy nie ma szans. Generalnie jednak S60 niewiele soba
reprezentuje i jest najslabszym modelem - ni pies ni wydra. Tylko dlatego
powstal model S60R by ratowac sprzedaz i wizerunek firmy. Dlatego opisalem ci
moje wrazenia z jazdy V70 gdyz nigdy nie bralem S60 pod uwage gdyz normalny
model jest raczej przecietny. Co do volvo - XC90 jest natomiast super. Jest
lepszy niz X5 w funkcjonalnosci. Co prawda X5 z silnikiem 4,4 jest to bestja
jednak wciaz jest to bardzo ciasny i maly samochod - ktory tak naprawde zostal
zaadaptowany do offroad czego nie mozna powiedzic o XC90.
Twoja wypowiedz na temat cen - to twoje osobiste wrazenie. Twoja wola mozesz -
takie miec. Jednak to rynek ksztaltuje cene. Samochod jak i wszystko jest tyle
warte ile ludzi sa gotowi zaplacic. Pamietaj jednak ze ceny samochodow
uzywanych to juz nie marketing ale realia rynku. Volvo traci bardzo na
wartosci. Polecam porownanie modeli np z przed 3-4 lat. Nawet nie masz pojecia
jak sie mozesz zdziwic przy sprzedazy swojego kilkuletniego volvo.

ach w midzyczasie znalazlem odpowiedz na pytanie - planowany na 2003.
www.volvospy.com/spy/s60r/s60r.php
a jak chcesz porownywac to poczytaj o seryjnym nie tuningowanym
MERCEDES E 55 AMG AVANTAGE ktory juz jest na rynku od kilku lat.
a tu nowy model z ca 476 PS jak juz tak bardzo chcesz cos porownywac o czym nie
masz pojecia lub po prostu masz zle podejscie z zalozenia.
www.mercedes-benz.com/amg/e/cars/serie_e55.htm .

pozdr Marek

NWA - Nakladem Wlasnym Autora

drobne uwagi
głupie pytanie: czy wydanie ksiązki ma służyć wyłącznie satysfakcji autora, czy
też może autor liczy na przyziemny zarobek? nie miliony, ale choć mały plus po
stronie 'ma'?

jeśli autor jest zwolennikiem zarobienia na własnej twórczości powinien po
odkurzeniu swojego dzieła wykonać szereg z pozoru niepotrzebnych czynności -
czyli rozpocząć proces wydawniczy od działań marketingowych:( przykre, ale
ksiązka to produkt podlegający prawom rynku. do tego nie jest to dobro z gatunku
FMCG.
po pierwsze powinien zacząć od zrobienia 'deski'(badanie gabinetowe:), co
teoretycznie w dobie sieciowej nie powinno sprawić większych kłopotów, o ile
dysponuje się choć minimalnym zasobem wiedzy.
znając otoczenie, popyt, ceny etc. musi bezlitośnie (a to bardzo bolesne)
określić swoje dzieło - jego silne i słabe strony oraz miejsce na rynku.
trzeba także pomyślec o czytelniku - do kogo ksiązka jest skierowana, bo od
tego zależy sposób dystrybucji, tak informacji o ksiązce, jak i dystrybuowania
samej ksiązki oraz strona wizualna książki. wiara że zamiast tego wystarczy
założyć witrynę internetową jest jednak nieuzasadniona. bez marketingu i reklamy
(właściwej) będzie to sprzedaż przypadkowa, a nie o to chodzi.

zgromadziwszy wiedzę 'handlową', w tym ZAKRES CEN MOZLIWYCH DO UZYSKANIA za
egzemplarz, można zająć się kształtem ksiązki czyli pracami okołodrukarnianymi.

także na tym etapie autor powinien myśleć o odbiorcy, nie tylko o własnym
dziecięciu-książce. dlatego powinien zadbać o projekt typograficzny, nie
poprzestając jedynie na wrzuceniu tekstu w komputer. wydaje sie to nieistotne,
ale układ strony, czcionka (i cała masa innych drobiazgów) mają wpływ na odbiór
dzieła. z punktu widzenia autora pozamerytoryczny :)
to samo dotyczy okładki czyli opakowania. oczywiście istnieje cały szereg ksiąg
i książek, które kupuje się przez rozum, ale są i takie, które kupuje sie oczami
i nie mam tu na myśli harlequinów :)
warto poświęcić nieco uwagi wyglądowi ksiązki. koszty nie sa zbyt wielkie, a
zawsze jeszcze można uzyskać darmową reklamę, gdy książka wygra np. jakiś
konkurs edytorski np. na targach.

jeśli autor liczy się z pieniędzmi, lepiej wcześniej znać ceny druku (i
pozostałe stałe techniczne) zanim przystąpi się do projektowanie, czy też
zlecania projektu - lepiej wykorzystać ograniczenia niż później z bólem
rezygnować ze zbyt drogich elementów.

należy pamietać, ze oprócz kosztów projektowo-drukarskich będą potrzebne jakieś
pieniądze na promocję ksiązki, logistykę etc. samo się nie sprzeda 'tak jak
grzmi samo i samo się błyska'. kontakty z 'kanałami' trzeba nawiązać przed
przystąpieniem do druku 'dzieła właściwego'.

to wszystko, rzecz jasna, ogólniki , bo wszystko zależy od konkretnej ksiązki i
jej potencjalnych odbiorców. niestety gotowej recepty nie ma, chyba, ze od razu
autor przewiduje sprzedaż swojej ksiązki w taniej jatce, albo w hipermarkecie
(na kilogramy) :(

czego nikomu z forumowiczów nie życzę (choć b.lubię kupować w tanich jatkach)

NWA - Nakladem Wlasnym Autora

emka_1 napisała:

> głupie pytanie: czy wydanie ksiązki ma służyć wyłącznie satysfakcji autora,
cz
> y
> też może autor liczy na przyziemny zarobek? nie miliony, ale choć mały plus
po
> stronie 'ma'?

