Czy udało się komuś na nowo???

tak szalenie, Joanni, chcesz wierzyć, że uda Ci się go odzyskac,że odpowiadasz
tylko na posty, które podtrzymują Twą nadzieję
ja też znam życie
długo zyję
i powiem Ci
albo wymyslisz plan odzyskania go, manipulowania nim tak, że pomysli, iż sam
gna do Ciebie stęskniony z powrotem, albo po baletach
absolutnie popiram inne głosy - ma inną kobietę i to jest powód
albo też, nie ma, tyle , że się znudził byciem z Tobą i im dłużej jest sam,tym
bardziej mu się to podoba, /skoro nie wraca/
jesli tak bardzo go chcesz, to w jednym i w drugim wypadku musisz byc wielką
manipulatorką
żadne tam sms-y i wyznania miłosne i że tesknisz
musisz najpierw wiedzieć z jakim rywalem masz do czynienia - inną babą czy
zachłystywaniem się przez niego wolnością
tak czy inaczej jednak, dobrze, by do niego od kogoś zaczeły docierać
informacje o Tobie
różne
sama wiesz najlepiej, co może go ruszyć
sprowokowac do wyjścia z nory i sprawdzenia co u Ciebie etc...
czas sprzyja rozpadowi tego związku na amen
przyjmij to do wiadomosci, jeśli gotowa jestes walczyć
a jesli walczyć, to , niestety, nie szczerością, objawami miłości, tylko wręcz
przeciwnie - tajemniczoscią, a moze się ktos znalazł, kto Cię rwie na chama, bo
jego nie ma, a może jakiś kolega czy koleżanka zadzwoniłby do niego i
powiedzial, że dzwoni, bo ma sprawe do Ciebie i nigdy wieczorami nie może Cię
zastać czy on wie, gdzie Ty moze jesteś itd.itd...
ja tak odzyskiwałam'
nie raz
MANIPULACJA i krycie swego bólu, miłosci, tęsknoty
powodzenia
Ola

 

Jak?

Jak?
Jak żyć po rozstaniu? Mija już czwarty miesiąc. Początkowo sporadycznie, ale
jednak, się spotykaliśmy, wysyłaliśmy do siebie smsy. Od prawie miesiąca, na
moją prośbę, nasze kontakty ograniczyły się do minimum. Nie spotykamy się,
nie kontaktujemy. Uznałam, że tylko w ten sposób, uda mie się o nim
zapomnieć. Kilka razy złamał moją prośbę, pisząc, że tęskni. Któregoś razu,
zapytałam się więc, dlaczego nie możemy dać sobie jeszcze jednej szansy.
Odpowiedział i ciągle to powtarza, że ciągle nie jest gotowy, ciągle nie wie
co do mnie czuje...
Już nie pierwszy raz piszę na tym forum na ten temat. Wybaczcie, ale
strasznie mi smutno. Nie mogę dać sobie z tym rady.
Tysiące razy już pisałam do niego smsy, ale rzadko decyduję się na ich
wysłanie. Nie chcę, choć on i tak wie co do niego czuję, żeby zobaczył,
usłyszał jak powoli umieram bez niego.
Myślałam, że taka przerwa w kontaktowaniu się coś mu uzmysłowi, że zrozumie.
Nie zaprzeczam zdarza mu się wysłać właśnie tęskniącego smsa, ale czy tak
powinna wyglądać walka o naprawę związku? Trudno mi uwierzyć, że po pięciu
latach bycia razem, na tak niewiele go stać. Nawet nie ma odwagi powiedzieć,
odchodzę na zawsze, tylko ciągnie tę swoją gierkę.
Wielokrotnie powtarzałam mu, że ja już do nie wrócę (strasznie mnie
skrzywdził tymi ciągłymi wątpliwościami i to już drugi raz), jednak do niego
nic nie dociera. Z drugiej strony wcale nie chcę, żeby tak się stało, nie
chcę żeby te całe pięć lat było tylko wspomnieniem.
Strasznie mi smutno, nie wiem już jak to wytrzymać. Pozdrawiam serdecznie

Czy on jest normalny ?

Czy on jest normalny ?
Spotykam się z facetem od 2 miesięcy. 2 - 3 razy w tygodniu. Dobrze nam razem,
ale....ja jestem gotowa do podjęcia śmielszych igraszek, a on nawet nie
próbuje ! Nic ! Poza spotkaniami jest dużo SMS, że tęskni itp. Nie wiem , co o
tym sądzić. Przecież chyba zdrowy mężczyzna , gdy kobieta jemu się podoba,
daje jej to przynajmniej do zrozumienia próbami ?! Mamy oboje po 50-ce.
Chętnie o tym podyskutuję.

LISTY DO NIEBA..!!!

Kochanie.. dzis mija 10 miesiecy... minely jak 1 dzien, ale kazdy
miesiac robi sie coraz dluzszy.. smutno mi i zle, teskno
strasznie..nikt nie jest w stanie Ciebie zastapic.. nikt..pogubilam
sie i sama to widze..Patrze na nasze zdjecia i widze tam szczescie,
ktos tu na forum pieknie napisal, ze szczescia nie da sie dotknac
ale mozna je sfotografowac... nasze oczy az blyszcza z radosci,
milosci.. a teraz? dziwnie zyje, robie dziwne rzeczy.. szukam Ciebie
tam gdzie kiedys Cie znalazlam... ale Ciebie tam nie ma... czekam,
caly czas czekam na telefon, na sms..omijam nasze miejsca, nie
jestem gotowa odwiedzac je bez Ciebie.
Ciężko mi, poradz co rrobic,zeby ratowac siebie. Opiekuj sie mna moj
Aniele Stróżu, tak jak kiedys. Wiem, ze jestes i ze kiedys jeszcze
otworzysz mi drzwi w tej bialej sportowej bluzie, ze smiejacymi sie
oczami i powiesz, czesc Myszko, stesknilem sie za Toba..

 

Pozdrowienia z...Polski ;)

Wrażenia z podróży? Hmmm 3 samoloty, koczowanie na lotnisku...ale w sumie
fajnie tylu różnych narodowości w życiu nie widziałam ;)
Po dotarciu na lotnisko zostałam owinięta w ciepły kożuch, szal, rękawiczki,
czapke. Dodatkowo aspirynka ....i mimo wszystko gardło drapie , katar.

Generalnie czuję się tu jakoś obco. W sumie nie było mnie w kraju tylko pół
roku a czuję się jakbym już tu nie pasowała. Nawet moja psinka mnie nie poznała.
W każdym razie cudownie było spotkać rodzinkę, przyjaciół (chociaż okazało
się , że nie wszyscy nimi pozostali...)Mimo to juz jestem gotowa do powrotu ;)

Hamada tęskni. Codziennie gadamy, tysiące sms-ów jak za dawnych czasów hehe
Kazał powtarzać każdemu,że pierwszy i ostatni raz puszcza mnie samą. Następnym
razem jedziemy razem. I wtedy rzeczywiscie może byc fajnie ;)

Aaaa i dodatkowo oznajmił, że przestał chodzić w zimowych ciuchach (jest
strasznych zmarźluchem)Czyli ciepełko musi byc juz mocno odczuwalne.
No cóż, byle do 21 ;)

Koniec po ponad 2 latach:(

27 latek -nic nie szkodzi;) Jak masz ochote właź tutaj do mnie i
narzekaj- razem sobie postękamy- naprawde;) A co do Twojej ex- to
mysle ze dlatego Cie unika bo boi sie konfrontacji tak jak moj ex.
Nie kocha cie, nie chce Cie juz i co wlasciwie ma powiedziec jak sie
zobaczycie? Oni sie tego boja dlatego nas unikają moj ex ma to samo-
tchorz nic wiecej.

Byli jego rodzice, bardzo miło z nimi spedzilam czas, jak za dawnych
czasów. Dowiedzialam sieze on spotyka sie z ta inna caly czas.
Ciekawa jestem tylko czy on z nia wogole bedzie ??? Bo on nie byl
gotowy na powazny zwiazek (tj.małżeństweo ze mna) a wpakowal by sie
z zwiazek z nia? Czy faktyczxnie moze chce ja pobzykac, pobyc
zaobaczyc jaka ona jest. Szczerze serce by mi pękło jakbym sie
dowiedziała, że im wyszło i weźmie z nia slub. Bo on jest tchorzem i
nawet jak juz mysle ze nie bedzie mial odwagi z nia zerwac majac ja
blisko. Ze mna poszlo mu łatwo bo jestem daleko i zrobil to przez
sms. Ku... jakie to ciezkie:(

Chcialabym byc z nim- boze tak bardzo tesknie a wiem ze on juz nie
jest dla mnie- i nie moge i nie powinnam tak myslec- czy to normalne?

kto podpowie?

kto podpowie?
mam pytanko. już pisałam ze zostałam zostawiona dokładnie 3 mce
temu. zaczełam sie umawiać na randki ale nie wiem czy ja jestem
jakaś inna czy z tymi facetami jest coś nie tak. Kazdy po tygodniu
znajomości twierdzi ze jestem jego drugą połówka , ze tylko ze mną
moze być szczesliwy. dwa tygodnie temu byłam u lekarza, poznałam
fajnego faceta, przystojny zabawny. umówiliśmy sie na kawe,
wymieniliśmy nr telefonów. potem znów sie umówiliśmy ale on ciągle
chce sie ze mną spotykac, mówie mu ze jeszcze nie jestem gotowa na
związek a on przysyła mi smsy ze teskni za mną, ze daje mu szczescie
i takie tam. kurcze nie wiem co ze mną nie tak ale nic nie czuje do
niego.

mariusz gotujacy romantyk panie tel514016804

mariusz gotujacy romantyk panie tel514016804
witaj to kiedy sie poznamy i spotkamy odpisz sms jak się zdecydujesz
pozdrawiam mariusz odpisz sms jak się zdecydujesz
tel514016804,Kochać jedną tylko osobę!Uważać za nieszczęście
przebywanie z dala od niej!Być gotowym wszystko przecierpieć, byleby
tylko być blisko ukochanej.Starać się jej podobać!Jeżeli nie można
być przy niej w rzeczywistości, to być przy niej przynajmniej
myślą.Kochać wszystko, co ją otacza: przyjaciół, dom, ubrania i
obrazy.Pragnąć, by ją chwalono, i nie znosić najmniejszej
przygany.Wierzyć jej we wszystkim i pragnąć, aby wszyscy
wierzyli.Pragnąć dla niej znosić niewygody i uważać takie cierpienia
za słodkie.Często płakać: z dala od niej - z tęsknoty, przy niej - z
radości.Zawsze tęsknić i zawsze pożądać.Służyć bezinteresownie, nie
myśląc nawet o żadnej nagrodzie jestem romantykiem 38lat lubie
gotowac bede grał filmie jako statysta jutro bedzie lepiej
pozdrawiam

Facet zamilkł - co ma robić?

izata1 napisała:

> Witam, oto moja krótka historia - poznaliśmy sie 3 tyg temu, Byly
prawie codzienne nieplanowane spotkania, sms:
> tesknie, cudo moje, zobaczyc cie - tylko o tym marze,

Jak bym usłyszała po 3 tygodniach "cudo moje" lub dostała
sms "zobaczyć Cię - tylko o tym marzę"...uciekłabym. Trąci kiczem
i "bajeranctwem".

> Po tygodniu stwierdzil, ze chyba jeszcze nie jest gotowy na
zwiazek,

Ekstra. Po tygodniu rozmowy o związku?!

