a dni wspólnego biletu mogą być policzone
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3044113.htmlNiepewny los wspólnego biletu kolejowo-miejskiego
Krzysztof Śmietana 02-12-2005 , ostatnia aktualizacja 01-12-2005 23:23
W styczniu miał obowiązywać już w całej Warszawie, ale kolejarze nie mogą dojść
do porozumienia z władzami miasta. Spierają się o pieniądze.
Na podstawie karty miejskiej od ponad dwóch miesięcy można jeździć pociągiem na
trasie z Ursusa do Dworca Wschodniego. Okazało się, że z tej możliwości
skorzystało mnóstwo ludzi. Wybrali pociąg, bo jest szybszy niż autobusy stojące
w korkach w przebudowywanych Al. Jerozolimskich. - Wydaliśmy aż 20 tys.
darmowych biletów, które razem z kartą miejską upoważniają do przejazdów
pociągiem. O wiele więcej niż się spodziewaliśmy - mówi Grzegorz Kuciński,
wiceprezes spółki Koleje Mazowieckie.
Umowa na temat wspólnego biletu z Zarządem Transportu Miejskiego obowiązuje
tylko do końca grudnia. - Czy będzie i przedłużona i rozszerzona na całą
Warszawę tak, jak obiecywano? - coraz częściej pytają się nasi czytelnicy, ale
Zarząd Transportu Miejskiego wciąż nie porozumiał się z Kolejami Mazowieckimi.
Spór dotyczy głównie pieniędzy. - Jeśli zainteresowanie wspólnym biletem okazało
się większe niż przewidywaliśmy, to my mamy większe straty i miasto musi nam
więcej dopłacić - twierdzi Kuciński. Nie mówi jednak o konkretnych kwotach,
których mieliby zażądać kolejarze. Być może będą one znane po analizie
badańmarketingowych, które są prowadzone od kilku dni na stacjach. Mają one m.in.
doprecyzować, ilu pasażerów jeździ koleją z kartą miejską na linii do Ursusa.
Igor Krajnow z Zarządu Transportu Miejskiego powiedział nam, że wspólny bilet w
całej Warszawie przyszłym roku będzie. - Ale nie wiem, czy pasażerowie zaczną z
niego korzystać od stycznia, lutego czy marca - zaznaczył.
Mieszkańcy Falenicy, Miedzeszyna czy Anina obawiają się, że bez wspólnego biletu
może panować zamieszanie na linii otwockiej. Od 11 grudnia kursującymi tam
pociągami Szybkiej Kolei Miejskiej nie będzie można jeździć za darmo. Gdyby
zaczął tam obowiązywać wspólny bilet, jego posiadaczowi byłoby obojętne, do
jakiego pociągu wsiadają - Kolei Mazowieckich czy SKM.
Zwłaszcza, że nowy rozkład jazdy SKM nie jest atrakcyjny dla pasażerów. Okazuje
się, że w dni powszednie pociągi będą jeździć regularnie tylko poza godzinami
szczytu. Rano lub po południu, gdy mieszkańcy jadą do pracy i z niej wracają,
składy mają się pojawiać na stacjach co półtorej, a nawet co dwie godziny. -
Wynika to z tego, że wnioski do rozkładu jazdy mogliśmy złożyć dopiero wtedy,
gdy mieliśmy już
gotowy pociąg i odpowiednie świadectwa, czyli w sierpniu.
Koleje Mazowieckie zgłosiły swoje propozycje o wiele wcześniej. Dla nas już nie
zostało zbyt dużo miejsca na torach - przyznaje Tadeusz Płoński z Szybkiej Kolei
Miejskiej.
Liczy jednak, że uda się wprowadzić pewne zmiany do rozkładu w lutym. O wiele
bardziej atrakcyjny dla pasażerów SKM ma być dopiero rozkład, który wejdzie w
życie za rok.