Bardzo optymistycznie sugerowalam zwrot kosztow wlasnych, w tym rowniez wklad
pracy autora.
>
> jeśli autor jest zwolennikiem zarobienia na własnej twórczości powinien po
> odkurzeniu swojego dzieła wykonać szereg z pozoru niepotrzebnych czynności -
> czyli rozpocząć proces wydawniczy od działań marketingowych:( przykre, ale
> ksiązka to produkt podlegający prawom rynku. do tego nie jest to dobro z
gatunk
> u
> FMCG.
> po pierwsze powinien zacząć od zrobienia 'deski'(badanie gabinetowe:), co
> teoretycznie w dobie sieciowej nie powinno sprawić większych kłopotów, o ile
> dysponuje się choć minimalnym zasobem wiedzy.
> znając otoczenie, popyt, ceny etc. musi bezlitośnie (a to bardzo bolesne)
> określić swoje dzieło - jego silne i słabe strony oraz miejsce na rynku.

Przewąchalam. Zalamalam sie w cichosci ducha. I jak mam sie nie utwierdzac w
przekonaniu o braku zapotrzebowania spolecznego?

> trzeba także pomyślec o czytelniku - do kogo ksiązka jest skierowana,

Wąski zakres tematyczny bo to 2 monografie.

bo od
> tego zależy sposób dystrybucji, tak informacji o ksiązce, jak i
dystrybuowania
> samej ksiązki oraz strona wizualna książki. wiara że zamiast tego wystarczy
> założyć witrynę internetową jest jednak nieuzasadniona. bez marketingu i
reklam
> y
> (właściwej) będzie to sprzedaż przypadkowa, a nie o to chodzi.
>
Zgadzam sie w calej rozciaglosci.

> zgromadziwszy wiedzę 'handlową', w tym ZAKRES CEN MOZLIWYCH DO UZYSKANIA za
> egzemplarz, można zająć się kształtem ksiązki czyli pracami
okołodrukarnianymi.
>
> także na tym etapie autor powinien myśleć o odbiorcy, nie tylko o własnym
> dziecięciu-książce. dlatego powinien zadbać o projekt typograficzny, nie
> poprzestając jedynie na wrzuceniu tekstu w komputer. wydaje sie to
nieistotne,
> ale układ strony, czcionka (i cała masa innych drobiazgów) mają wpływ na
odbiór
> dzieła. z punktu widzenia autora pozamerytoryczny :)

To juz zalezy od autora. na zasadzie nie czyn drugiemu co tobie niemile i
przeszkadzajace w smakowaniu dziela.
> to samo dotyczy okładki czyli opakowania. oczywiście istnieje cały szereg
ksiąg
> i książek, które kupuje się przez rozum, ale są i takie, które kupuje sie
oczam
> i
> i nie mam tu na myśli harlequinów :)
Tez tak mysle :)!
> warto poświęcić nieco uwagi wyglądowi ksiązki. koszty nie sa zbyt wielkie, a
> zawsze jeszcze można uzyskać darmową reklamę, gdy książka wygra np. jakiś
> konkurs edytorski np. na targach.
>
> jeśli autor liczy się z pieniędzmi, lepiej wcześniej znać ceny druku (i
> pozostałe stałe techniczne) zanim przystąpi się do projektowanie, czy też
> zlecania projektu - lepiej wykorzystać ograniczenia niż później z bólem
> rezygnować ze zbyt drogich elementów.
>
> należy pamietać, ze oprócz kosztów projektowo-drukarskich będą potrzebne
jakieś
> pieniądze na promocję ksiązki, logistykę etc. samo się nie sprzeda 'tak jak
> grzmi samo i samo się błyska'. kontakty z 'kanałami' trzeba nawiązać przed
> przystąpieniem do druku 'dzieła właściwego'.
>
> to wszystko, rzecz jasna, ogólniki , bo wszystko zależy od konkretnej
ksiązki
> i
> jej potencjalnych odbiorców. niestety gotowej recepty nie ma, chyba, ze od
razu
> autor przewiduje sprzedaż swojej ksiązki w taniej jatce, albo w hipermarkecie
> (na kilogramy) :(
>
> czego nikomu z forumowiczów nie życzę (choć b.lubię kupować w tanich jatkach)
>
>
W tanich jatkach tez mozna lezec w dobrym towarzystwie, ale nie po to wydaje
sie ksiazki, zeby zalegaly.
>
>
>
>