> Tutaj wyjasniam - jestem starsza o 4 lata (30-26),

Przeprasza,ale sądziłam,że masz 30 lat. Facet to jakiś podrywacz,
chlapiący deklaracjami na prawo i lewo. Nie przyznawaj się nikomu,że
się dałaś tak omamić, bo to wstyd;-)

tel514016804 romantyk gotujacy szuka pani

tel514016804 romantyk gotujacy szuka pani
witaj to kiedy sie poznamy i spotkamy odpisz sms jak się
zdecydujesz pozdrawiam mariusz odpisz sms jak się
zdecydujesz tel514016804,Kochać jedną tylko osobę!Uważać za
nieszczęście przebywanie z dala od niej!Być gotowym wszystko
przecierpieć, byleby tylko być blisko ukochanej.Starać się
jej podobać!Jeżeli nie można być przy niej w rzeczywistości,
to być przy niej przynajmniej myślą.Kochać wszystko, co ją
otacza: przyjaciół, dom, ubrania i obrazy.Pragnąć, by ją
chwalono, i nie znosić najmniejszej przygany.Wierzyć jej we
wszystkim i pragnąć, aby wszyscy wierzyli.Pragnąć dla niej
znosić niewygody i uważać takie cierpienia za słodkie.Często
płakać: z dala od niej - z tęsknoty, przy niej - z
radości.Zawsze tęsknić i zawsze pożądać.Służyć
bezinteresownie, nie myśląc nawet o żadnej nagrodzie film
bede grał
jutro bedzie,lepiej lub pisz na e-mail mariusz1205@amorki.pl

mariusz tel514016804romantyk gotujacy

mariusz tel514016804romantyk gotujacy
witaj to kiedy sie poznamy i spotkamy odpisz sms jak
się,zdecydujesz pozdrawiam mariusz odpisz sms jak
się,zdecydujesz tel514016804,Kochać jedną tylko osobę!Uważać
za,,nieszczęście przebywanie z dala od niej!Być gotowym
wszystko przecierpieć, byleby tylko być blisko
ukochanej.Starać się,jej podobać!Jeżeli nie można być przy
niej w rzeczywistości, to być przy niej przynajmniej
myślą.Kochać wszystko, co ją,otacza: przyjaciół, dom, ubrania
i obrazy.Pragnąć, by ją,chwalono, i nie znosić najmniejszej
przygany.Wierzyć jej we,wszystkim i pragnąć, aby wszyscy
wierzyli.Pragnąć dla niej,znosić niewygody i uważać takie
cierpienia za słodkie.Często płakać: z dala od niej - z
tęsknoty, przy niej - z,radości.Zawsze tęsknić i zawsze
pożądać.Służyć,bezinteresownie, nie myśląc nawet o żadnej

zone tel514016804 romantyk gotujacy

zone tel514016804 romantyk gotujacy
witaj to kiedy sie poznamy i spotkamy odpisz sms jak
się,zdecydujesz pozdrawiam mariusz odpisz sms jak
się,zdecydujesz tel514016804,Kochać jedną tylko osobę!Uważać
za,nieszczęście przebywanie z dala od niej!Być gotowym
wszystko przecierpieć, byle,by tylko być blisko
ukochanej.Starać się,jej podobać!Jeżeli nie można być przy
niej w rzeczywistości, to być przy niej przynajmniej
myślą.Kochać wszystko, co ją,otacza: przyjaciół, dom,
ubrania
i obrazy.Pragnąć, by ją,chwalono, i nie znosić najmniejszej
przygany.Wierzyć jej we,wszystkim i pragnąć, aby wszyscy
wierzyli.Pragnąć dla nie,j,znosić niewygody i uważać takie
cierpienia za słodkie.Często płakać: z dala od niej - z
tęsknoty, przy niej - z,radości.Zawsze tęsknić i zawsze
pożądać.Służyć,bez,interesownie, nie myśląc nawet o żadnej
nagrodzie film bede grał jutro bedzie,lepiej lub pisz na
e-mail mariusz1205@amorki

Zaufać???Dać szansę?Gubie się!

Dziekuje wam
Narazie rzeczywoście przestałam myśleć, co będze to bedzie.
Ale narazie wiem to napewno-bez niego.
Serce nieraz mi się ściska.Pisze,że jest chory,że sam,że mu źle.
Jak przejść obojętnie, koło bliskiej jak by nie było osoby.
No ja mam z tym problem.Ale coraz mi lepiej.
Już nie odpisuję na jego nachalne smsy.Nie wysyłam sygnałów-jestem
gotowa.
Jednak jak patrzę na córkę,jak tęskni za nim,mówi o nim to trudno
nie dumać nad swoją decyzją.
Dodatkowo rodzinie byłoby bardzo na rękę gdybym skruszona wróciła.
Ja jednak pierwszy raz od lat,mam poprostu dobrze:)
Spokojnie-nie czekam po nocy z myślą "jakiż przyjdzie",nie truchleje
czy"wogóle wóci".
Nie czytam tych smsów od lasek(to było mega upakarzajce, jakiż z
niego lowelas hoho).Do tego notoryczny brak kasy-no bo przcioez ON
MUSI-wyjść,wyjechać,itd.....
Może te moje wyrzuty dodatkowo wynikają z tego,że spotykam się z
kimś.
Może jest mi za bezpiecznie,za dobrze,za spokojnie.
Może...

romantyk gotujacy szuka pani tel514016804

romantyk gotujacy szuka pani tel514016804
witaj to kiedy sie poznamy i spotkamy odpisz sms jak się zdecydujesz
pozdrawiam mariusz odpisz sms jak się zdecydujesz
tel514016804,Kochać jedną tylko osobę!Uważać za nieszczęście
przebywanie z dala od niej!Być gotowym wszystko przecierpieć, byleby
tylko być blisko ukochanej.Starać się jej podobać!Jeżeli nie można
być przy niej w rzeczywistości, to być przy niej przynajmniej
myślą.Kochać wszystko, co ją otacza: przyjaciół, dom, ubrania i
obrazy.Pragnąć, by ją chwalono, i nie znosić najmniejszej
przygany.Wierzyć jej we wszystkim i pragnąć, aby wszyscy
wierzyli.Pragnąć dla niej znosić niewygody i uważać takie cierpienia
za słodkie.Często płakać: z dala od niej - z tęsknoty, przy niej - z
radości.Zawsze tęsknić i zawsze pożądać.Służyć bezinteresownie, nie
myśląc nawet o żadnej nagrodzie jestem romantykiem 38lat lubie
gotowac bede grał filmie jako statysta jutro bedzie lepiej
pozdrawiam

nie wiem co o tym myslec... :-(

nie wiem co o tym myslec... :-(
Bylam z chlopakiem przez 2,5 roku. Bardzo sie kochalismy. Ostatni rok dal nam
popalic - studia w osobnych miastach, on zaczal prace, mial dla mnie malo
czasu... Klocilismy sie o byle co. Czesto z mojej winy. W maju nie moglam
wytrzymac i zerwalam z nim. Chcialam wrocic, ale on powiedzial, zebysmy przez
wakacje byli osobno, bo chyba nie jest gotowy, by miec dziewczyne. Przez
wakacje mieszkamy gdzie indziej, tez w innych miastach. Dzwonil do mnie co 2-3
dni, mowil ze teskni. Ostatnio spotkalam go na starowce okolo polnocy z jakas
kobieta. Szli tylko obok siebie. Wiem ze czesto pracuje do pozna. Powiedzial,
ze jest u klienta i ze chcial rzucic okiem na miasto. Znam go za dobrze i
wiem, ze nie klamal. Obiecal, ze nastepnego dnia zadzwoni i ze za tydzien do
niego przyjade... Mija dzis 3 dzien, a on nie dzwoni :-( Wysylam smsy,
dzwonie, ale on nie odpowiada. Martwie sie co sie dzieje. Mam juz nie miec
nadziei? Tak z dnia na dzien? Po prawie 3 latach zwiazku?

zastanawiałyście się co by było gdyby...

jestem gotowa mu to wszystko powiedziec,ale jak mam sie teraz
zachowywac?dzisiaj np wyslal mi sms ze u niego wszystko ok,ze nie
moze doczekac sie czwartku,ze teskni,kocha...ja juz nie wiem co
odpisywac?mam pisac ze wszystko jest dobrze...nie chce tak przez
smsy ale tez nie moge wcale sie odzywac bo pomysli ze cos jest nie
tak...zawsze wieczorem mu pisze smsa na dobranoc..co mam mu teraz
napisac?mam go teraz oszukiwac?a w czwartek wszystko wyjasnic?

kto wazniejszy ja czy facet?

kto wazniejszy ja czy facet?
Z mojej winy, ale z wyzszych pobudek nie widzialam sie z moim chlopakiem
ponad 2 miesiace , chyba 3 nawet. Myslalam, ze nasz znajomosc sie skonczy, bo
naprawde nie bylam w stanie sie spotkac...(sila wyzsza, nie chce o tym
opowiadac na forum). Ciezka sprawa, ale obiecalam ze mu o tym wszystkim
powiem, nie zaleznie od tego czy bedzie juz z kims innym, nie zaleznie od
tego jak zareaguje na to co powiem. Uznalam, ze jestem mu to winna. Aby on
nie czul sie winny i takie tam...
Minelo duzo czasu. Teraz jestem gotowa aby sie spotkac. On caly czas wysylal
smsy, mile smsy, dodawaly mi sily:). Stwierdzilam, ze opowiem mu cala prawde.
Pal licho. W ta albo w ta. Podziwialam go za wytrwalosc. Uznalam, ze naprawde
musi mu zalezec, a ja to docenie!
No i wrocilam, a on wyjechal. To po co pisal, ze teskni itp. Ja musze
przeprowadzic teraz sporo zmian w swoim zyciu. Chcialam zobaczyc jaki on ma
to poglad, moze zamiescic go w swoich planach, jesli by chcial. Teraz musze
dzialac sama. Nie patrzec na niego. Bo czas nagli. On ma wrocic za pare dni.
Ale moge tzn. musze w tym czasie podjac wazne decyzje dot. wynajecia
mieszkania, pracy itp....Nie wiem co robic?

Co dla Was oznacza przyjaźń?

Przyjaźń?? Umiera z chwilą gdy zaczynamy czerpać z niej korzyści tylko dla siebie. Kiedy nie potrafimy powiedzić "nie" a druga strona tego "nie" nie potrafi przyjąć. Przyjaźń... Kiedy dzwonisz o 2 nad ranem becząc w słuchawke i nie usłyszysz "czy wiesz która jest godzina??" Kiedy gotowa jestes postawić cały dom na głowie bo obiecałas coś pożyczyc a nie mozesz znaleść. Przyjaźń to słowa które wypowiadasz do drugiej osoby a ona chłonie je całą soba a jej twarz wyraża skupienie i zrozumienie. A kiedy jedziecie razem tramwajem to dokładnie wiecie na jakim przystanku wysiąść - bez słów. Przyjaźń jest kiedy wysyłam do niej 10 sms dziennie bo sie martwię że jest smutna bo tak daleko i nie moge z nią pogadac i pocieszyć. Powiedzieć aby sie nie martwiła, że myślę o niej cały czas. Przyjaźń to kiedy tesknie za nią, kiedy brakuje mi jej ciepła i dobrych słow. Kiedy chcę zrobić dla niej więcej niż moge. Kiedy powierzam jej swoje najskrytsze tajemnice bo wiem że tajemnicą pozostaną. Przyjaźń to uczucie którego ucze się na nowo. Bo znalazłam kogos kto podarował mi czastkę siebie bezwarunkowo, tak poprostu. Stanął i posłuchał a potem kiedy myślałąm że trace grunt pod stopami złapał za rękę i nie pozwolił upaść... To jest przyjaźń. bajbus

wszystko da sie przezyc


Miss_lavender, mozesz mnie pytac o co zechcesz, jestem osoba otwarta i sama
wiele bym dala gdyby dwa lata temu ktos zechcial mi opowiedziec o zyciu we Fr.i
z Francuzem, niestety wtedy nie znalam forum wiec wszystkiego ucze sie sama.
Jesli chodzi o nasz zwiazek, na odleglosc trwal ponad rok, poczatkowo nie bylam
zupelnie zaintersowana moim obecnym mezem (myslami i sercem bylam w Australii)
ale on sie uparl. No i przyjezdzal(wtedy jako znajomy) w zw. ze swoja praca tak
czesto jak tylko mogl, tzn. raz na 2,3 m-ce. Pozniej kiedy temat mojego
"Aborygena"przestal istniec i bylam gotowa na cos nowego a i moj ukochany zaczal
sie troche niecierpliwic przyjezdzal czesciej, tzn. raz na m-c no i ja odwazylam
sie przyjechac do Fr. pierwszy raz. Poza tym dzwonil do mnie kilka razy w tyg. a
te rozmowy trwaly wieki, ponadto ok. 30 sms-ow dziennie, tak to mniej wiecej
wygladalo. Musial sie naprawde b. ale to b. starac bo po pierwsze mialam zlamane
serce a poza tym nie bardzo ufalam jakiemus tam przypadkowo poznanemu
Francuzowi. Teraz moge powiedziec ze naprawde wygralam, moj maz jest cudownym,
pogodnym i wspanialym czlowiekiem, Boze jak to dobrze ze spotkalam go w pore, a
to ze jest Francuzem nie ma zadnego znaczenia, to jest w koncu Europa i naprawde
roznice kulturowe sa niewielkie. Jesli chodzi o bagietki to wierz mi ze tesknie
za razowym chlebem, zurkiem i innymi polskimi przysmakami ale to jest cena jaka
sie placi kiedy wyjezdza sie z kraju i wierz mi sa dni kiedy tesknisz tak bardzo
ze wydaje sie ze zwariujesz, ale nie chce Cie przerazac, jesli jest sie z kims
kto cie kocha i wspiera takie smutki szybko przechodza. Nie wiem czy
odpowiedzialam na Twoje pyt., jesli chcesz sie jeszcze czegos dowiedziec,
chetnie pomoge. No i jeszcze zapomnialam dodac ze mieszkamy w Paryzu.
Pozdrawiam.

4 lata zwiazku, zdrada, przebaczenie...

4 lata zwiazku, zdrada, przebaczenie...
Witam.
Po krotce przedstawie moja sytuacje:
Jestesmy w zwiazku prawie 4 lata, oboje dobiegamy 30-tki, od 2 lat mieszkamy
razem. Mielismy za soba chwile szczesliwe, bywaly klotnie - ale zawsze sie
godzilismy. Moja połówka zawsze mowila ze mnie kocha, ja tez jej to mówiłem
ale rzadko, bardziej chciałem to okazywać czynami...
Chiała abyśmy się pobrali, ale zwlekałem...

5 miesiecy temu moja połówka wyjechałą zagranice w celach zarobkowych,
pisalismy do siebie maile, sms-y... itd. Dostałem z początku kilka takich
maili, w każdym było że tęskni, kocha... Po jakimś czasie wymiana stała się
prawie jednokierunkowa - pisałem ja, otrzymywałem odpowiedzi "suche" - o
pieniadzach, niewaznych sprawach...

Dowiedzialem sie że mnie zdradziła, zakochala sie [podobno na amen] w kims
kilka lat starszym [obcokrajowiec],
po rozwodzie, z dzieckiem, zamieszkała z nim...
Twierdzi że on ja kocha, dba o nią...

Wiem też że jednak coś do mnie czuje, w końcu byliśmy razem tyle czasu, wiem
że bedzie chciala po powrocie podjac decyzję co wybrać, ale ostatnie nasze
rozmowy przez internet byłu dla mnie bardzo smutne, przypominała mi przykre
rzeczy, pisała że kocha, ale miłość nie wystarczy, że teraz ma troche spokoju
i nie wie czy nie chciałaby żeby tak zostało.. Tak jakby chciała mnie zrazić
do siebie.

Ważna rzecz: ona nie wie, że ja wiem o wszystkim (prawie wszystkim).
Chcę z nią porozmawiać w cztery oczy, wyznać co czuję, wręcz wykrzyczeć, bo
prawda jest taka, że bardzo ją kocham, myślę o niej, chcę z nią żyć,
chcę żebyśmy wszystko sobie powiedzieli, chcę jej przebaczyć, [już jej
przebaczyłem tylko muszę jej to powiedzieć].
Chciałbym też zakończyć ten konkubinat a zacząć ... sami wiecie.

Czy sytuacja jest do uratowania?
Co mam jej powiedzieć , co zrobić aby ze mną została? Jestem gotów na wszystko.

Proszę o odpowiedzi tylko osoby z podobnymi doświadczeniami/przezyciami.
a może na inne forum sie zgłosić?

pstryk i nie ma już nic?

pstryk i nie ma już nic?
Witam, chciałabym się poradzić kogoś w pewnej sprawie. Może najpierw krótko
przedstawię o co mniejwiecej chodzi. Parę lat temu poznałam bardzo
interesującego faceta, z którym się wiele razy spotkałam. Gdy się spotykaliśmy
czas stawał w miejscu, wszystko było kolorowe. Później niestety On wyjechał na
kilka miesięcy za granicę, po przyjeździe poznał dziewczynę z którą potem był
1,5 roku, związek skończył się w dość nieprzyjemny sposób (Ona go zdradziła).
Po kilku tygodniach zaczęliśmy znów pisać, spotykać się, jednak on poprosił o
trochę czasu, bo nie był gotowy się angażować... tak więc przez ten czas
rzadko rozmawialiśmy, w ogóle sie nie spotykaliśmy. po jakiś 2 miesiącach znów
zaczął się odzywać, pisał, że tęskni za mną, umówiliśmy się na kolacje, do
czasu tej kolacji pisał codziennie, że nie potrafi się doczekać naszego
spotkania. Przyszedł dzień kolacji, wszystko było ustalone, 10 minut przed
czasem zadzwonił i powiedział ze już wyjeżdża z domu. Po kilku minutach
zadzwonił i powiedział " Nie mogę, nie wiem czy będę w stanie jeszcze.." teraz
nie odbiera telefonów, nie odzywa się... Rozumiem to, że może nadal kochać tę
dziewczynę, boi się, ale dlaczego nagle zmienił zdanie? przez jakiś tydzień
(przed kolacją) pisał codziennie sms-y rano i wieczorem, rozmawialiśmy i było
wszystko ok? a teraz? nie wiem kompletnie co mam teraz zrobić, nie chcę się
narzucać, ale też chciałabym wiedzieć dlaczego? wiem, że rozmowa byłaby
najlepsza, ale On nie odbiera telefonów, a pojechać do niego nie mogę bo biłam
kilka miesięcy temu u niego i sama tam nie trafie :/

Podryw.....

Ja mysle,ze oni te podreczniki jak oszukac potencjalnego
turyste/turystke to im juz w szkole w wieku lat 10 daja.w hotelu w
ktorym spedzalam wakacje na recepcji jako bagazowy pracowal
chlopiec wiek max 15lat,natyle natomiast byl juz obeznany w te
taktyki z "podrecznika" ze kiedy zostal wyslany by otworzyc mi
zaczasniete drzwi,nie obawial sie wziac mnie za reke i domagc sie
pocalunku.Mimo tego iz widzial mnie parokrotnie z rodzina.
Nastepny byl kelner,wydawal sie calkiem sympatyczny,zawsze
usmiechniety a to dolewal konczace sie wino,pytal czy nic nie
brakuje.I takim sposobem ujal nasze serca,no bo my Polacy z gosciny
slyniemy ,to kiedy ktos dla nas dobry,uczynny dlaczego bysmy na
niego wilkiem patrzec.No i zaczelo sie bajerowanie dnia
kazdego,wypraszanie drinkow,piw dla kolegow ,oczywiscie nie dla
niego bo on nie pijacy.Potem oprowadzenie nas po miescie,na koniec
wymiana telefonow i KOSZMAR zcas zaczac.10tki smsow na dzien
(oczywiscie z poczatku same ochy,achy,jaka to ty piekna jestes,jak
to on teskni itd...),natarczywe telefony po 15 nieodebranych.Na nic
sie zdaly wyjasnienia,bylam w pracy,sprzatalam,robilam zakup
itd...nawet sam maz nie przeszkadzal.Byle by do celu dotrzec a celem
bylo napoczatku wyslanie zaproszenia,a potem nagle sie okazalo ze po
co mu same zaproszenie jak on pieniedzy na wize nie ma ,wiec mu ze
4tys zlotych potrzebne.I tak to sie nagle milusie smsy skonczyly na
poczet,pisania ze ile jeszcze on ma czekac,ze on tak juz w tym swoim
kraju zyc nie moze,ze przeciez jest moim przyjacielem a ja mu oomuc
nie chce,ze cyba go nie zawiode(nikt ambitny nie chce nikogo zawiesc
przeciez),az ktoregos dnia zostalam zwolniona z pracy,o czym jakze
oddanego tunezyjskiego przyjaciela powiadomilam.I jakie smsy
dostalam.Ze co z nim teraz,ze przeciez on tyle czekal,ze juz ma
wszystko gotowe,ze gdzie ta kasa co mialam poslac i to
zaproszenie.Ze co on ma robic niby to tak zostawic? Odpisalam wiesz
jaka jest teraz moja sytuacja ,a zrobisz co uwazasz.A on odpisal to
narazie.Nagle przyjazn sie skonczyla,niewazne dla niego bylo moje
polozenie,ze rodzina,trudna sytuacja finansowa.I co moje
kochane ,kolejny sms juz nie przyszedl znajomosc sie skonczyla,bo
nic warta juz nie bylam,po co taka bezrobotna komu,kasy nie
posle,prezentow tez nie.I jak tu nie wierzyc forumowiczka

wystawił mnie...

Znajdziesz sobie nowego, ktory bedzie pamietal o Tobie w kazdej minucie. Tesknil
za twoim glosem w sluchawce. Poranne SMSy, ze jeszcze troszke, ze juz zaraz
bedzie gotowy, ze go juz jutro zobaczysz w calej okazalosci.

Szukaj, poznasz go po glosie ...

Powiedziec czy zachowac bol w sercu ...Dylemat

Powiedziec czy zachowac bol w sercu ...Dylemat
Poznalam tego chlopaka w pracy. Pracowal w moim biurze pietro
nizej.Nie chcialam sie wiklac w tego typu sytuacje zwlaszcza z kims
kto ze mna pracuje.
Im czesciej jednak z nim rozmawialam tym bardziej czulam ze go
lubie.. bardziej niz tylko kolege z pracy. Bylismy wiecej niz
przyjaciolmi. Ukrywalismy nasza znajomosc przed wszystkimi w pracy.
Sypialismy ze soba. Mieszkal 10 minut piechota ode mnie.
Sypial u mnie. Przez pewien czas byly to jedynie pieszczoty
pocalunki i duzo przytulania. Ale po miesiacu wkoncu to zrobilismy,
i w kolejnych dniach znow. Jednak widocznie popelnilam blad... bo on
zaczal zachowywac sie inaczej...zdawkowo. Pozniej wyjechal na dwa
tygodnie.
Przypadkowo lub nie weszlam na jego profil na jednym z portali.
Dziewczyna ktora wczesniej umiescila komentarz 'kochanie tesknie'
nagle zaladowala wspolne zdjecie z nim na ktorym go przytula.
Nie wiedzialam co poczac przez dwa dni. Wkoncu odwazylam sie i
wyslalam sms z pytaniem co to ma znaczyc? Czy wrocil do swojej bylej.

Odpowiedzial ze nie wrocil.. ze przynajmniej nie sadzi..
Ale ze ona ma wciaz nadzieje.
Pozostalo mi jedynie zaufac mu.. wkoncu zwiazek polega na zaufaniu
na kazdym z jego etapow.

Po jego powrocie trzymal sie tej samej wersji z ta jednak roznica ze
powiedzial ze nie jest gotowy na powazny zwiazek i ze woli isc z
biegiem wydarzen i lepiej mnie poznac.Wsiadajac do taksowki po
naszym spotkaniu pocalowal mnie w usta i nim doszlam do skrzyzowania
wyslal wiadomosc ze przykro mu ze wciaz trzyma mnie w niepewnosci
ale musi mnie bardziej zglebic. Ja napisalam ze bardzo pragne z nim
byc i czy on jednak tez tego pragnie. Odparl... tak ale nie wiem
czy...
Nastepnie kontakt sie urwal.
Przez caly kolejny tydzien zdawkowo odpowiadal na wszelkie moje
proby rozmowy...wiedzialam ze mial wtedy wielkie problemy w pracy i
problemy z mieszkaniem wiec staralam sie nie naciskac bo wiedzialam
pod jaka presja byl.. jednak mimo to oczekiwalam szczerosci.
Kolejnego weekendy umowilimy sie na drinka, poznalam jego znajomego
z ktorym czesto sie spotykal. Nie spodziewalam sie ze okaze sie ze
znajomy jest narzeczonym straszej siostry jego dziewczyny, bo tak
sie ow znajomy wyrazil. Byl w niewatpliwie takim samym szoku jak ja.
Rozmawialismy do rana gdyz moj krolewicz zdazyl juz zasnac w lozku
swojego znajomego. Postanowilismy poinformowac o tej sytuacji owa
dziewczyne.
Rozmawialam z nia przez internet....
Lecz ona wciaz wierzy jemu.. on sie wyparl wszystkiego.. a ja jestem
ta najgorsza, psychicznie chora.