Rząd chce płatnych studiów

No mamy orzech do zgryzienia.
I nie bedzie latwo. Moze zaczac trzeba od tego czy rozwoj czlowieka jest
zwiazany z wyposazeniem genetycznym czy ze srodowiskiem w ktorym przyszlo mu
zyc. Naukowcy sklonni sa przypuszczac i dokumentuja badaniami ze jest
"fifti fifti" Jesli tak mialoby byc to znaczy mniej wiecej ze malo zdolne
dziecko wywodzace sie z zamoznego albo dobrze sytuowanego srodowiska
ma szanse wieksze rozwoju niz bardzo zdolne dziecko ze srodowiska
biednego w ktorym elementarne potrzeby sa deprymowane.
Musimy sie zapytac sami siebie co korzystniejsze jest w koncowym rezultacie-
dla nas spoleczenstwa. Czy zaakceptujemy to ze mierni ale "wydolnnych"
finansowo rodzicow beda dostawac sie na studia dzienne bezplatne bo rodzicow
stac bylo na
najrozniejsze sposoby wspomagania dziecka - korepetycje , kursy jezyka za
granica itp. Czy uznamy ze zdolnych ale z rodzin biednych , patologicznych
musimy wspierac w wieku najwczsniejszym bo w koncowym rezultacie
wykorzystaja swoj potencjal na rzecz spoleczenstwa .
Czy moze trzeba sie zastanowic nad tym czy nie poszukiwac rozwiazan
rownowazacych. Jesli zamozni rodzice gotowi sa do oplacania korepetycji, zajec
dodatkowych zeby ich "pociecha" dostala sie na bezplatne studia
to oszczedzaja w koncowym rezultacie nie placac za kilkuletnie studia czesnego.
Zdolni a niezamozni , albo wrecz biedni
maja nikle szanse. Choc zdarzaja sie wybitni ktorzy potrafia wyrwac sie z biedy
czy patologii.Przed nimi otwieraja sie szanse na studia prywtne platne.
I tu moim zdaniem dzieje sie cos patologicznego.
Ci ludzie zeby awansowac spolecznie placa nie za studia moim zdaniem ale
cos co jest forma haraczu.
Mam bardzo duze watpliwosci. Jesli sledze np. dzilalnosc uczelni prywtnej
SWPS w Warszawie , szkoly Reykowskiego ktory na stronach
www.cimoszewicz tlumaczy dlaczego wlasnie na niego bedzie glosowal
to cos nie jest tak z etycznej perspektywy.
Czlowiek - Reykowski nazywany czerwonym - z -prywatnej- szkoly wyzszej
SWPS wspiera kampanie innego z tradycjami PZPR .
Obaj ksztalceni w tak zwanym PRL-u .
Mam watpliwosci etyczne i dziwie sie ze PZPR-owcy tacy jak Cimoszewicz i
Reykowski nie maja.
W szkole Reykowskiego slono platnej jednej z drozszych ucza sie mlodzi ludzie
manipulacji i socjotechnik, marketingu politycznego, negocjacji...
Mozna powiedziec doskonale , tylko......
Obserwujac to co sie dzieje na scenie politycznej nie moge sie nie podzielic
smutna refleksja. Mlodzi ludzie placa ciezkie pieniadze zeby sie nauczyc jak
innymi manipulowac , i pewnie bedzie sie im to oplacalo-smutne ale prawdziwe.
Nie mozna sie opedzic od refleksji ze oto wiedza ktora wykorzytywali
funkcjonarisze PRL-u do manipulowania spoleczenstwem - a Reykowski moim zdaniem
do tych ludzi nalezy teraz jest sprzedawana mlodym ludziom za ciezkie pieniadze.
To mnie przeraza i niepokoji.Tym bardziej ze szkola ta wg rankingow dobra
mialaby byc.Mysle ze jest przreklamowana jak mielone mieso w supermarkecie.
Nie potrafie sie opedzic od jeszcze jednej przykrej dosc mysli.
Kazdy kto obserwowal cyrk wokol Cimoszewicza- ta mnogosc socjotechnik
prymitywnie stosowanych i polaczy to z rekomendacjami Reykowskiego
nie moze chyba poczuc sie nie oszukanym.
Co chce powiedziec ? Bardzo sie boje ze prywatyzacja szkol wyzszych
nie odbiegnie jakosciowo od innych prywtyzacji.
Co to znaczy? Ze dzieci wlascicieli szkol prywatnych beda zyly i uczyly sie za
granica. Za mierne wyksztalcenie ciezkie pieniadze beda placic niezamozni.
O rownosci szans nie moze byc mowy. Cala historia jest do przemyslenia .
Koszty spoleczne prywtyzacji uczelni moga byc podobne do innych prywatyzacji.
Tzn korzysta w sposob niczym nieuzasadniony nie wielu i pograzone w nedzy
cale regiony ktore za prywtyzacje placa.
Francuskie badz angielskie rozwiazania polegaja na tym ze sie "wychwytuje"
zdolnych jak najwczesniej . Mniej zdolni a zamozni maja do dyspozycji
uczelnie prywatne . Te renomowane chetnie "biora" niezamoznych jesli sa zdolni.
W Polsce tymczasem dzieje sie moim zdaniem zle. Mierni ale zamozni
przez fakt ze moga korzystac z pomocy rodzicow wypieraja zdolnych
ale w koncowym rezultacie to selekcja ujemna. Mozna odniesc wrazenie ze
stuacja materialna zdolnych a ubogich dyskwalifikuje ich przez fakt bycia
niezamoznym. Dla tych ktorzy w paradoksalny sposob sa beneficjentami
selekcji ujemnej to pozbycie sie konkurencji , dla spoleczenstwa w koncowym
rezultacie niekorzystne.
Nie wiem jak to rozwiazemy. Tak jak jest takze nie moze byc.
Studia bezplatne sa dla zamoznych. Za studia prywatne musza placic
zdolni ale biedni. Ja wiem ze zaraz ktos powie ze prywatne sa dla mniej
zdolnych.
Mam inne zdanie. Maja ciezko - pracuja i ucza sie.A najsmutniejsze jest ze ich
wysilki sa deprecjonowane.
Jesli mieliby byc oszukani o jakosc studiow to etyczny problemem kadry.

Dobra admin być, dobra

Dobra admin być, dobra
8:12
Człowiek z księgowości skarży się, że nie może osiągnąć informacji o wydatkach
z bazy danych. Udzielam mu Standardowej Odpowiedzi Administratora Nr 112 - "U
mnie działa!". Czekam chwilę, aż się wykrzyczy i wyłączam ekspres do kawy z
UPS-a, podłączając jego serwer. Mówię, by spróbował teraz. Doskonale, jeszcze
jeden zadowolony użytkownik.

11:00
Od kilku godzin jest w miarę spokojnie. Odkładam słuchawkę z powrotem na
widełki, aby zadzwonić do narzeczonej. Twierdzi, że przyjeżdża do mnie z
rodzicami w przyszły weekend. Żegnając się powiedziałem, żeby porozmawiała w
tej sprawie z portierem i przekierowałem rozmowę na portiernię. Ile razy
trzeba powtarzać, że w najbliższy weekend jest ogólnokrajowy konkurs Quake'a?

16:23
Dzwoni kolejny klient. Pyta, jak zmienić czcionkę w formularzach. Udzielam
grzecznej odpowiedzi, żeby sprawdził w instrukcji procesora. Kiedy znajdzie,
ma zadzwonić.

Wtorek

9:35
Szef zespołu badań zatrudnił nową osobę i prosi, bym wyrobił jej login i
hasło. Pytam, czy przysłał już formularz J-19R-9C9/DARR/K1. Mówi, że nie
słyszał o nim. Odpowiadam, że jest w bazie specjalnych aplikacji. Twierdzi, że
nie słyszał o takiej bazie. Znudzony przekierowuję rozmowę na portiernię.

10:00
Z zespołu badań dzwonią ponownie. Tym razem nowozatrudniona osoba prosi o
login. Notuję jej nazwisko, adres, nazwę zespołu, nazwisko szefa zespołu i
oczywiscie stan cywilny. Następnie "puszczam" wyszukiwanie w Centralnym
Rejestrze Skazanych, Centrum Kontroli Zachorowań i mojej prywatnej bazie "Kto
jest Kim w 1997 r.". Bez rezultatów, poza jednym plażowym zdjęciem. Informuję
ją, że jej login będzie gotowy dzisiaj wieczorem i zgodnie z wiedzą nabytą na
szkoleniu "Reengineering w zdobywaniu satysfakcji klienta" proponuję, że
przyniosę jej login osobiscie dzisiaj wieczorem do jej mieszkania.