Czy dobrze zrobilam mowiac jej czy powinnam podkulic ogon i zabrac
swoja dume ze soba...
Czy kobiety naprawde chca sie oklamywac....az tak!

Nie umiem sobie z tym poradzić :((((((((((((((((((

O rany, jak to czytałam, przypomniała mi sie sytuacja z moim byłym...tez
zerwał, ale chciał się spotykac, niby chciał wrócić ,ale jak przyszło co do
czego, wcviskał, że nie czuje się jeszcze gotowy, itp. Były rozmowy,
nieustające próby wyjaśnienia naszej sytuacji - razem czy osobno, były
pocałunki i przytulania, bez wyjaśnienia sytuacji, przede wszystkim błya wielka
niepewnośc, nie wiedziałam na czym stoję, czy jest szansa na bycie razem
(chciałam tego), on się platał w zeznaniach...W końcu powiedziałam: dość.
Odcięłam się od niego. przestałam do niego dzwonić i wysyłac smsy. Czekac na
niego po zajęciach. Podchodzić do niego przed salą( studiowalismy na tym samym
roku). zaczęłam bywać w miejscach, w których on nie bywał, spotykac się z
innymi ludźmi, odświeżać stare kontakty, wychodzić bez niego, żeby nie siedziec
wieczorem i nie szlochać w poduszkę, nie czekac na znak...Po pewnym czasie
uniezalezniłam się psychicznie, juz nie walczyłam ze soba, żeby nie wysyłac mu
smsa, nie czułam takiej potrzeby. Wkręciłam sie w paczkę znajomych i z nimi
spędzałam swój czas. W końcu umówiłam się z kolega z paczki i zakochalismy sie
w sobie. Jesteśmy razem do dziś. A tamten mój były po paru miesiącach
nieodzywania się nagle doszedł do wniosku, że nie wie, co u mnie słychac, że
kontakt się urwał, przestałaM go nachodzić, dręczyć smsami, naglr odczuł brak
mojej osoby i sam zaczął się do mnie odzywać. Poczuł, że mu mnie brakuje, że
tęskni i chciał to zmienić. Gdy dowiedział sie, że już mam kogoś, przejął sie
na serio. Role sie odwróciły, teraz to on mnie nachodził, dzwonił, smsował,
zasypywal rozmaitymi propozycjami, błagał, bym nie łamała mu serce, żebym do
niego wróciła, że mnie kocha i że życ beze mnie nie może. Ale było juz za
późno. A ja nie żałuję.

Tobie serdecznie radzę, odetnij się od niego. Na jakis czas. NIe dzwon, nie
esemesuj, wyłącz się zupełnie. I zacznij wychodzić do ludzi, umawaiaj się z
kolezankami, kolegami, imprezuj, chodź w takie miejsca, gdzie go nie spotkasz.
Uniezależnij się. zobaczysz, po pewnym czasie minie ci ten stan. A on? Życie
płata różne figle, więc może nagle zechce do ciebie wrócić...

Facet zamilkł - co ma robić?

Facet zamilkł - co ma robić?
Witam, oto moja krótka historia - poznaliśmy sie 3 tyg temu, od
samego poczatku byla to bardzo intensywna znajomosc, zakochiwałam
się w nim szybko. Byly prawie codzienne nieplanowane spotkania, sms:
tesknie, cudo moje, zobaczyc cie - tylko o tym marze, i wiele innych
bardzo bliskich, milych, kochanych, idealnych slow..
Po tygodniu stwierdzil, ze chyba jeszcze nie jest gotowy na zwiazek,
ktory wg niego idzie w kierunku zwiazku na stale, bardzo powaznego.
Tutaj wyjasniam - jestem starsza o 4 lata (30-26), on byl bardzo
dlugo z kobieta, ktora byla jego pierwsza i jedyna, planowali slub,
rodzine itd, ale pol toku temu rozstali sie. On wyjechal do innego
miasta. Ja jestem z tego miasta co ona. On mieszka 50 km dalej.
W sumie nie wyjasnil o co mu chodzi. Spytalam czego ode mnie
oczekuje, odpowiedzial, ze cierpliwosci. Spotkalismy sie po tej
rozmowie, bylo znowu cuuuudownie, jeszcze lepiej niz poprzednio,
czulismy sie bardziej bliscy sobie. Ale potem nagle cisza, zdawkowe
smsy, kiedy zapytalam, czy u niego ok, odpisal, ze nie.
Zaproponowalam, ze zawsze moge go wysluchac i pomoc, jesli bede w
stanie. Powiedzial, ze pamieta o tym i ze super, ze jestem. Minelo 4
dni, nie napisal, nie zadzwonil, zadnego kontaktu.
Dziwi mnie to, bo facet jest naprawde kulturalny, wiec odezwanie
sie, uspokojenie mnie, albo po prostu przekazanie informacji, ze nie
ma ochoty na spotykanie sie ze mna to przejaw kultury i szacunku.
Tesknie za nim, chce zeby sie odezwal, ale ja ostatnio pierwsza
napisalam do niego. Nei moge pisac i nagabywac go, ale tez chce od
nniego szacunku.
Co robić?
czekac na wiadomosc od niego i myslec o nim i cierpiec?
odezwac sie?
probowac zapomniec?
Pomozcie mi kochani...

On milczy - Panowie - pomóżcie-co robić?

On milczy - Panowie - pomóżcie-co robić?
Witam, oto moja krótka historia - poznaliśmy sie 3 tyg temu, od
samego poczatku byla to bardzo intensywna znajomosc, zakochiwałam
się w nim szybko. Byly prawie codzienne nieplanowane spotkania, sms:
tesknie, cudo moje, zobaczyc cie - tylko o tym marze, i wiele innych
bardzo bliskich, milych, kochanych, idealnych slow..
Po tygodniu stwierdzil, ze chyba jeszcze nie jest gotowy na zwiazek,
ktory wg niego idzie w kierunku zwiazku na stale, bardzo powaznego.
Tutaj wyjasniam - jestem starsza o 4 lata (30-26), on byl bardzo
dlugo z kobieta, ktora byla jego pierwsza i jedyna, planowali slub,
rodzine itd, ale pol toku temu rozstali sie. On wyjechal do innego
miasta. Ja jestem z tego miasta co ona. On mieszka 50 km dalej.
W sumie nie wyjasnil o co mu chodzi. Spytalam czego ode mnie
oczekuje, odpowiedzial, ze cierpliwosci. Spotkalismy sie po tej
rozmowie, bylo znowu cuuuudownie, jeszcze lepiej niz poprzednio,
czulismy sie bardziej bliscy sobie. Ale potem nagle cisza, zdawkowe
smsy, kiedy zapytalam, czy u niego ok, odpisal, ze nie.
Zaproponowalam, ze zawsze moge go wysluchac i pomoc, jesli bede w
stanie. Powiedzial, ze pamieta o tym i ze super, ze jestem. Minelo 4
dni, nie napisal, nie zadzwonil, zadnego kontaktu.
Dziwi mnie to, bo facet jest naprawde kulturalny, wiec odezwanie
sie, uspokojenie mnie, albo po prostu przekazanie informacji, ze nie
ma ochoty na spotykanie sie ze mna to przejaw kultury i szacunku.
Tesknie za nim, chce zeby sie odezwal, ale ja ostatnio pierwsza
napisalam do niego. Nei moge pisac i nagabywac go, ale tez chce od
nniego szacunku.
Co robić?
czekac na wiadomosc od niego i myslec o nim i cierpiec?
odezwac sie?
probowac zapomniec?
Pomozcie mi kochani...

jak to jest??

jak to jest??
Czesc,

facet ktory mi sie podoba 5 miesiecy temu rozstal sie z dziewczyna z ktora
byl 4 lata (dodam ze ma teraz 21 lat, czyli mial 16-17 lat jak zaczal z nia
byc). Powod rozstania: zamieszkali ze soba przez 4 miesiace i zaczely sie
klotnie "o nic". Generalnie to czlowiek wrazliwy (od dziecinstwa nie mial
mamy- zmarla jak sie urodzil, tata go wychowal). Podejrzewam ze jest osoba
ktora latwo sie przywiazuje i potrzebuje stabilnosci i czulosci. Poznalismy
sie ok miesiaca temu na wakacjach jak opiekowalam sie dziecmi (dorabiam jako
niania:) ). Czasem mialam wrazenie ze jestem mu bliska, ze chcialby zeby
miedzy nami cos bylo, ale nagle stawal sie obojetny i gdzies "odplywal".
Bardzo mi na nim zalezy, bardzo chcialabym zeby "cos" z tego wyszlo. Nie bylo
miedzy nami fizycznej bliskosci...Sadzicie ze po 4 latach zwiazku, i w 5
miesiecy da sie "poradzic" sobie z uczuciami i emocjami? Tak jakby pogodzic
sie ze nie jestesmy juz razem?? Teraz smsujemy z czesotliwoscia "jego" ok co
4 dni. Boje sie ze on nic nie chce bo nie jest jeszcze gotowy, chce sie ze
wszystkim uporac, potrzebuje czasu... Co Wy na to?? Prosze pomozcie mi bo
dostaje swira. A moze chodzi o cos innego. Wyslalam mu sms: "Nie wiem
dlaczego o Tobie mysle chociaz miedzy nami nic nie bylo..."/ a on mi na
to: "Bardzo mi milo ze o mnie myslisz- mam nadzieje ze jako o koledze a to
dlatego ze mam dziewczyne". Ale podejrzewam ze nie ma bo przez 2 tyg naszej
znajomosci chociaz by wspomnial, a tego nie zrobil, chociaz gadalismy o
naszych zwiazkach damsko-meskich. Nie wiem jak interpretowac jego odpowiedz.
Jesli ktos znajdzie czas to prosze niech wystuka swoja opinie, moze mial
podobna sytuacje. Tesknie za nim i nie moge sie na niczym innym skupic. Moi
znajomi reaguja: Daj sobie spokoj!- a ja nie potrafie...
Dzieki!

Mam dość i będę wył jak wilk...!!!

Ok! Ok! Już jestem drogie Panie... ;)
Ale się wątek rozhulał... Człowiek zamknie kompa, wyjdzie na piwo z kumplami,
wróci do domu późną porą, wstanie rano, odpali niechcący forum i
niespodzianka... ;)

Moje drogie Panie. To prawda, że cały czas trochę gonię za byłym związkiem, ale
czas się już pożegnać z sentymentem... Po raz pierwszy tak naprawdę byłem gotów
powiedzieć: Kocham Cię tak bardzo, że chcę spędzić z Tobą całe życie, chcę
żebyś była matką moich dzieci, moje uczucie nigdy się nie zmieni, jestem tego
pewien, żyję dla Ciebie. Ile z Was do tej pory chciało to usłyszeć a nie udało
się? Nieważne. Związek szlag trafił z taich czy innych przyczyn, trzeba sobie
poradzić obecnie. Dziękuję, romansuję, mam zainteresowania, nie ograniczam się,
próbuję nowych wrażeń, ciągle ją trochę kocham. Obecnie mam etap racjonalny ;)
Nie udało się, a więc nie miało prawa się udać, nic na siłę. Staram się tylko
powiedzieć, że JA PO PROSTU NIE NADAJĘ SIĘ NA PRZYJACIELA SWOJEJ BYŁEJ!!! Nie
chce mnie w tej roli, nie będzie miała wcale. Zresztą i tak jej zabiegi w
zasadzie wskazują na to, żebym się odpieprzył, pomimo zapewnień, że wcale tak
nie jest, że lubi się ze mną spotykać itp. Ciekaw jestem jednego, czy laska
pomyśli sobie: Kretyn, obraził się... czy może choć odrobinę będzie jej
przykro. Chociaż racjonalnie rzecz biorąc piękne kobiety z taką klasą jak one
nigdy nie są w życiu samotne ;) Nie dołujcie się tak moją sytuacją. Jade
dzisiaj do jednej poznanej w zeszłym tygodniu piękności. Tęskni za mną,
napisała mi wczoraj SMSa na dobranoc o treści: "Dobranoc ;)". Kocha mnie
normalnie ;)))

Mam dość i będę wył jak wilk...!!!

Oj, cos mi sie wydaje , ze niezly z ciebie)
amancik. Czyzby to byla przyzcyna odejscia od ciebie twojej kobiety?

manekin1 napisał:

> Ale się wątek rozhulał... Człowiek zamknie kompa, wyjdzie na piwo z kumplami,
> wróci do domu późną porą, wstanie rano, odpali niechcący forum i
> niespodzianka... ;)
>
> Moje drogie Panie. To prawda, że cały czas trochę gonię za byłym związkiem,
ale
>
> czas się już pożegnać z sentymentem... Po raz pierwszy tak naprawdę byłem
gotów
>
> powiedzieć: Kocham Cię tak bardzo, że chcę spędzić z Tobą całe życie, chcę
> żebyś była matką moich dzieci, moje uczucie nigdy się nie zmieni, jestem tego
> pewien, żyję dla Ciebie. Ile z Was do tej pory chciało to usłyszeć a nie
udało
> się? Nieważne. Związek szlag trafił z taich czy innych przyczyn, trzeba sobie
> poradzić obecnie. Dziękuję, romansuję, mam zainteresowania, nie ograniczam
się,
>
> próbuję nowych wrażeń, ciągle ją trochę kocham. Obecnie mam etap
racjonalny ;)
> Nie udało się, a więc nie miało prawa się udać, nic na siłę. Staram się tylko
> powiedzieć, że JA PO PROSTU NIE NADAJĘ SIĘ NA PRZYJACIELA SWOJEJ BYŁEJ!!! Nie
> chce mnie w tej roli, nie będzie miała wcale. Zresztą i tak jej zabiegi w
> zasadzie wskazują na to, żebym się odpieprzył, pomimo zapewnień, że wcale tak
> nie jest, że lubi się ze mną spotykać itp. Ciekaw jestem jednego, czy laska
> pomyśli sobie: Kretyn, obraził się... czy może choć odrobinę będzie jej
> przykro. Chociaż racjonalnie rzecz biorąc piękne kobiety z taką klasą jak one
> nigdy nie są w życiu samotne ;) Nie dołujcie się tak moją sytuacją. Jade
> dzisiaj do jednej poznanej w zeszłym tygodniu piękności. Tęskni za mną,
> napisała mi wczoraj SMSa na dobranoc o treści: "Dobranoc ;)". Kocha mnie
> normalnie ;)))

zakazana miłość :/

Moj ostatni dzien w irlandii i weszlam zobaczyc do was.

Podzialo sie wiele,nie da sie w skrocie opowiedziec, ale sprobuje:

po powrocie z majorki tak jak sie umawialismy podjal kroki zeby posplacac
dlugi,zdjac z zony obowiazki itp i ja nagle olsnilo ze on musi tu kogos miec,bo
bardzo sie zmienil. Nagle zapragnela przyjechac bo dzieci si stesknily za
ojcem!! przyjechala na 4 dni z synem (11lat) zabrala rafala tzn on ja do
apartamentu wynajetego na ich przyjazd, dzwonilcodziennie ukradkiem do mnie ale
do domu nie wracal, powiedzial jej o nas i naszym synu, zalamala sie... nagle ja
ruszylo i zaczela wydzwaniac, ze nie da mu byc szczesliwym, ze czemu taki gnoj
sobie zycie ulozyl a ona nie, ze nagle jest taki rodzinny i spokojny i ze mnie
nie zaakceptuje... takie tam telefony po nocach, robila wszystko zeby nam popsuc
sytuacje. Ja natomiast zauwazylam ze on sie oddalil, ze go zmuszam do czulosci i
w koncu moze po 2 tyg od jej wyjazdu wykrzyczalam co myslalam a on powiedzial ze
w nim wszystkie uczucia do niej odzyly, ze nie umie bez niej zyc i ze to koniec....

Dalam spokoj to bylo w listopadzie... spakowalam sie kupilam bilety do polski i
zatrzymal mnie na lotnisku, bo ja pojechalam taryfa o 5 rano a on za mna
samochodem ze jednak mam zostac bo on nas kocha i ze zona mu namieszala w glowie
ale to juz przeszlosc itp... zostalam bylo super znowu bylo miedzy nami cieplo
romantycznie i dzidzius dodawal nam radosci, a tu zonka zadzwonila ze ona chce z
nim swieta spedzic i do nas przyjedzie... ja cierpliwie powiedzialam ok!!
wiedzialam ze tego nie zrobi a przyjelam taktyke olewania jej fochow... wiec po
swietach znowu to samo ona z dziecmi tym razem obojgiem przylatuje na tydzien i
on ma znimi mieszkac i sie ze mna nie widywac przez ten czas bo ona sobie tak
zyczy!!! ja powiedzialam swoje tzn wracasz na noc do domu a z dziecmi spedzasz
cale dnie... oczywiscie znowu jej na wierzchu!! dalam spokoj bawilam sie super
mialam tydzien z malym sam na sam tylko smsy mnie dobijaly bo mi zona wysylala
smsy typy ty nie msznic do gadania jestes tylko kochanka albo zrobilas sobie
dzieciaka i odebralas mi meza itp....

Mialam dosc a rafal nawet nie zadzwonil... podobno zabralamu komorke... nawet
nie chcialam tego sluchac. Wrocil do mnie tym razem nie bylobojetny, byl
kochany... ale ja juz nie wierzylam, dalam mu czas na rozwod i wybor ostateczny.
3 tygodnie temu wbrew woli jego zony pojechalismy do polski na 5 dni z naszym
synem ona sie dowiedzialaze jestesmy w polsce i zadzwonila do mnie ze rozwalam
jej malzenstwo wcielo mnie bo on podjal ostateczna decyzjepodobno, wiec
spakowalam frajera i wywalilam za drzwi on plakalblagalobiecywal a ja znowu
dalam mu szanse powiedzial ze nie umie zyc beze mnie ze nie obchodzi go ona jako
kobieta, ze to juz koniec rozwiedzie sie, pojechalismy do mojego mieszkania
wymierzylismy, zaplanowalismy remont bomielismy wrocic za 2 lata wszystko
bylopiekne przez 24 godziny... (dobrze ze nie bylo mojej mamy u ktorej
mieszkalismy bo chyba by go nozem potraktowala)natepnego dnia mielismy samolt
powrotny do dublina spakowana i gotowa stalam juz w drzwiach zadzwonila zona ze
onamusi sie znim zobaczyc. Powiedzial ze idziena 15 minut powie jej o nas i
jedziemy na lotnisko no i wyszedl i nie wrocil...............zadzwonilam o
godzinie co sie dzieje a on na to ze on leci do dublina sam ja z dzieckiem
zostajemy w polsce a on wrocil do zony!!!!!!!!!!

Nie wsiadl do samolotu wiec nastepnego dniapolecielismy razem maly zostal u
mojej mamy,a ja chcilam do zabic, spedzialm z nim 10 dni napakowaniu domu
sprzataniu sprzedawaniu samochodu papierach na dziecko itp wsiadlam w autoka 40
godzin do polski zeby zabrac wszystko czego sie tu dorobilam... po 7 dniach
wrocilm zeby oddac dom ktory wynajmowalismy wlascicielowi i odebrac kaucje bo
byla moja, teraz skonczylam tydzien pracy zeby byc fair wobec pracodawczyni i
odebralam wyplate ostatnia. jutro zmykam z tego kraju juz na zawsze ale to co
siedzi w mojej glowie i sercu to jest jakis koszmar.

Nie mam sily wiecej pisac pobocznych watkow jest tyle ze nie da sie opisac a moj
syn 19 maja ma pierwsze urodziny jest cudowny, najukochanszy a ja tak bardzo
tesknie on jest w polsce od 12 marca mijamiesiac bezniego wiem ze tam bylam
tydzien z nim ale tez latalam i zalatwialam zeby bylo nam latwiej,tak juz chce
miecgo w moich ramionach.... moj synek na youtubie: 2 miesiace temu
pl.youtube.com/watch?v=9NpWuuTTaN0

Czy jest jakaś szansa?

Czy jest jakaś szansa?
Witam wszystkich bardzo serdecznie. Napisałem na forum, gdyż sam nie
potrafię odpowiedzieć sobie na parę bardzo istotnych pytań
dotyczących szans mojej relacji partnerskiej. Nie wiem, czy próbować
dalej coś układać, czy zapomnieć... To wszystko jest dla mnie bardzo
trudne, takie polskie Brokeback Mountain, ale od początku.
Adama poznałem z pół roku temu. Nasze firmy współpracują ze sobą
więc mieliśmy możliwości częstego kontaktu. Adam jest żonaty i
spodziewa się potomka. Ja jak dotąd nigdy nie byłem z facetem, nie
byłem zakochany w facecie, mimo że jestem, podobnie jak On, po
trzydziestce.
Przez ten cały czas spotykaliśmy się przy okazji pracy codziennie.
Wyjeżdżaliśmy na łąkę, do lasu, na kawę, ciastko, pogadać. Stało się
to rytuałem. Nie było ani jednego dnia, gdzie nie znaleźlibyśmy
czasu na mały wypad, z 2-3 godziny dziennie. On mnie jednoznacznie
kokietował, podpuszczał, flirtował itp. Szukaliśmy wspólnych zajęć i
możliwości bycia ze sobą. Do tego dziesiątki smsów, maili itp. Było
po kilkanaście sms-ów codziennie. Tylko jednak w godzinach pracy.
Popołudniami i w weekendy absolutne milczenie. Nigdy nic nie mówił o
żonie, bardzo ukrywał sytuacje, w których ona się pojawiała. Nasza
relacja była absolutnie ukrywana. Nie mogliśmy sobie pozwolić by
ktokolwiek ją dostrzegł. Poznałem Jego żonę, ale nie polubiliśmy
się. Nigdy nie byłem w ich domu, nigdy nie wypiliśmy wspólnie nawet
kawy. Znajomość z Adamem bardzo się rozwijała. Ja mu starałem się
zawsze pomagać, dbać o niego, itp. Z upływem czasu powolutku
powiedziałem, że jest dla mnie najważniejszą osobą, że tęsknię, jak
Go nie ma, że zrobiłbym dla Niego wszystko. Odkryłem się, że nie
chcę wiązać się z kobietą. Że to nie jest zgodne z moją naturą, itp.
On reagował milczeniem, ale nadal nic się nie zmieniało. Nie było,
poza przyjacielskimi uściskami, żadnej fizyczności. Mnie zależało na
relacji emocjonalnej, tzn. szanowałem to, że ma rodzinę, ale
chciałem, żeby sprawy były jasne, tzn. chciałem móc do Niego pisać,
spotkać się choćby na chwilę popołudniu, w weekend. Jednym słowem
wiedzieć, że pomimo złożonej sytuacji, też chce tworzyć jakiś układ.
Byłem gotów do wszelkich poświęceń. Nasza zażyłość się ustawicznie
rozwijała, ale on zachowywał się jakby dwu biegunowo. Chciał
bliskości, ale gdy zacząłem wymagać określenia, wycofywał się.
Dziwił się pozornie, jak to jest możliwe, żeby zawiązała się taka
więź między mężczyznami, mówił, że woli być z żoną popołudniami, a
mnie traktuje jak niby kolegę. Dziwna taka przyjaźń, od 7-15, a
potem inne życie. Bo gdyby rzeczywiście mnie tak traktował, to
przecież zapraszałby mnie do domu, spędzalibyśmy poza pracą wspólnie
czas. Po jakimś czasie dowiedziałem się przypadkowo, że kiedyś,
zanim się ożenił, przez jakiś czas miał faceta. Postanowiłem, że
wobec tego nie wytrzymam dalej tej niewiadomej. Kazałem mu się
określić, jaki jest Jego stosunek do mnie. Poprosił o tydzień czasu
na zastanowienie. Po tygodniu powiedział, że jeszcze nie ufa mi na
tyle, by w pełni się otworzyć. Zaakceptowałem to. Po chwili jednak
zaczął się wypierać, odwracać wszystko, znów mówić o kumplostwie,
przyjaźni. Powiedziałem wówczas, że się mną bawi, manipuluje,
podpuszcza itp. Przypomniałem sytuacje które świadczyły o innym
podejściu z Jego strony, niż kumplostwo. Niby zerwaliśmy kontakt,
ale tylko na ... 15 minut. Po tym czasie znów się odezwał i ja się z
nim ponownie spotkałem. Od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Znów
spędzamy jak szaleni mnóstwo czasu razem, jeździmy do lasu, na łąki,
kawy itp. Oddaję mu całe swoje życie, bo pokochałem Go nad życie. Na
tu i teraz nie potrafię bez Adama oddychać. Powiem raz jeszcze. Nie
chcę, by porzucał rodzinę, nie chcę nie wiadomo czego. Pragnąłbym by
też powiedział, że wie, co nas łączy. Czasem zapytał popołudniu, czy
w weekend o to, co u mnie. Żebym w jakimś stopniu wiedział, czy Mu
na mnie zależy. Są dwie opcje. Albo manipuluje mną, albo w obliczu
małżeństwa, rodziny, itp. boi się powiedzieć co czuje. Może boi się
sam przed sobą? Nie wiem...
Poradźcie mi co mam zrobić. Kocham Go bezwarunkową miłością. Wiem,
że można powiedzieć- zerwij tę znajomość. OK, ale jeśli okazałoby
się, że on miałby podobne uczucia jak ja, a bałby się, to później
bym sobie nie darował. Uważacie, że jest jeszcze jakaś szansa?