14:00
Sekretarka z zespołu prawnego twierdzi, że zgubiła hasło. Radzę jej, żeby
poszukała w torebce, na podłodze samochodu i w koszu w łazience, choć tak
naprawdę sadzę, że hasło może leżeć za pecetem. Dlatego proponuję jej, aby
zakleiła wszystkie otwory w komputerze, łącznie z otworem chłodzenia
zasilacza. Spodziewając się, że rezultat poszukiwań będzie mizerny, tworzę
tymczasem nowe hasło.

Środa

8:30
Wściekły użytkownik dzwoni z informacją, że procesor ma się nijak do czcionek
w formularzu. Zaskoczony przyznaję mu rację, zarzekając się, że nigdy nie
mówiłem o procesorze, ale o koprocesorze. Skruszony odkłada słuchawkę.

11:00
Lunch.

16:55
Powrót z lunchu.

17:00
Przychodzi druga zmiana. Idę do domu.

Czwartek

8:00
Do pracy zgłasza się nowy człowiek, Staszek. Oprowadzam go po serwerowni,
centralce telefonicznej i biblioteczce. Sadzam go przy IBM PC-XT. Narzekania
ucinam stwierdzeniem, że Notes działają tak samo na kolorowym, jak i
monochromatycznym monitorze.

8:45
Pecet Staszka zakończył fazę odpalania. Z uśmiechem na ustach informuję
nowego, że właśnie tworzę dla niego login. Ustawiam minimalną liczbę znaków w
haśle na 64. Przerwa na fajkę.

Piątek

14:39
Dzwoni nowy klient z pytaniem, jak stworzyć dowiązanie do dokumentu. Mówię, że
wlasciwie makro włącza się przyciskami Ctrl-Alt-Del. Twierdzi, że jego
komputer się wyłączył. Radzę, aby zadzwonił pod numer pomocy Microsoftu.

16:00
Właśnie kończę zmienianie koloru czcionek we wszystkich dokumentach na biały i
rozmiaru czcionki w Pomocach na 2 piksele.

16:30
Ktoś z marketingu twierdzi, że nie widzi tekstu na ekranie. Radzę, aby wybrał
z paska Menu opcję Widok, następnie Zaznacz Wszystko i nacisnął klawisz Del i
znowu w opcji Widok funkcję Odśwież. Obiecuję, że instrukcję takiego
postępowania wyślę mu później pocztą.

16:45
Dzwoni kolejny użytkownik z pretensją, że nie może przeczytać Pomocy. Odkładam
słuchawkę z zapewnieniem, że to poprawię i zmieniam czcionkę na Wingdings.

16:58
Podłączam do huba ekspres do kawy, aby zobaczyć, co się stanie. Niewiele.

17:00
Nocna zmiana puka do drzwi. Życzę im dobrej nocy i nadmieniam, że hub zabawnie
się dzisiaj zachowuje.

Nowe zlecenia Boeinga dla Polskich firm!

odpowiedz
Części z Polski

Polskie firmy od lat kooperują z Airbusem, ale na razie nie produkują
komponentów do najnowszego giganta. Jednak pod koniec zeszłego roku prezes EADS
Polska Yves Mousson-Lestang zapowiadał, iż koncern gotów jest zamówić w Goodrich
Krosno elementy podwozia do A-380.

W tym tygodniu finalizowane będą negocjacje w sprawie produkcji w warszawskiej
fabryce EADS Okęcie owiewek na skrzydła airbusów A-340. - Badanie polskich
możliwości trwało rok - mówi Zbigniew Wasiucionek, dyrektor EADS Okęcie ds.
marketingu i sprzedaży. W grę wchodziłyby zamówienia na 50 tys. elementów.
Wartość umowy to 2 - 3 mln euro rocznie. Zakłady EADS Okęcie od zeszłego roku
dostarczają Airbusowi konstrukcje podłogi kabiny pilotów do całej rodziny A-320.
W tym roku Airbus zapłaci za dostawy ok. 700 tys. euro, w przyszłym liczba
zamówionych komponentów miałaby się zwiększyć do 160. Przez kolejne dwa lata
wartość eksportu miałaby przekraczać 800 tys. euro rocznie. Potrzebne do
produkcji części do airbusów oprzyrządowanie linii technologicznej fabryka z
Okęcia za kilka mln euro zamówiła w zakładzie narzędziowym powstałym obok PZL
Mielec.

Bez pośredników

Od 1997 r. współpraca kooperacyjna łączy z Airbusem zakłady PZL Świdnik. Na
początku zamówienia trafiały tam za pośrednictwem firmy Eurocopter, teraz
kontrakty negocjowane będą bez pośredników. W PZL Świdnik zaczynano od prostych
konstrukcji: drzwi do przedziału towarowego i kabiny pasażerskiej, a także
oddzielnie sprzedawanych mechanizmów otwierania drzwi w samolocie Airbus-320.
Potem koncern rozszerzył zamówienia o elementy kadłuba samolotu i kompozytowe
osłony przeciwpożarowe. Od 1999 r. fabryka produkuje drzwi pasażerskie i
przedziału cargo do modeli A-330 i A-340. - Zrobiliśmy do tej pory 1000
kompletów drzwi, a zamówienia były coraz bardziej skomplikowane. W tym roku
wartość sprzedanych komponentów przekroczy 11 milionów złotych, w przyszłym 13
milionów złotych - mówi rzecznik PZL Świdnik Jan Mazur.

Platforma z Gdyni

Gdańska Stocznia Remontowa w 2003 r. zbudowała wartą 8 mln euro stalową
platformę do przeładunku na rzeczne barki kadłubów A-380 wykonywanych w
Niemczech, skrzydeł produkowanych w Anglii i stateczników ogonowych z Hiszpanii
- dla fabryki w Tuluzie. Uruchomienie platformy na rzece Garonna nastąpiło w
lutym 2004 r.