Z góry serdeczne dzięki za Wasze opinie.

gdzie dwóch się bije tam...

gdzie dwóch się bije tam...
Gdzie dwoch sie bije tam... aż serce mi peka :(
Nigdy nie sadzilam,ze to ja sie znajde w takiej sytuacji. Kiedys bym to
potepilam, z ta moja moralnoscia, poukladaniem, zasadami, itd... Dlatego z
gory prosze o zrozumienie, uwazne przeczytanie i danie mi jakiejs wskazowki
bo sie totalnie pogubilam w moich uczuciach i nie wiem co zrobic.
Otoz jestem od 3 lat z moim chlopakiem. Ostatni rok trudno zaliczyc, gdyz
spedzilismy go na odleglosc. Ja bylam za granica. Przed wyjazdem bylam w nim
po uszy zakochana, gotowa na zamazpojscie, itd... Po wyjezdzie przez dobre 3
miesiace nie potrafilam sie przystosowac do nowego otoczenia, tak mi go
brakowalo. Nie bylo dnia, chwili bym o nim nie myslala. Ale on nie potrafil
pisac maili, albo nie chcial, jedynie te elektroniczne kilkuznakowe smsy.
Bylam na Swieta w Polsce. Widzielismy sie kilka dni. Wystarczyla jedna
impreza na ktorej za duzo wypil i zrazil mnie do siebie. Zawsze niby myslac o
mnie,tolerancyjnie namawial na dalszy pobyt za granica bym zdobyla
doswiadczenia (kolejne 4miesiace). Wyjechalam pod warunkiem ze on przyjedzie
na kolejne swieta. W miedzyczasie po 2 lub 3 tygodniach coraz zadziej pisal
smsy, zadziej dzwonil (raz na tydzien badz dwa). Przyjechal na swieta jakby
nigdy nic sie nie stalo,wzbudzil we mnie jednak emocje i nadal bylismy razem.
Potem znowusz zostalam tam sama. A on po 3 miesiacach nie chcial przyjechac
bo bal sie wziac 1 dzien wolny w nowej pracy. Nie chodzi juz o kase bo byla
mozliwosc tanich lini lotniczych. Ale nie...ciagle sie zloscil ze mu
narzucam, wymagam niewiadomo co, itd... Poki ja kupowalam karty i dzwonilam z
budki bylismy w kontakcie. Lecz w koncu zrezygnowalam. JAk na poczatku
dzwonil 1 w tyg to potem raz na 2 tygodnie na 15minutek bo niby o czym mamy
rozmawiac jak ja sie ciagle zloszcze i jedyny temat to ze on nie dzwoni. Albo
dziwil sie, ze przeciez nie bedzie mi opowiadal o swojej rutynie, ze " kot
chodzi za oknem". A mnie sie zawsze wydawalo,ze jak sie kogos kocha to sie
rozmawia o wszystkim a kazdej blachostce. Jak wysylalam smsa to dostawalam
odpowiedz po kilku lub kilkunastu godzinach. Ciagle tekst ze to drogo wysylac
smsy na komorke zagraniczna. Bolalo mnie to. Znajomi bawili sie, a ja
tesknilam. Nie chcialam wychodzic na imprezy z kolezankami bo jak bylysmy np
na dyskotece to one po 20min (oby) juz byly zajete rozmowa z jakimis
facecikami, a ja zostawalam sama na parkiecie i chcac czy nie musiala znosic
gadki jakis "fagasow"-z gory przepraszam wszystkich facetow ktorzy podrywaja
na sile! Zupelnie mnie to nie bawilo wiec coraz czesciej zostawalam
wieczorami sama. A co moj chlopak? On w tym czasie niby pracowal, niby z
nikim nie byl, mial duzo spraw na glowie, byl obrazony ze nalegalam by mnie
odwiedzil, ze go nie rozumialam... Hm...jedyne co robil to mowil "czekam, za
niedlugo sie zobaczymy" to neidlugo ciagnelo sie 4 miesiace. Moje uczucia
powoli wygasaly. Bo ile mozna sie gapic w fotke??? Az glupi przypadek
trafil,ze nie chcac siedziec caly weekend sama pojechalam do innej
miejscowosci odwiedzic kolezanke. Tam poznalam przez przypadek brata
kolezanki mojej kolezanki(polapaliscie sie?). Dziewczyny wygonily nas na
spacer. Pogadalismy i...cos zaiskrzylo miedzy nami. Chyba sie zakochalam. Nie
wiem czy zauroczylam. Jednak ciagle myslac o nim mialam i mam wyrzuty
sumienia bo pamietam o moim chlopaku. Nie zdradzilam go bo do niczego
powaznego poza pocalunkami nie dopuscilam. Choc moze juz pocalunek jest
pewnego rodzaju zdrada? Moze sam fakt poznania i myslenia o kims innym jest
zdrada? Kurcze ja juz nic nie wiem. Jest mi z tym ciezko. Bo to mnie
zaskoczylo ze zakochalismy sie w sobie, jednoczesnie, ja i on. Jakby jakas
sila. Najgorsze ze ja nie wiem czy to jest ten? Nie znam go zbyt dobrze.
Widywalismy sie w kilka weekendow. Nie chcialam go widywac bo mialam wyrzuty
sumienia wzg moejgo chlopaka, ale to bylo silniejsze ode mnie. Cos mnie do
niego ciagnie. Nie umiem opisac. Jest dobrym czlowiekiem. Teraz jak wrocilam
do Polski to On czeka, dzwoni niemal codzinnie,przyjedzie za miesiac,chce bym
z nim byla, planuje nasza przyszlosc. A ja? Jestem miedzy mlotem a kowadlem.
Bo moj chlopak po powrocie jakby nigdy nic, chce byc ze mna, bo czekal, bo
kocha... a ja juz nie wiem czy potrafie kochac. Zablokowalam sie. Sa pewne
uczucia bardzo mocne z poprzedniego dlugiego zwiazku. Uwielbiam go sluchac,
przytulic sie, ale to wszystko...Boje sie odejsc bo byl mi kims bliskim,
bardzo bliskim. A z drugiej strony boje sie stracic to wyjaztkowe uczucie
ktore mna zawladnego wzg tego drugiego chlopaka. Zdaje sobie sprawe ze
ktoregos zranie bo musze dokonac wyboru. Nie chce w nieskonczonosc
przedluzac, meczyc sie w tym dziwnym ukladzie, grac nie faire, bo to nie w
moim stylu. Czy mozliwe jest by kochac dwoch facetow???? Oni obaj na swoj
sposob sa cudowni. Tylko ten moj pierwszy zawiodl mnie w pewnien posredni
sposob, ale przeciez czekal i nie zdradzil...

Moje Paranoje

Moje Paranoje
Od konca lipca tego roku jestem w Monachium,poprosilam moja firme o
przeniesienie z Dublina, bo tak bardzo chcialam byc wreszcie w zwiazku z
facetem korego kocham. Poznalismy sie na kilka tygodni przed moim wyjazdem do
Irlandii. On nie byl wtedy gotowy by sie wiazac, a ja czekalam na slowo
zostan...Bylo to dla niego jednak za wczesnie. Przez ponad rok czasu mialam
to uczucie, ze musze wrocic. Spotykalam sie z facetami, mialam przelotne
zwiazki ale uczucie do niego zawsze gdzies we mnie bylo. Pod koniec lipca i
od tego czasu "jestesmy razem"-o ile to mozna nazwac zwiazkiem, bo on mieszka
w Bremen a ja dobre 800 km dalej. On jest niemcem. A ja jestem sobie z Polski
mimo,ze od prawie 5 lat za granica. Mam pozwolenie na prace tylko w tej
firmie na rok. Szukam teraz czegos w Bremen ale nie jest tak latwo z tego
wzgledu ze niemcy maja pierwszenstwo.
W moim biurze jest tak beznadziejnie, ludzie sa do banii, falszywi a do tego
nie ma nawet z kim wyjsc bo tu sa ludzie poprostu nudnii. Mam co prawda
fajnego wspollokatora ale on jest ode mnie o wiele starszy i ma swoje zycie.
Zaczelam tez przygotowywac sie na prawko jazdy- co jak sie okazalo jest
strasznie drogie a ja bede musialam brac dodatkowe godziny bo nie idzie mi
najlepiej.
Tak strasznie tesknie za Dublinem,tam bylo mi naprawde dobrze, codziennie mam
ochote spakowac sie i poprostu wsiasc w samolot tylko ze ON jest moim zyciu.
Widzialam sie z nim w ten weekend, bylo super do momentu jak wychodzac z
samochody wypadlo otwarte opakowanie po prezerwatywie!!Cieszy mnie fakt ze on
zdazyl chociaz samego kondona wyrzucic. Oniemialam,serio!
On najpierw glupi usmiech na twarzy a potem tekst w stylu ze ma duzo rzecy w
samochodzie i od bardzo dlugiego czasu nie sprzatal, no i ze nie mam sie o co
matrwic! Niewytrzymam!!! Probowalam go po jakim znowu zaczac ten temat ale on
dalej swoje! I tak do wczoraj dopoki nie pojechalam do domu nie zaczynalam
tego tematu, wczoraj rano gdy poszedl pod prysznic zostawil komorke na stole-
byla wylaczona!!!Nie zwrocilam na to uwagii ale pakowalam swoje rzeczy i
automatycznie za jego telefon. Nawet przez sekunde nie myslalam by mu w
telefonie grzebac!!!! Tak niewiele brakowalo a wyszlabym bez slowa, poszla na
pociag... niezdazylam to zrobic bo on wyszedl z lazienki.
Potem ta ostatnia godzine razem nie bylam w stanie udawac ze wszystko jest
super, bo nie jest. Malo sie odzywalam, on tylko do mnie ze nie rozumnie
czemu jestem taka niedobra i nasza ostatnia godzine nie rozmawiam z nim.
odwiozl mnie na pociag, mowiac ze kocha i ze niedlugo sie znowu spotkamy-za
cztery tygodinie bede znowu w Bremen. Prosil bym sie odezwalam w drodze,
zadzwonilam tylko raz by mu powiedziec ze jest wszystko dobrze(jechalam do
Monachium z okazja). on dzwonil pare razy, wyslal mi smsy. bylam tylko mu w
stanie napisac, ze bedzie najlepiej jak wroce do Dublina bo po tym co
znalazlam w samochodzie to wiem ze ktos oprocz mnie w jego zyciu jest.
Rano sms, ze glupia jestem i lepiej bym sie wreszcie wziela w garsc, bo w
jego zyciu tylko jestem ja i ze ja tylko szukam powodu by wrocic do
dublina...a on za mna naprawde teskni!
przeciez nie dam z siebie idotki robic!!!on dobrze wie ze odkad tu jestem on
jest jedynym powodem dla ktorego ja tu jeszcze jestem... Ale bedzie chyba o
wiele lepiej jak poprstu juz sie do niego nie odezwe bo po co, nie chcemy
przeciez mu psuc humoru. to bylo glupie z mojej strony,wiara w nas!

Straszne

Straszne
Straszne widzieć wady partnera, wiedzieć że prawdopodobnie to
człowiek z uzależniami a jednak dalej z nim być. Być dalej bo wg
mnie taki powinien być mężczyzna: małomówny (choć on czasami do
przesady), nie skarży się na nic, wszystko sam robi, pracowity,
usłużny, przejmuje się najbliższymi, potrafi pokazać że mu zależy,
potrafi płakać choć mówi że nawet jako dziecko nigdy nie płakał. Wad
jest dużo mniej , ale za to bardziej poważne. Alkoholizm? pewnie
tak, codziennie piwko, choć przez te półtora roku tylko 2 razy
widziałam go pijanego. Ale... ale dochodzi do tego jazda pod wpływem
i to nawet na warunkowym- od tyg. odsiaduje ten wyrok. Dowiedziałam
się o tym (o wyroku, odwieszeniu) godzinę po jego zatrzymaniu od
jego mamy. Nic mi wcześniej nie powiedział. Wiedziałam jedynie że
jeździ bez prawka. Zostawił samego syna, co prawda już pełnoletni,
ale się uczy i gdyby nie babcia zostałby całkowicie bez pieniędzy. I
już mniejsza wada : kobieciarz, musi podrywać, podobać się. Prawie
miesiąc temu byłam bliska zerwania z nim z tego powodu (kilka
zapoznawczych smsów, żadnych spotkań).
Prawdę mówiąc nie przeszkadzało mi do tej pory jego picie, ale
przeszkadza że go nie ma przy mnie.
Wiem że bez terapii mój następny partner będzie taki sam, ale jak
pójdę na terapię za rok czy dwa, przecież nie będzie za późno . W
naszym związku to ja dominowałam, robiłam co chciałam. Jakbym teraz
zerwała, źle bym się czuła, czułabym nie dosyt. Mam nadzieję że jak
będzie mi źle w związku to odejdę. A teraz czeka mnie czekanie,
czekanie że już później nic takiego się nie zdarzy,że zrobimy coś że
już więcej nie pójdzie do więzienia (z tego co mówił to ostatni raz
tam był ponad 15 lat temu).

Czy on może być dobry? Czy ja się łudzę?

Pocieszam się że jak go zabrakło to tylko tęsknię, w żaden inny
sposób nie uzależniłam się od niego, bez niego moje życie wygląda
tak samo.
A dzieci?
Pamiętam jak rok temu wychodził ode mnie bo nie mógł wytrzymać ich
krzyków, później się przełamał. Miał ochotę wyjść, ale wytrzymał.
Później czyli jak już go pokochałam, jak pokazywałam że mi na nim
zależy- bo wcześniej byłam z nim bo nie było nikogo innego. Dopiero
od tego momentu zaczął przybliżać się do dzieci, chciał z nimi
zostawać jak ja byłam w pracy. Były momenty że troszczył się o nie
bardziej ode mnie.
Wcześniej był u mnie raz na tydzień, później nie był 3 tyg, i
zerwałam z nim wtedy. Cały czas mieliśmy ze sobą kontak tel. Po 2
miesiącach spotkaliśmy się, tylko dla przyjemności- i wtedy go
pokochałam. Od tamtej pory wszystko się zmieniło. On zaczął mówić o
wspólnym mieszkaniu, dał mi nawet pierścionek (ale po moim pyt. czy
to aby nie zaręczynowy szybko odpowiedział że nie, że dopiero
wstępny). Nie byłam jeszcze na to gotowa, wtedy bym się nie
zgodziła. Od tamtej pory nie zostawiał mnie nawet na 3 dni samej.
Kilka miesięcy później ustaliliśmy że za ciężko by mi było aby się
do niego przeprowadziła i lepiej jakby on u mnie pomieszkiwał.
Zgodził się. Nie mógł się calkiem przeprowadzić bo mieszka z synem.
Wigilę spędziliśmy razem, kolacja u jego mamy, 2 dni Świąt byłam u
niego, oczywiście z moimi dzieciakami.
Badam, obserwuje, analizuje każde jego słowo,
wszystkie "sprawdziany" przechodził dodatnio. Gdyby nie ten alkohol,
odsiadka- byłby księciem z bajki. Nie wiem co mam myśleć, co robić.

No dobra, wydarłam to z siebie, do tej pory o tym powiedziałam
jednej koleżance, której mąż ma odsiadkę za sobą, więc wiedziałam
jaka będzie jej reakcja. WY nie pozostawicie na mnie suchej nitki :)
Wiem co sama bym odpisała na podobny post.

Przyjaźń damsko męska - jak z tego wyjść?

A ja sobie nie darowałam, sytuacja zrobiła się napięta i trzeba było przekłuć ten balon..."Przyjaciel" zabrał mnie na rozmowę i poinformował (starał się delikatnie), że nic z tego nie będzie, no a potem ta tradycyjna "gadka". Jesteś miła, fajna, lubię z Tobą rozmawiać, jesteś ładna, podobasz mi się, jesteś naprawdę atrakcyjną kobietą itp. Cholernie bolało, brak mi słów żeby opisać, bo kiedy słyszy się coś takiego to najzwyczajniej w świecie się tego nie rozumie - że ktoś nas może nie chcieć. Ponadto wyszło na to - nie zapytałam wprost bo bałam się to usłyszeć - najwyraźniej fajna ze mnie laska do pogadania, ewentualnie sprawdzałabym się jako FWB..
Okazało się, że on nie jest gotowy (na żaden związek), nie pasujemy do siebie, zniszczymy naszą przyjaźń, i ogólnie jeszcze ma nadzieję, że szybko mi przejdzie i nie jest to poważne bo on chciałby się ze mną spotykać tak jak dotychczas. Jak się domyślacie ta perspektywa mi nie za bardzo odpowiadała....
Poprosiłam go jakieś 10 razy żeby prosto w oczy wyrecytował mi, że mnie nie chce, nic nie czuje i nie daje mi żadnej nadziei. To były prawdziwe tortury, ale musiałam to usłyszeć żeby nie zostawić w sobie cienia nadziei...nie próbowałam go przekonywać, bo wiedziałam jak to jest przekonywać kogoś kto już po prostu wie. Jesteśmy bezsilni wobec jak to nazwał "emocjonalnej pustyni".
Ponadto okazało się, że kiedy on chciał to ja byłam zajęta, a potem nastąpiło to słynne "przerobienie" na przyjaciółkę i jest nie do "odrobienia".
Czy mam żal? Może tylko o jedno, że nie uchronił mnie przed tym wszystkim, wiem że mógł bo przyznał że taka sytuacja zdarza mu się 3 raz w życiu..on wiedział jaka jest logika takiej "przyjaźni", powinien temu zapobiec. Bardzo mnie przepraszał..ale...
Powoli zaczynam zauważać wiele rzeczy, czuje że byłam w pewnym stopniu zastępnikiem emocjonalnym, nie chciał się z nikim wiązać ale kiedy czuł się samotny, potrzebował miłego towarzystwa (prawie zawsze na jego zasadach, wtedy kiedy on chciał i mógł), wyżalić się, pogadać, poszukać potwierdzenia że dla kogoś jest ważny i ktoś za nim tęskni. Sorry że tak się rozpisuję,ale chyba mi to pomaga.
Ponadto obudziły się we mnie takie "matczyne" uczucia, boję się o niego, martwię się co on zamierza teraz robić ze swoim życiem, z tego co widzę zamierza je całe "przeżyć" teraz sam, jakby się bał że we dwoje nie można spełniać marzeń, mam wrażenie że ma potrzebę "naprodukowania" wrażeń, przeżyć aby sobie coś udowodnić.. "nikogo nie potrzebuje, jestem taki niezależny, samodzielny..."
Ale wiecie co? jestem, pewna, że znalazł albo szuka kolejnego zastępnika..po prostu to czuję....
Nie mam żalu....ale bardzo tęsknię i chciałabym mu opowiedzieć tysiąc rzeczy...
To wszystko bez sensu...Nie mogę się pogodzić z faktem, że są tysiące pytań na które nie znajdę odpowiedzi...

Od tamtego momentu nastało milczenie, z wyjątkiem jednego smsa kilka godzin po spotkaniu, był to sms z okazji moich urodzin;-) nie będę dramatyzować, ale zapamiętam je do końca życia, jak się domyślacie nie dlatego, że były to najwspanialsze urodziny w moim życiu;-)

i jeszcze tylko pytanie do omajkela? dlaczego tak się stało? może potrafisz mi to wytłumaczyć? uwielbiasz z kimś gadać, podoba ci się, tęsknicie za sobą ale nic z tego wyjść nie może..nie rozumiem:(

uzaleznienie?

uzaleznienie?
Dzien dobry,

Poltora roku temu zerwalismy z moim chlopakiem,ktory ma juz 35 lat.Bardzo sie kochalismy i te uczucie ciagle jest,nie wiem tylko czy zdrowe..on nadal twoierszi ze to on niby zerwal..
Z chwila, kiedy sie wyprowadzilam, zaczal znow pisac smsy itp, i ciagle podtrzymywac kontakt.Potem mowil,ze mudze poczekac jakas ilosc dni bo on nie jest gotowy do powrotu, nic nie wyszlo z tego bo ja chcaialam wiedziec na czym stoje, on tymczasem obwinial mnie ze klade na niego presje. Potem wymyslil teorie,zebysmy zaczeli ponownie od przyjazni, aby dojsc do lepszego zwiazku. nie bylo latwo dla mnie wiec i to nie wypalilo.Nie potrafilam po prostu powstrzymywac sie od przytulenia itp..bo bylo to nienaturalne skoro bylismy wczesniej para.
pojawily sie poprzednie problemy,znow sie poklocilismy i przestalismy utrzymywac kontakt, nietstey tylko na chwile!
Po powrocie z dlugiej podrozy moj ex przysylalm mi zdjecia i mowil ze teskni ciagle. Wiele razy buntowalam sie i mowilam ze to ostatni sms,ze bede myslec o inym meczzynie ktorego poznalam,nie byly to mile slowa.Niestety,on znow zaczynal pisac.
Za kazdym razem jak zaczynalam sie spotykac z jakims chlopakiem,on pisal smsy w nocy ze mnie kocha itp..nic dlatego mi nie wychodzilo i nie potrafilam sie zakochac bo powracalam myslami do niego.
Niedawno wyjechalam w dluga podroz, zapomnailam o wszystkim., czulam wreszcie wolnosc, pierwszy dzien powrotu i on zaczal pisac,mowic ze sie martwi i kocha.
byl okres ze nie odpisywalam, ale potem znow 'mieklam',gdyz mam ciagle uczucia do niego..

w zeszlym tygodniu napisal mi dlugiego emaila ze chcialby mnie wziasc w ramiona, ze ma uczucia, ze ma zdjecia moje na scianie, napisal tez ze ma nadzieje ze bede kochac jego emaile,to ze sie spyta mnie jak minal mi tydzien itp..
ja nie chcialam tego bo taki kontakt sprawail mi bol i blokowal otwarcie serca a innych mezczyzn!
Potem spotkalam go przypadkowo i znow zaczal mi mowic ze mnie potrzebuje! wzial mnie w ramiona, i mowil ze czuje sie szczesliwy.
co chcesz ode mnie? zapytalam, on na to:chce kontaktu, przyjazni ale nie wie jakiego rodzaju.JA na to: jesli nie chcesz nic wiecej, to prosze nie pisz.Wybieglam, bylam zla i mowilam ze nie cche go znac,ale on nastepnego dnia znow napisal email ze bedzie i tak o mnie myslal!!!SPOTKALISMY sie na imprezie wtedy,moze byl nieco pod wplywem alkoholu,nie wiem,wogole bardzo szybko mowil,jak nigdy przedtem i mma obawy ze zaczal brac jakies narkotyki i w zasadzie pogubil sie sam w zyciu.
Jestem zmeczona tym okresem,mam wrazenie ze on jest niezrownowazony emocjonalnie, bo jak mozna mowic komus ze sie go kocha itp..a zdrugiej strony nie chciec/bac sie wroci do siebie?on nie wie czegp chce i emocjonalnie mnie trzyma blisko siebie jak na uwiezi,
Postanowilam ze skoncze odpisywac, bo mysle ze obydwoje uzaleznilismy sie emocjonalne od siebie,a nie jest to zdrowe..
on za wszelka cene chce miec kontakt, i jak nie odpowiadalam to zaczynal znow pisac i mowic o uczuciach..a ja znow mialam nadzieje,ze wszystko sie ulozy,choc on nigdy tak naprawde nie zapewnial mnie ze sie zmieni..dyskutowalismy o tym,co zle robilam itp.. wiele rzeczy zrozumialam.
Co powinnam zrobic w tej sytuacji?