Odpowiedzialny za realizację tego projektu Jan Paszkowski z Gdańskiej Stoczni
Remontowej ma nadzieję, że polska stocznia będzie miała kolejny kontrakt, o
przynajmniej tej samej wartości, związany z obsługą budowy Airbusów. Taką
możliwość zasugerowali stronie polskiej przedstawiciele EADS. Wszystko zależy od
tego, czy zamówienia na A-380 wzrosną tak, że konieczne będzie zbudowanie
kolejnych jednostek potrzebnych do transportu elementów samolotu do zakładów w
Tuluzie.
www.ulc.gov.pl/index_1.php?dzial=prasa&plik=19_01_2005_rzeczpospolita

IBM, Philip Morris - zapraszamy do Wrocławia

ROZMOWA Marcin Kaszuba

Namawiamy światowych potentatów

Marcin Kaszuba, wiceminister gospodarki i pracy
(c) JAKUB OSTAŁOWSKI
Eksperci zachęcają Polskę do inwestycji usługowych. Jak bardzo rośnie
zainteresowanie tego typu projektami?

Marcin Kaszuba Koncern IBM zainteresowany jest utworzeniem w Krakowie centrum
badań i rozwoju, które da pracę 500 osobom. Ulokowanie centrum usług finansowo-
księgowych w Krakowie rozważa Phillip Morris. Będzie w nim pracować ok. 450
osób. Niebawem przedstawimy im ofertę oraz rozpoczniemy procedurę uchwalenia
programów wieloletnich dla tych inwestorów. Grono chętnych jest coraz większe.
Mamy swoje pięć minut, które koniecznie trzeba wykorzystać na przyciąganie
firm, które chcą inwestować np. w centra usług.

Jak zachęcać firmy do otwierania w Polsce swoich centrów usług?

Wystąpimy do wszystkich zagranicznych firm, które mają już zakłady produkcyjne
w Polsce, aby rozważyły możliwość stworzenia u nas centrów usług. Najbardziej
zależy nam na centrach technologicznych, które zatrudniają wysokiej klasy
naukowców. Takie centra możemy wspierać pomocą publiczną w wysokości do 5 tys.
euro na miejsce pracy. Będziemy zachęcać do przeprowadzek do Polski innych
światowych potentatów, aby związać ich z naszym krajem.

Co można zaproponować potentatom światowej gospodarki?

Intelekt i umiejętności młodych wykształconych Polaków, którzy są ambitni i
chcą pracować. To jest pomysł, który zamiast krytej strzechą chaty, strojów
ludowych i butelki wódki powinien być podstawową ideą promocji naszego kraju.
Koszty pracy specjalistów w Polsce są porównywalne do pensji ekspertów z Indii.
Ale w Azji ciężko o wykwalifikowaną kadrę, a u nas jest jej pod dostatkiem.
Dlatego zachodnie koncerny coraz więcej inwestują w centra badawczo-rozwojowe i
usługowe w Polsce. Obecnie koncentrujemy się na związaniu z naszym krajem
największych marek światowych.

Czy nie zabraknie pieniędzy w budżecie na wspieranie inwestorów finansowo?

Resort gospodarki wystąpił do ministra finansów, aby kwoty na ten cel w 2006
roku były trzykrotnie wyższe niż w tym roku. Zamierzamy również zwiększyć
budżet Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych o 5 mln zł,
rezerwując dodatkowe środki na kampanię w mediach globalnych. Sądzę, że dzięki
odpowiedniej promocji naszego kraju i zwiększeniu wydatków na pomoc dla
inwestorów za dwa, może trzy lata możemy być dla zachodnich firm bardziej
atrakcyjni niż nasi południowi sąsiedzi.

Wspomina pan o roli promocji. Dlaczego od 1989 roku nie udało się wypracować
jednolitej koncepcji marketingu Polski?

Pokazuje to, że administracja publiczna nie jest w stanie prowadzić
profesjonalnych działań promocyjnych. Brak koordynacji i długofalowej
strategii. Uważam, że do tych zadań powinna być wyspecjalizowana agencja
rządowa, taka jak PAIiIZ. Wierzę, że do końca sierpnia rząd przyjmie spójny
program promocji Polski, w którym będą zapisane grupy docelowe, narzędzia,
kluczowe przesłanie oraz środki na marketing narodowy do 2013 roku.

Na jesieni zmieni się rząd. Czy te pomysły nie zostaną na papierze?

Kolejny rząd otrzyma gotowe programy, w których będzie zapisane, skąd wziąć
pieniądze na konkretne cele. Sądzę, że od 2006 roku Polska rokrocznie ma szansę
przyciągać inwestycje zagraniczne o wartości 10 mld USD, które będą tworzyć
przynajmniej 20 tys. miejsc pracy.

Rozmawiał Mariusz Przybylski
"RZECZPOSPOLITA"

Ankieta i ekspertyza.Przypadek czy niekompetencja

Tendencyjna i niestaranna ankieta na temat Gontynki

Burza wokół ankiety, która ma sprawdzić, czy szczecinianie akceptują pomysł
Jurczyka, by na terenie Gontynki stanął aquapark w zamian za wydanie zgody na
budowę hipermarketu. Radni i kupcy uważają, że pytania są tak postawione, że
mieszkańcy nie mają wyjścia - muszą przyklasnąć prezydentowi

Od ponad miesiąca radni toczą z prezydentem ostry spór o to, na jakich zasadach
na Gontynce powinien powstać aquapark. Prezydent uważa, że trzeba się zgodzić
na budowę hipermarketu i zobowiązać inwestora do wybudowania w zamian basenów.
To jedyny jego zdaniem sposób, by nie sięgać do miejskiej kasy. Radni krytykują
i przestrzegają, że taka inwestycja zakończy się na budowie sklepu, a z
aquaparku inwestor się wycofa. Kupcy przestrzegają, że hipermarket zabierze im
klientów i doprowadzi do bankructwa.

Rajcy zobowiązali zatem prezydenta, by przeprowadził profesjonalne badania, czy
szczecinianie godzą się na postawienie hipermarketu, by w zamian mógł powstać
aquapark. Na to, jak wygląda zlecenie, wpływu już nie mieli.

- To nie są pytania, na które my chcielibyśmy znać odpowiedź - ocenia radna
Małgorzata Jacyna-Witt (Od Nowa). Prezydent powinien spytać się, czy
szczecinianie zgadzają się na postawienie hipermarketu, nie mając gwarancji, że
w zamian powstanie aquapark.

Na zlecenie prezydenta badania przeprowadza Katedra Marketingu Usług
Uniwersytetu Szczecińskiego. Zespołowi przewodzi prof. Józef Perenc. Wyniki
mają być gotowe na 15 lipca. Pięć dni później radni muszą podjąć decyzję, czy
zgadzają się na hipermarket, czy też nie.