Wygrzebane z mojego pamiętnika...

Wygrzebane z mojego pamiętnika...
Drodzy forumowicze nadszedł dla mnie czas podsumowań. Przeglądałam dzisiaj
stare pamiątki i tym podobne. Natrafiłam na zeszyt, w którym zapisywałam
wszystko co dotyczyło mojej, wielkiej i jak dotąd jedynej miłości. Popłakałam
się. Bo choć minęło już 2 lata jak się nie spotykamy, to ja wciąż noszę Go
głęboko w sercu. Pozostały mi tylko piękne wspomnienia i te parę smsów od
Niego. Pragnę się z kimś tym podzielić, bo już dłużej nie wytrzymam. czytałam
je dziś cały dzień i płakałam. Jeśli macie ochotę, to poczytajcie.

" Ja i tak będę Cię kochał. Chciałem mieć zobowiązania tylko wobec Ciebie.
Naprawdę się zakochałem w Tobie. Przepraszam chyba nie jestem złym facetem?"
" Ja to poczułem jak Cię pierwszy raz zobaczyłem nie pytaj mnie dlaczego. po
prostu Cię kocham i już. Mocno"
"Może być skąpa biała bielizna. Najbardziej zależy mi na Tobie, a nie na tym,
co będziesz mieć na sobie. Mam czekać na Ciebie czy tylko marzyć?"
" Bardzo chcę, żebyś była prawdziwa, chcę Cię poczuć, chcę dotykać. Marzę
Słońce o Tobie ciągle. Tęsknię."
"Kocham Cię"
"A ja chcę być z Tobą Słońce. Jejku jak ja cię kocham..."
" Pamiętaj moje Słońce, że Cię kocham. Może nie okazuję tego tak bardzo, ale
nie potrafię okazywać uczuć. Kocham Cię Słońce naprawdę"
"Dla mnie jesteś śliczna. Ja na to wszystko tylko tyle, że dalej Cię kocham i
szanuję wszystkie twoje decyzje"
"Nie jestem kapryśny. Nigdy nie nalegałem i nie prosiłem o cukierka. Cukierek
sam miał dać się spróbować kiedy będzie gotowy. A miłość jest albo jej nie ma"
" Jesteś dla mnie jak oddech. Przy Tobie czuję się potrzebny. Jestes kochana.
To czuję"
" Naprawdę chciałbym się z Tobą kochać. powiedz mi jak długo mam na Ciebie
czekać. Kocham Cię"
"Nigdy Ciebie nie zapomnę, nie potrafiłbym. Za mocno Cię kocham"
" Chcę być z Tobą, ale nie jestem przekonany czy Ty chcesz być ze mną. To
naprawdę byłaby wielka zmiana w moim i Twoim życiu"
"Ja nie mam balastu. Po prostu jeśli się ze mną zwiążesz to masz 2 dzieci i
tyle. Ja też nie jestem dziecinny. To jest poważna decyzja"
" I wiesz o czym jeszcze marzę Słońce? O słodkim dzieciaczku w ramionach
pięknej mamy. Ciebie oczywiście. Kocham Cię. Dobranoc."

To tylko część tego, co mi pozostało. Pisząc to ryczałam jak bóbr. Wiem, że
obnażyłam najdalsze zakamarki mojej duszy, ale poczułam, że muszę. Chciałam.
Bo jest mi z tym ciężko. Nie ma dnia i nocy, żebym o nim nie myślała. Nieważne
w jakim kontekście pisane były powyższe słowa. Dla mnie były to cudowne słowa
miłości. Wiem tylko, że nikt nigdy nie był mi tak drogi, tak kochany, na dotyk
żadnego mężczyzny tak nie reagowałam. Z resztą od tego czasu jestem sama. Nie
mogę sie przełamać. Jedno wiem, nawet jako stara babcia będę miała co
wspominać. Bo to, co przeżyliśmy było piękne. I moje, tylko moje. Przepraszam,
że takie to wszystko długie. Ale to taka moja publiczna, noworoczna spowiedź.

ja i moje lęki

ja i moje lęki
musze zaczac nowy watek, przepraszam.
moze ktos 'nowy' pojedzie mi tak ostro, ze w koncu sie ogarne...

po burzliwym rozstaniu z eksem w styczniu i przechodzeniem przez
pieklo az do maja ogarnelam sie - praca, szkola - same sukcesy,
kariera... w wiekszosci dzieki przyjaciolom i rodzinie.
wakacje milion spraw codzienne zycie - powoli stawalam na nogi - raz
na miesiac sms od eksa, jakas beznadziejna rozmowa na gg. wydawalo
mi sie, ze sie ogarnelam. gdzies tam czasami, wyobrazalam sobie
jakby to bylo gdyby znowu wrocil. czekalam na to gdzies w srodku
samej siebie.
nagle - pod koniec wrzesnia on mnie zaprasza do knajpy. rozmowa o
zupie slupie, ze sie odbil, zarobil kupe kasy, ze rozstal sie z
dziewczyna dla ktorej mnie zostawil, ze od dwoch miesiecy ma wyrzuty
sumienia i zaluje tego co bylo, ze ciagle o mnie mysli.
probowalam byc twarda i nawet na spotkaniu bylam.
po dwoch dniach zadzwonilam do niego, ze nie, zmieniam zdanie, ze
chce zeby wrocil, ze jestem w stanie nie wracac do tego co bylo, ze
tak, chce i w ogole.
nagle sie okazuje, ze z tamta to nie do konca koniec (te wnioski to
efekt 5cio godzinnej rozmowy przez telefon)... dalam mu tydzien na
wyprostowanie spraw. w tym czasie codziennie rozmawialismy,
gadlismy, bla bla bla, jak o tym powiedziec rodzicom, raz jeszcze
sie spotkalismy... on probowal cos poprostowac, tylko raz mowil tak,
raz tak. zerwal z nia, zablokowala go na gg... tak naprawde wcale
sie nie cieszylam, bo jeszcze nie mialam z czego, poza tym po tym
wszystkim co bylo w ciagu ostatniego roku - mialam sama przed soba
opory.
no i zbliza sie ten dzien w ktorym ma nastapic ostateczne starcie...
cos nie chce gadac, cos odpowiada, czegos niedopowiada...
prawie w nocy dzwoni do mnie ta dziewczyna.
pieprzy mi przez dwie godziny (ze ja sie nie rozlaczylam, glupia ja)
ze ona juz go nie chce, ze ona mu powie zeby on do mnie wrocil, ze
ja to jestem madra, fajna i w ogole... dzwonie do niego - bo
chcialam byc z nim szczera (!) - ze ona do mnie zadzwonila i chce
sie spotkac, zaprzyjaznic, w ogole w miedzyczasie mowi mi, ze on jej
przedstawil troche inna wersje zdarzen...
totalna awantura, krzyczy na mnie ze w takim razie to on nie bedzie
juz nigdy ani ze mna ani z nia.
w srodku nocy milion telefonow, slysze w sluchawce, ze tamta drze
sie, krzyczy, wyje i histeryzuje... on sie mnie o cos pyta, ona
temu zaprzecza...
nastepnego dnia on mnie za to wszystko przeprasza, mowi ze to co ona
zrobila (popila prochy wodka) i co powiedziala daje mu obraz tego co
jest. dodaje, ze sie rozstali.
poprzedniego dnia wspomnial mi tylko, ze maja tydzien na decyzje czy
chca byc ze soba. no ale ta awantura, te telefony... wiec naiwnie
myslalam ze to nieaktualne. oczywiscie wierzac w to, co mowi,
powiedzialam mu, jak za nim tesknilam, jak swirowalam, ze przez ten
czas spotkalam sie z tym i tym i ze skonczylo sie tak i tak.
wiec on znal wydarzenia.
w polowie tygodnia gadamy i on powiedzial cos w stylu, ze ona
jeszcze nie prosila zeby on do niej wrocil... najpierw sie zdzwilam,
potem poryczalam, potem wkurzylam i powiedzialam zeby sie odezwal
jak sie zastanowi z ktim on tak naprawde chce byc. i nie odzywalam
sie az do dzis - zblizal sie dzien konca tego 'tygodnia'...
i k...a!! myslalam o tym, o nim, o tym wszystkim... czy dzwonic dzis
czy jutro, czy w ogole dzwonic, czy pytac, czy czekac...
wchodze teraz na gg i widze jego opis: ze ja kocha i prosi zeby
wrocila, ze naprawi wszystko co bylo zle...
jakby mnie piorun trafil...
przeczekalam godzine, dwie... dzwonie, ale on nie ma czasu. za
sekunde odzwania, mowie mu (calkiem spokojnie, co zreszta przez ten
caly czas od tego spotkania bylo dziwne - ani nie wylam, ani nie
blagalam, po prostu mowilam) bo juz nawet nie pytalam, tylko
stwierdzialam, ze ok, wybral.
a on mowi ze tak, ze jest wlasnie u niej, ze zdecydowal.
powiedzialam zeby juz nie dzwonil za pol roku o kolacje, ze skoro
woli ta wariatke (sorry, ale ona lyka psychotropy, poza tym bylo
kilka akcji) to ok, zapale mu symblicznego znicza w czwartek.
i tak wam powiem, ze walcze juz z pol godziny sama ze soba, zeby sie
nie poryczec, nie poryczec tak, jak wylam pol roku temu.
znowu mnie oszukal, bylam zabawka, ktora mozna rzucic w kat...
a ja chcialam byc bohaterka, pierwsza, ktorej sie udalo cos w co
nikt nie wierzyl...!!
a teraz siedze sama i skreca mnie bo wstydze, najnormalniej w
swiecie wstdze sie komukolwiek - nawet przyjaciolce powiedziec jaka
jestem glupia.
jesli ktos mnie 'przeczytal' do konca i ma chwile zeby mi powiedziec
ze jestem glupia to zapraszam...

ps tak naprawde to sie boje ze po prostu juz do konca zycia bede
sama... w pracy nie ma takiej opcji, w szkole tez nie widze
perspektyw... a ja mam juz 22lata, wpadlam w tybik praca-szkola-dom,
co z tego ze robie kariere, znajomi mi zazdroszcza, jak w srodku
jestem sama i udaje sama przed soba ze jestem szczesliwa??
ja bylam gotowa miec z nim dziecko, rzucic w cholere szkole i prace,
sprzeciwic sie rodzicom i znajomym i byc z nim.
i tak dalam sie oszukac...
taka jestem glupia.