Ankieterzy mają dotrzeć do tysiąca szczecinian, będą pukać do mieszkań, adresy
dobrane zostały losowo. Dodatkowe dwa pytania dostaną mieszkańcy osiedli wokół
Gontynki. Za opracowanie pytań i wyników odpowiedzi magistrat będzie musiał
zapłacić około 19 tys. zł.

Zanim ankieterzy trafili do szczecinian - do radnych dotarła treść pytań.
Zdaniem samorządowców sformułowano je w jednym celu - by zyskać potwierdzenie,
że prezydent ma rację. Przewodniczący klubu radnych POPiS Arkadiusz Litwiński
interweniował u rektora Uniwersytetu prof. Zdzisława Chmielewskiego. -
Zaniepokoił mnie dobór tych pytań, prosiłem rektora o wyjaśnienie, czy
wykonując w ten sposób zadanie, Uniwersytet nie traci reputacji - mówi
Litwiński.

- To są pytania w stylu, czy chcesz być piękny, mądry i bogaty, trudno
odpowiedzieć nie - mówi Mirosław Wołosewicz, wiceprezes Kupieckiej Izby
Gospodarczej.

Co więcej roi się w nich od błędów literowych, są nawet ortograficzne
(np. "chuligan" przez "h"). Czy ankieta właśnie w takiej formie dotrze do
szczecinian wczoraj nie można się było w magistracie dowiedzieć.

O doborze i jakości pytań prof. Perenc nie chciał w poniedziałek rozmawiać
z "Gazetą".

- We wtorek jest w tej sprawie konferencja prasowa - oświadczył.

Prezes Rogacki kontroluje park z samochodu

Prezes Rogacki kontroluje park z samochodu
Park w Myślęcinku jest ewenementem w skali kraju - duży, zielony, zalesiony
teren tuż za granicami miasta, z doskonałą komunikacją i zróżnicowanym
krajobrazem. Marzenie dla każdego miasta. I w każdym innym mieście potencjał te
byłby w pełni wykorzystany. A u nas nie. Ścieżki zaniedbane, nie nadają się
zupełnie dla rolkarzy, mogą być od biedy dla rowerzystów i pieszych, z tym że
zapomniano odświeżyć znaki poziome na nich i teraz jedni i drudzy korzystają ze
wspólnej części. A przecież to niewiele kosztuje.
Ławki i elementy małej architektury. Są. I tyle można powiedzieć. Jak to wygląda
- lepiej nie wnikać. Na Różopolu straszy coś, co nikt nie wie czym jest czy też
czym było. Rzeźby z drewna robione przez młodzież skupione w jednym miejscu i w
sumie nie wiadomo jak na nie patrzeć. A szkoda, można by je porozmieszczać na
całej powierzchni parku, wyeksponować jakoś. Betonowe pozostałości po czymś w
okolicy pętli tramwajowej też mogłyby zniknąć w końcu.
Skate-park - jest. To dobrze. Za spore pieniądze i raczej dla niszy niż ogółu.
Pole golfowe - chyba nie wymaga komentarza. Przypomina mi to coś, co zwie się
"potiomkinowskimi wsiami" - wszystko się wali, ale pole lśni...nieużywane.
Ogród botaniczny - też można powiedzieć - jest. I co dalej? Od kilku lat nie
dzieje tam się absolutnie nic. I nie chodzi o to, że rośliny długo rosną - to
wiedzą wszyscy. Ale może jakaś wystawę kwiatów zorganizować? Aż się prosi...
Niewątpliwe cieszy stok narciarski i pewnie nawet zarabia na siebie.
Popularność sąsiadujących z parkiem restauracji świadczy, że nie tylko w sezonie
można tam zarabiać. Tylko trzeba oddać to w ręce specjalistów. A bary rodem z
początku lat 90tych...
Jest jeszcze Uroczysko Zacisze. Bardzo ładne, choć trochę zapomniane...
Poza tym pozostały jeszcze ślady dawnej "ścieżki zdrowia" - też nie zdobią lasów.

Pomysły. Można by wymieniać sporo. Przede wszystkim warto by zacząć od porządków
i od inwentaryzacji. W ramach porządków trzeba by sprzątnąć stare betonowe
pozostałości po dawnych obiektach małej architektury, po owej "ścieżce zdrowia",
śmieci i całą resztę... Sporo tego. Potem trzeba by zobaczyć co jest, co można z
tym zrobić nie ponosząc wielkich kosztów (odświeżyć ławki, poprzenosić rzeźby,
dodać trochę nasadzeń, połatać dziury, trochę śmietników itp). I coś na przyszłość.
Klub Golfowy? Porażka. Czy ktoś próbował zrobić badania marketingowe wśród
graczy? Pewnie nie. Bo i po co.
Koniecznie odtworzyć ścieżki, wyznaczyć nowe (tak by były i dla rowerzystów, dla
pieszych i rolkarzy - żeby wszyscy czuli się bezpiecznie). Warto zastanowić się
nad tym co pozostało po browarze - jeśli nie znajdzie się inwestor gotowy w to
zainwestować warto by było choć posprzątać teren, zabezpieczyć i wyeksponować
ruiny.
trzeba również pomyśleć nad innymi formami rozrywki, tak by spacerowicze nie
szli tradycyjna trasą - pętla - stawy - pętla. Klub seniora to tani i ciekawy
pomysł. Warto też odświeżyć place zabaw dla dzieci, wybudować coś nowego. I nie
chodzi o to, by przerobić cały Myślęcinek na jakieś "kurortopodobne" miejsce,
ale sztuka cała polegać powinna na zachowaniu dzikiego, leśnego charakteru tego
kompleksu. Ale czytając wywiad z obecnym dyrektorem nie sądzę, by to się udało
za jego kadencji. Zmian i jeszcze raz zmian nam trzeba.

Ameryka burgerkinga

Ameryka burgerkinga
Zobaczcie jak to żyje burgerking1. To wszystko prawda, jego willa z basenem,
samochody, schlodzone musujące wino, wakacje, itp:

Solstice ma około 80 członków. Platynowe członkostwo kosztuje 875 tysięcy
dolarów plus roczna składka w wysokości 42 tysięcy. W zamian klienci otrzymują
dostęp do dziesięciu domów od Londynu po Kalifornię oraz do prywatnego jachtu
na Karaibach. Goście mają do dyspozycji profesjonalny personel, w którego
skład wchodzą kucharze, sprzątaczki oraz "menedżerowie stylu życia" gotowi
zaspokoić każdą zachciankę, od jazdy na nartach w miejscach dostępnych
wyłącznie przy użyciu helikoptera po spotkania z miejscowymi sławami. –
Staramy się zaspokoić ogromne pragnienie luksusu – mówi z dumą Mark, który
jako specjalista od marketingu najlepiej zna potrzeby klientów.

Najbogatsi żyją w ogrodzonych pałacach, mają swój własny system edukacji,
prywatną opiekę zdrowotną, korzystają z własnych szkół i banków. Podróżują
oddzielnie, przyczyniając się do rozkwitu branży prywatnych odrzutowców i jachtów.

W roku 1985 w Stanach było 13 miliarderów. Dziś jest ich ponad tysiąc. W 2005
roku 227 tysięcy Amerykanów dołączyło do grupy milionerów. Badania pokazują,
że majątek wszystkich amerykańskich bogaczy wynosi 30 bilionów dolarów, czyli
więcej, niż łączny dochód narodowy brutto Chin, Japonii, Brazylii, Rosji i
Unii Europejskiej.

Kwitnie również branża luksusowych towarów. Świeżo upieczeni multimilionerzy z
pogardą patrzą na rolexy. Ich ulubioną marką jest Franck Muller, którego
zegarek najwyższej klasy kosztuje 736 tysięcy dolarów. Modne są także pióra
Mont Blanc wysadzane klejnotami za 700 tysięcy. Za najbardziej ekskluzywną
torbę Louisa Vuittona trzeba zapłacić 42 tysiące. Dotychczas wykonano zaledwie
24 sztuki i żadna z nich nie zdążyła dotrzeć na sklepową półkę.

Restauracje i bary Manhattanu czy Los Angeles prześcigają się w propozycjach
dla bogaczy. W nowojorskim hotelu Algonquin za 10 tysięcy dolarów można dostać
kieliszek martini z diamentem na dnie. Niektóre lokale oferują hamburgery za
ponad 50 dolarów. W jednym z nich można dostać omlet za okrągły tysiąc. W Los
Angeles panuje moda na wodę mineralną Bling w cenie 90 dolarów za butelkę.

Prawdziwą wojnę toczą producenci jachtów. Z myślą o klientach z Bogatystanu
powstają coraz większe i coraz bardziej luksusowe łodzie. Jak dotąd nikt nie
może się równać z założycielem firmy Oracle Larrym Ellisonem, właścicielem
stuczterdziestometrowego pałacu na wodzie. Na pięciu poziomach "Rising Sun"
mieści się między innymi 80 pokoi, boisko do koszykówki, które może służyć
jako lądowisko dla śmigłowców, oraz w pełni wyposażone kino.

wiadomosci.onet.pl/1442095,2678,kioskart.html

Tysiące pustych mieszkań w nowych budynkach

Tysiące pustych mieszkań w nowych budynkach
Ech ' łezka się kręci w oku, co?

Tysiące pustych mieszkań w nowych budynkach

Małgorzata Zubik 24-11-2001, ostatnia aktualizacja 10-09-2002 00:00

Na nowych osiedlach są tysiące pustostanów. Wybór jest naprawdę duży, a
developerzy prześcigają się w promocjach, które przyciągnęłyby klientów.
Skłonni są też do ustępstw, jeśli chodzi o ceny

Liczbę niesprzedanych mieszkań w gotowych już, częściowo zasiedlonych albo
czekających na zasiedlenie budynkach firma Reas Konsuling (specjalizuje się w
badaniu rynku nieruchomości) szacuje na 2,5-3 tys. Są to jednak bardzo
ostrożne szacunki, gdyż developerzy niechętnie wyznają, ilu mieszkań nie udało
im się sprzedać. To duża liczba jak na 16,2 tys. mieszkań, które zbudowano w
stolicy w zeszłym roku (dane Głównego Urzędu Statystycznego). Tymczasem w
pierwszym kwartale tego roku powstało już 2454 kolejnych mieszkań, a nowe
ciągle się budują.

Developer oferuje

Niektóre z firm mają do sprzedania nawet dziesiątki mieszkań w jednym budynku.
Najtrudniej sprzedają się mieszkania duże, drogie apartamenty i małe
kawalerki. Nie pomaga świetna lokalizacja ani takie osiedlowe atrakcje, jak:
ochrona, basen, fitness club czy atrakcyjny plac zabaw dla dzieci.

Budimex-Nieruchomości na przykład ma w ofercie gotowe lokale w trzech
miejscach. Najwięcej, bo ponad sto, przy ul. Sulejkowskiej. Kolejne 70 w
osiedlu Złote Runo na Ursynowie, a 10 w osiedlu Zacisze. Wybór metraży jest
duży - od 40 do 150 m kw.

Spółdzielnia Mieszkaniowa "Bródno" sprzedała osiedle przy Krasnobrodzkiej w 70
proc. Reszta z 252 mieszkań czeka na chętnych. Wystarczy wykończyć lokal i
można się wprowadzać.

Podobnie na osiedlu Grzymalitów w Białołęce. Faelbet Invest ma tam do
sprzedania ponad 40 mieszkań. Kilka wolnych jest w części osiedla oddanej w
marcu zeszłego roku. Reszta czeka w budynkach, gdzie pierwsi mieszkańcy
właśnie dostają klucze.

Przebierać można w mieszkaniach Mennicy Invest na osiedlu Rajska Jabłoń w
Jabłonnej. Tam na właścicieli wciąż czeka ok. 130 mieszkań. Cena atrakcyjna -
2490 zł za m kw. w najtańszych lokalach. VAT płaci developer. Mennica oferuje
też apartamenty o powierzchni od 40 do 135 m kw. w Zielonym Domu na Ochocie.

Klient kupuje, klient sprzedaje

Na właścicieli czeka jedna trzecia mieszkań w oddanym ponad rok temu do użytku
osiedlu Królewski Trakt zbudowanym przez Polnord-Dom. Część z nich developer
sprzedaje już po raz drugi. Dlaczego?

- Mieszkania były już sprzedane, ale klienci nie radzili sobie z płatnościami,
dlatego woleliśmy je odkupić - dowiadujemy się w firmie. - Była to znacząca
liczba.

W Królewskim Trakcie dominują mieszkania ponadstumetrowe. Cena netto zaczyna
się od 660 dol. za m kw.

Zdarza się i tak, że developer nie może się pozbyć pojedynczych mieszkań w
budynkach zamieszkanych już od kilku lat. Tak jest np. w osiedlu Kępa Potocka
przy ul. Gwiaździstej - od dwóch lat ciągle nie ma tam kompletu mieszkańców.
Nikt nie chce kupić drogich apartamentów, choć cena spadła do 3600-4200 zł za
m kw.

Można powybrzydzać

To komfortowa sytuacja dla tych, którzy chcą dziś kupić mieszkanie. Jeszcze
niedawno wymarzone M można było zobaczyć tylko na planie, a dziś ogląda się je
jak towar w sklepie. Nie ma problemu odsuwających się w przyszłość terminów
zakończenia budowy. Można powybrzydzać na sposób wykończenia budynku,
osiedlowe trawniki albo rodzaj ogrodzenia. Developerzy zdają sobie z tego
sprawę i starają się uczynić swoją ofertę jak najbardziej atrakcyjną.

Ceny, choć nie spadły znacząco, są nieco niższe, a do tego każdą można
negocjować z developerem. - "Gazeta" tak wyedukowała społeczeństwo, że nie ma
takiego klienta, który przychodząc do nas, nie próbowałby negocjacji -
potwierdza Stanisław Socha, dyrektor ds. marketingu w firmie Polnord-Dom.

Kuchenka na dokładkę

Niektórzy z developerów dają klucze do mieszkań już przy wpłacie 5 proc.
wartości mieszkania, inni żądają 10 proc. Większość oferuje kredyt w banku, z
którym ma już podpisane odpowiednie umowy. Developerzy idą nawet dalej - biorą
na siebie zapłacenie 7-proc. podatku VAT, a nawet opłat notarialnych.
Odraczają terminy płatności i udzielają rabatów dla klientów z gotówką.

Proponują też ekstra promocje - we wrześniu wykończenie mieszkania gratis albo
wypłatę pieniędzy na prace wykończeniowe, darmowy balkon albo zniżkę na garaż.
Można też dostać garaż za darmo w wypadku, gdy jeden się kupi. Dają prezenty.

- Proponujemy meble do kuchni w średnim standardzie, mikrofalówkę i bony na
zakupy ze zniżką - informuje Lech Gieruś z Faelbetu Invest.

Wydrukuj Wyślij znajomym Podyskutuj na forum

bioton

bioton
BIOTON S.A. („Bioton”) informuje, że w dniu 07.06.2006 r. Bioton podpisał
list intencyjny, którego przedmiotem jest określenie sposobu prowadzenia
negocjacji, których celem jest nabycie przez Bioton wszystkich udziałów w
dwóch spółkach z siedzibą na terenie Włoch: Pharmatex Italia S.R.L. oraz
Fisiopharma S.R.L.(„Udziały”) („Spółki”). Na mocy listu intencyjnego
podpisanego z reprezentantem obecnych właścicieli Udziałów Bioton zapewnił
sobie wyłączność w negocjacjach nabycia Udziałów. Przedmiot działalności
Spółek obejmuje produkcję oraz handel lekami iniekcyjnymi. Spółki te
posiadają rejestrację 25 leków, które sprzedawane są głównie na rynku
szpitalnym. Strony ustaliły, że obecni właściciele Udziałów udostępnią
Biotonowi wszelkie informacje potrzebne do oceny sytuacji finansowej oraz
zobowiązań Spółek. Ponadto strony uzgodniły, że za Udziały jednej ze Spółek
Bioton zapłaci 5 mln EUR, a za Udziały drugiej ze spółek 12 mln EUR. Strony
mogą dostosować wysokość ceny do wyników badania przeprowadzonego przez
Bioton, wielkości sprzedaży, obrotu, historycznych wyników finansowych oraz
spodziewanych wyników Spółek w przyszłości. Strony uzgodniły, że płatność
ceny nastąpi w trzech równych ratach w następujący sposób. Równowartość
pierwszej raty ma zostać zapłacona w akcjach Biotonu w dniu zawarcia
ostatecznej umowy nabycia Udziałów, przy czym wartość akcji Biotonu zostanie
ustalona na podstawie średniego kursu akcji Biotonu z ostatnich 30 dni przed
zawarciem ostatecznej umowy nabycia Udziałów. Druga rata ma być płatna w
gotówce w ciągu 6 miesięcy od zawarcia ostatecznej umowy nabycia Udziałów.
Równowartość trzeciej raty ma zostać zapłacona w akcjach Biotonu w terminie
dwunastu miesięcy od zawarcia ostatecznej umowy nabycia Udziałów, przy czym
wartość akcji Biotonu zostanie ustalona w odniesieniu do średniego kursu
akcji Biotonu z okresu 12 miesięcy po zawarciu ostatecznej umowy nabycia
Udziałów oraz kursu akcji z dnia płatności ostatniej raty za Udziały. List
intencyjny wiąże strony do zawarcia ostatecznej umowy nabycia Udziałów, lecz
nie później niż do dnia 31.10.2006 r. Realizacja powyższej transakcji stanowi
kolejny bardzo ważny krok w realizacji globalnej strategii rozwoju Grupy
Bioton, zmierzającej do wejścia na rynek Europy Zachodniej. Bioton zamierza
wesprzeć Spółki w zakresie działań marketingowych mających na celu
rozpoczęcie sprzedaży tych i następnych, w przyszłości rejestrowanych leków
na rynku aptecznym. Bioton planuje również wykorzystać wolne moce produkcyjne
w jednej ze Spółek do produkcji leków iniekcyjnych poprzez elastyczne
zarządzanie produkcją w Polsce i we Włoszech, a także jako producenta
kontraktowego dla podmiotów trzecich. Zakład produkcyjny jednej ze Spółek
jest również przystosowany do produkcji form gotowych szczepionki przeciwko
wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Spółki są w trakcie rejestracji
kolejnych leków przeciwcukrzycowych, a także realizacji inwestycji w linię
technologiczną do produkcji leków onkologicznych :-co o tym sadzicie?